Page 1
OSOBY , inżynier Szymon Łęgowski - 34 lat Jego żona, CELINA - w tym wi co on, lub niewiele wtorku -ponad 40 ADIUNKT Nadleśnic inżynier - 25 lat !,PROFESORM, ważna ojewództ PRZEWODNICZĄCY KOł jeszcze
OSOBY , inżynier Szymon Łęgowski - 34 lat Jego żona, CELINA - w tym wi co on, lub niewiele wtorku -ponad 40 ADIUNKT Nadleśnic inżynier - 25 lat !,PROFESORM, ważna ojewództ PRZEWODNICZĄCY KOł jeszcze
Nadleśnictw; oju. Zz." zamkniętych drzwiybokcju łychać dźwięki skrzypiec. Z kuchni wy UW °®w. s*wc^^ ■S^-j-e-s-tues ? S^ ^ o h , U' Nadleśniczy: JajnaiEidzisz. Celina: 1 C * N^W W ♦ Nie spotkałeś w losie Nadleśniczy: Nie. A spodziewasz się kogoś? /Celina nie odpowiada, jednak w jej spojrzeniu maluje się coś w rodzaju nie do wie!* Nadleśniczy; Był tu może ktoś? Pułkownik? aa Celina: Nie 7 o.. kuchni/ Tutaj nikt ni e by ł. /wra c a do będzie i /Nadleśniczy wchodzi do pokoju, gdzie Julia ćwiczy na skrzypcach.Naprzeciw niej w fotelu, siedzi Teresa, Ruchem ręki wskazuje Nadleśniczemu miejsce obok siebie.
- 3 - Dziewczynka nie przerywaj gry, ad czasu do czasu tylko podnosi wzrok nq ojca, jak gdyby chcąc się przekonać’, czy ten słucha/. pana Wojtka, ktćry zresztą nie jest sympatyczny, bo ze wszystkiego się wyśmiewa, nie ma z kim rozmawiać o Teresa; - Huśtała u kogoś to słyszeć i powtarza /W drzwiach staje Celina/
S Oe M> ^ ’. - 4 /przechodzą do kuchni, siadają/ Celina: /podając herbatę/ Przychodził tu adiutem. Chciał wiedzieć, jakie masz polecenia na jutro. Nadleśniczy; jutro? Zwykle robotę rozdzielam z rana Celina; Hoże nX&j2£dzdL&.jŁz±^^ Przecież w domu nieraz tak było, że nocował u Borymczuka. Zwłaszcza kiedy przyjeżdżał ten protektor* m^W^ • Nadleśniczy; ^ ^ Widziałaś go może? y^^A (3^ • Celina: Nie, dlaczego? Nadieśnieży; Bo mnie pytałaś, czy ja kogo nie widziałem. , < , , ^^W^ ^^^ /Celina siedzi przy łóżeczku Julii, opowiada jej ®'i5^*w«s^>^^^ W5^W®WSO^ bajkę/ Celina: W zamku na wysokiej górze żyła sobie ze swym ojcem królem, prześliczna królewna Śnieżka. Była bardzo szczęśