ATKK-KRK-I-005

Opis

Maszynopis z esejem Krzysztofa Kieślowskiego powstałego w ramach konwersatorium "Doświadczenie i Przyszłość" po wprowadzeniu stanu wojennego (1982). Autor analizuje przyczyny sytuacji politycznej po 13 grudnia, pytając, czy można było jej zapobiec. Krytycznie opisuje postawę inteligencji wobec "Solidarności", brak programu związku, "bałagan" wykorzystywany przez władzę oraz narastający kryzys zaufania do instytucji państwa. Ocena działań władz ma silny wymiar moralny (zdrada robotników, którzy wynieśli je do władzy). W zakończeniu autor tekstu rozważa możliwe formy biernego oporu, zachowanie godności i potencjału społecznego oraz potrzebę badań i analiz przyszłości. Maszynopis ma postać ciągłego tekstu z nielicznymi odręcznymi poprawkami.

Rodzaj dokumentacji
A - dokumentacja aktowa
Kategoria
materiały związane z działalnością społeczno-polityczną
Nazwa serii
Materiały działalności twórcy
Technika
maszynopis
Język
polski

Strona 1

K. Kieślowski. DiP Kiedy myślę o sytuacji, w której dziś .znajdujemy się wszyscy Minaiss . ec ćnw fpiew/zi *i? ko±e^ąxExeE0ycrozpamxętugę naturyln^m jasast pytanie: czemu tak się stało? Gzy można było temu zapobiec, własnym albo zbiorowym działaniem, co nale­ żałoby zmienić, gdyby można było wrócić da półtora roku wstecz? I jakkol- wiek &»&© błędów znalazłoby się na drodze, którą przebyliśmy, a było tych błędów chyba bardzo 4uśo, generalna odpowiedź na te pytania a musi brzmieć: Stało się tak jak się xxaxa musiało stać i nie można było temu zapobiec. Można było odsunąć, odwlec o kilka miesięcy decyzję władz z 13 grudnia, ale zapobiec jej nie można było. Można było spowodować reakcję ostrzejszą, można było pewno i łagodniejszą - tak czy owak prowadziłaby ona do tych samych celów. A więc czy było awrto? Czy czas nie został zmarnowany? Według mnie było warto i jeżeli nawet czas został w jakiś sposób zmarnowany, to stał się jednak doświadczeniem niwymazywalnym, historycznym, który jak każ­ dy taki czas będzie miał wpływ na to kim i jacy będziemy, a może jakie bę­ dą i jak będą żyć nasze dzieci czy wnuki. W perspektywie historycznej nie PLWT^ię jest to tak ważnej jak w perspektywie jednego ludzkiego życia, stąd oczywis­ ta dziś gorycz i przygnębienie, staąd tak wiele w dzisiejszych reakcjach emocji, stąd częstsze niż kiedykolwiek wsłuchiwanie się we własny instynkt, słuchanie organizmu raczej niż rozumu. Wydaje mi się, że dziś kiedywpiszę o swoich odczuciach, a jest połowa lutego stan szoku powoli mija i stan naturalnych emocji w^czmeysm zaczynają się wsączać racje gtzwy płynące z głowy, gniew i spontaniczne reakcje zaczyna zastępować chłodny gn^iga z wnioskami, które nakazują działania mniej ostre i gwałtowne a za to skutecz­ niejsze . Wracam do błędów. Ileż to słów napisano posierpniu o wspaniałej współpra­ cy inteligancji z klasą robotniczą. Zawsze miałem wrażenie, a dziś to wra- żenie^zmi^nia się w peność, że słowa te pisane były na wyrost, że były wy­ razem chciejstwa obu stron niż faktów. Nie daliśmy naszym braciom robot­ nikom i chłopom^wszystkieg^z siebie, myślę nawet, że nie daliśmy tego co dać mogliśmy naprawdę bazuszczerbku. Wielka nasza wina. Inteligencja pol­ ska zawsze była i jest dzisiaj, mimo przemian, elitarna i niedemokratycz­ na, miała zawsze i ma dystans a może i trochę pogardy do klas nazywanych kiedyś "niższymi". Nie jest to może teza popularna, ale mam wrażenie, że jeśli chcemy spojrzeć w oczyVprźyśzłości musimy powiedzieć i o tym. Oczy­ wiście w ruch solidarności zaangażowało się wielu wspaniałych inetelktuaPh Ą iftFHz. listów i mądrych ludzi albo przez bezpośrednie z^arrgaswa^iie w prac® nowego związku zawodowego albo przez okazywane mniej lub bardziej, spektakularnie sympatie, ale przecież^naprawdę nigdy nie uznaliśmy - jako inteligencja tego ruchu za nasz^ EHEkx własny. Mogliśmy pomagać - i pomagaliśmy, mogliś-

Strona 2

2. my popierać i popieraliśmy, 2 ala zawsze z. kompleksem niższości - bo zostal- lismy dopuszczeni do czegoś co stało się poza nami i z. kompleksem wyższości» bo przecież i tak wiedzieliśmy czym się to skończy ta niebezpieczna zabawa, ale nigdy wenątrz, nigdy w środku. Być może zabrakło nam czasu i żeby zrozumieć i żeby przekonać partnerów, ale trzeba przyznać, że czasu który był nie wykorzystaliśmy,, Resztą nie sądzę, żeby czas był tu czynni­ kiem najważniejszym. Istaniała przecież oczywista różnica interesów, już choćby w haśle każdEyxyxwx±KKji egalitaryzmu, bo nawet jeśli egalitaryzm w intencjach robotniczych miał oznaczać równanie w górę, to my znając wystarczająco dobrze sytuację gospodarczą wiedzieliśmy, że może on ozna­ czać napradę realnie’ tylko równanie w dół. Przypuszczam zresztą, żę gdyby mogło chodzić naprawdę o równanie w górę inteligencja polskinie’,^yłaby szczęśliwa.xv±Mkixgnvotau^xxsErxwy I to zarówno ta inteligencja z trydyc- jami, stara, jak ifta/nowaczy nuworyszowska. Zbyt mało mieliśmy w histo­ rii chwil demokracji, żeby każdy z nas z czystym sumieniem chciał speł­ nienia bhrześcijańskiego hasła, że wszyscy ludzie są równi, choć oczywiś­ cie teoretycznie wszyscy gotowi są przysiąc przysięgać na to hasło. Ja sam stanąłem z boku i określiłem się jako gorący sympatyk, ale tylko tyle - nie lubię bowiem tego co butne i boję się tego co silne, a nowy związek bardzo szybko stał się butny i silny, mxmx±xżNie chciałem też i lękałem się posądzenia /chocby przez siebie samego/, że na czyichś plecach i ko­ rzystając z czyjegaśkxxix wysiłku i krwi osiągam to, czego- sam bym nigdy nie°si^gn^ ~ władzy> znaczenia, możliwości działania etc^Pis zę o s obie, ńrOŚcrsz^Tz^^ że odczucia te były odczuciami wielu z nas. Jakoś łat­ wiej i lepiej czujemy się osądzając i pouczając niż - a więc w opozycji, niż decydując - po stronie władzy, a nowy związek stał się przecież rodza­ jem władzy. Spójrzmy na nasze doświadczenia, ludzi związanych z MP-em. Aktywni, piszący, spotykający się w końcu lat 70-tych po sierpniu zamilkiśmy nagle, choć wydawało się, że wiele z naszych postulatów może zacząć się urzeczywistaniać, że można będzie spróbować wprowadzić w życie elemen­ ty programu, że gadanie można zastąpić czynem, jak piszą w gazetach. Jed­ nak - XMxiikiiśmyyxuznayącyvże-x jako grupa zamilkliśmyxi to z pełnym po­ czuciem, że myxx co my tu właściwie mamy do roboty, choć właśnie do- roboty było tak dużo. kra ^ie było więc nas; - inteligencji. Zbyt łatwa byłaby teza «^^», że wszystkie błędy”SolidarnoOci” wynikły z naszej w niej nieobecności, zbyt łatwa ale i megalomańska i nieprawdziwa. A jednak z powodu naszej nisBhgzs x®śxix niewystarczającej Jófcobecności w Związku znalazło się wiele osób , których działalność odsuwała ®dx® nas od<K^ią^ł« coraz dalej. Nacjonaliś ­ ci, "prawdziwi Polacy”, antysemici?® pojawiali się coraz częściej zyskując znaczenie i budząccoraz większą nieufność. Ale nas tam nie było, niemie- liśmy więc prawa ustalać warunków, a ponieważ warunki nie były nasze,

Strona 3

Więc wielu ludzi z sympatyków stawało się po prostu obserwatorami, nieuf­ ność zmianiała się w niechęć. Powstało oczywiście szerg organizacji i in­ stytucji o które walczyliśmy i które spełniały swoje funkcje gromadząc większość liczącej się inteligencji, ais instytucje te walcząc o niezależ­ ność uniezależniały się zarówno od władzy jak i od ''Solidarności". W myśl słusznej teorii, że każdy na swoim, miejscu powinien walczyć o swoje spra­ wy, a wtedy sprawa ogólna także zostanie wywalczona załatw aliśmy sprawy swoich środowisk, demokratyzując stwarzyszenia, uspołeczniając kulturę, ale robiąc to wszystko co było niezbędne i pilne nie daliśmy równocześnie "Solidarności" niezbędnej jej siły intelektualnej, a przecież od ^ właś­ nie siły zależne było powodzenie naszych własnych działań! Nowy ^wiązek nigdy niesety nie doczekał się prawdziwego programu i myślę, że to był ^ajpoważniejszy\jł^) Były hasła, często, chwytliwe i popularne, były działania na wielką skalę ale prawdziwego, strategicznego programu nie była. Hasła były zbyt ogólne żeby nazwać je programem, działania zbyt pragmatyczne niKVMłxżyłyvsiąvHigdy i zbyt spazmatyczne nie ułożyły się w Kiągx jasną drogę do celu. Związek działał doraźnie, stale zaskaki­ wany przez władze,, bez przerwy w obronie, w defenzywie. Saiiż Kraj i naród zmęczony xóo codziennym życiem był zmęczony też brakiem jasności - dokąd zmierzamy? czy choćby: dokąd powinniśmy zmierzać? Wiedział czego nie chce, ale prawdziwie skuteczną walką można prowadzić wiedząc, czego się chce. Tu właśnie, mam wrażenie, zabrakło siły intelektualnej, bo nie wierzę, że to tylko brak czasu. Powielano błąd Partii i zamiast tworzyć program mówio­ no bez przerwy, że trzeba go x±m stworzyć, jakby brak stołu można było zrekompensować jasno uświadominą chęcią, żeby stół był. Nie da się posta­ wić na tym szklanki! Brnąc w ten błąd coraz głębiej, Wiązek coraz częś­ ciej podejmował akcje, które radykalizując jego działaczy i członków nie miały jasnego celu i coraz częściej nie było wiadomo: co po akcji? co jeś­ li wygramy? co jeśli przegramy?, a zdażało się i tak że w trakcie akcji , fw^cm?« • zapominano właściwie o «p-©w©dzio., dla które^M została rozpętana. I jeśli nawet mówienie o braku siły intelektualnej jest tylko gadaniem, jeśli po prostu zabrakło tu polityka na miarę czasów i na miarę wydarzeń, to fakt pozostaje faktem: nie było programu i a bałagan był coraz większy. ‘^W- ±x#xw I w tym względzie nie sposób nie zgodzić się z tezą władzy: bała­ gan był, to prawda. Tylko skąd się wziął? Niezależnie od błędów w ł^xw^|Sj|ii±K popełnianych przez "Solidarność" jest dzisiaj zupełnie jasne, że bałagan ten był potrzebny władzy i że władza pupyEnxyavdux do bałaganu dążyła. Robiła to często w sposób ordy­ narny, nie dotrzymując złożonych obietnic, prowokując wydarzenia, upiera­ jąc się przy puzynysEk racjach, których nie potrafiła i nie chciała wytłu­ maczyć. Prowadząc swoją małą grę władza także nie miała programu, ale to akurat nie było niczym nowym, zdążyliśmy się przyzwyczaić. Miała jednak

Strona 4

4. rutynę i aparat, sprowokowawszy wydarzenie miała .dość środków, żeby stahąć z: boku i powiedzieć: popatrzcie co- oni wyprawiają.! iKyxsąv®iKtataxy Wie­ lu ludzi, nawet znających mechanizm machinacji złapało się na ten okrzyk. To wystarczyło! Tu taj też nie było polityka, który zobaczyłby szansę dla siebie i dla reprezentowanej przez siebie ideix nie w walce z sziidarKiaźs wielkim ruchem społecznym, ale w oparciu się o ten ruch i tym satyra w u- zyskaniu wiarygodności i reprezentacji, której władza powojenna nigdy nisvm±xła w Polsce nie miała a teraz właśnie mogła ją nagle mieć, bo przecież rJ^5^0t»i^*i^-j-xteib-''’2£^MLiri^tHtfte*rfel^^ ;f*#fe&W£*ii^^!j^^ robotnicy nie chcą oddawać swoich fabryk i stoczni prywatnym właścicielom, a chłopi swoich gospodarstw obszarnikom! Jak zwykle więc, władza nie stanęła w obronie idei, stanęła w obronie siebie samej. Tym bardziej więc dziwi mnie dezynwoltura z jaką. "Solidarność" traktowała personalne x zmiany w Partii i rządzie. Pełno było okrzyków: "wszystko nam jedno, kto będzie I sekretarzem czy premierem, nam chodzi o gwarancje instytucjonalne". Znów błąd i znów nie znalazł się ktoś, kto wytłumaczyłby jasno, że to nie jest wszystko jedno ponieważ prawo- i gwa­ rancje instytucjonalne można złamać bardzo łatwo jeśli tylko znajdzie się ktoś, kto będzie chciał to zrobić. 15 grudnia jest tego najlepszym dowo­ dem! 15 grudnia stało się bardzo wiele rzeczy naraz, chciał>ym jednak zająć się tylko kilkoma, aspektami tego wydarzenia. Najpierw jak najdalej od poli­ tyki bo o moralności. Ten aspekt, rzadko podnoszony, wydaje mi się mieć duże znaczenie w naszym kraju. W decyzjach 15 grudnia uczestniczyli lu­ dzie, którzy władzy nie wywalczyli sobie sami. Doszli do niej dzięki ro­ botniczemu protestowi z sierpnia 80 roku i już w półtora roku potem zdecy­ dowali się zamknąć do więzień wszystkich tych, którzy protest ten zorga­ nizowali! Uczestnicząc - na niższych stanowiskach - we władzy lat 70-tych nie mieli dość charakteru i siły by zaprotestować przeciwko wszystkim zna­ nym już dziś nieprawościom, w każdym razie nie wiemy nic o takim proteś­ cie, mieli natomiast dość bezwzględności żeby jednym emmem pociągnięciem zlikwidować ruch który wyniósł ich na najwyższe stanowiska. Głęboko to niemoralne, jak i niemoralne jest to, że dziś patrząc z perspektywy czasu na wszystkie negocjacje i umowy wiadomo, że siadając do stain wspólnego stołu z przedstawicielami nowych związków, władza szykowała od dawna wię­ zienia dla swoich gości. Ja wiem, że pollityka nie ma nic wspólnego z mo­ ralnością, ale w ocenie społecznej moralność albo niemoralność ma znacze­ nie olbrzymie, a od takiej oceny nawet ta władza nie może abstrachować. W każdym razie władza wykonała ruch. I znów powtarzając wszystkie błędy nie wie co zrobić dalej. Na kim się oprzeć? Zantagonizowała, wobec siebie i zjednoczyła zarazem wszyskite klasy, warstwy i siły spoełczen, od ro­ botników, przez młodzież do rzemieślników. Dosłownie - wszystkich, poza - być może - własnym aparatem. Czy można oprzeć się na aparacie, i jak

Strona 5

5. długo, zwłaszcza , że aparat ten mimo weryfikacji i strachu także nie może być pewny. Oczywiście,, można oprzeć się na milicji i wojsku. Ale obserwując istniejące wśród tych sił podziały wynikające z różnych intere­ sów /np. stała i dobrze płatna milicja a żołnierze z poboru/ nie wróżę takiemu oparciu stabilności. Wysocy rangą wojskowi zasmakowali we władzy, ale administracja występująca w futrzanych czapkach na ekranie dziennika Tv też przecież nie chce jej oddać! Dziś pułkownicy pokrzykują na futrzane czapki za niesprzątnięty śnieg i ubłocone maszyny rolnicze, ale czy admi­ nistracja i aparat pozwoli na siebie długo pokrzykiwać? Rysuje się więc i konflikt wewnątrz władzy, ]fc przecież stopnie wojskowe i futrzane czapki mają i wyżsi i najwyżsi funkcjonariusze obu stron. Naród nie miał nigdy wielkiego zaufania do instytucji państwowych. Ale dziś nie wierzymy, że wysłany list dojdzie do adresata, nie wiemy czy pieniądze w PKO i^rirayxsffl:giix są nasze, czy pociąg dojedzie do miejsco­ wości wypisanej m jako cel podróży na tablicy wagonu. Kryzys zaufania do władzy pogłębił się i obejmuje coraz więcej instytucji codziennego użytko­ wania. Ile czasu trzeba będzie żeby to zaufanie wróciło, i czy ktoś zdecy­ duje się uruchomić zegar? Co ma zrobić władza? Nie wiem.. Wydaje się, że szansa leży w porozumie­ niu, ale co znaczy dziś ten frazes? Z kim ma porozumiewać się władza, jeś­ li sama z sobą porozumieć się nie umie. Gdzie ma szukać zwolenników, jeśli głęboko obraziła wszystkich. Nie wiem. Co mamy robir* inteligenci, robotnicy, naród. Coraz częściej słyszy się i widzi tendencje do kroków radykalnych. Do czego doprowadzą te ten­ dencje, do sabotażu, do terroru, do wojny? Straszne to perspektywy i za­ bójcze dla wszystkich, ale czy naród zdobędzie się i® na inna^n^ronb god­ ności? Patrząc na sytuację chłodno i wyznaczając daleką perspektywę wy­ daje się, że można znaleźć wyjście. Musi ono uwzględniać koniecznie Hisaas zachowanie godności lYZSEhowaYiezpotencyału: każdego człowieka i zachowanie potencjału gospodarczego i społecznego. Oczywista formuła biernego oporu musi przybrać dzieś, w Polsce inną niż tradycyjna formę. Nikt nie powinien uciekać, myślę o emigracji zewnętrznej czy wewnętrznej, ponieważ na UuiolAg wszystkie zwolnione miejsca czekają najciemniejszego autoramentu. Aby za­ chować potencjał gospodarczy i spełczeny trzeba pracować, aby zachować godność trzeba pracować na postawionych przez siebie warunkach. Tylko taka postawa która jest - będąc biernym oporem - aktywna daję szansę nam wszystkim. Szansę wspólnej siły, więc i szansę narodowego zwycięstwa. kys.®jsxm Wszystko o czym piszę domaga się rozwinięcia i skonkretyzowania równocześnie. Cel, dla którego piszę, każę mi się ograniczyć do skrótów, które często brzmią jak slogan. Badania, analizy, prognozy należą już jednak do innych ó. jestem przekonany, że są potrzebne dziś jak nigdy.

1 / 5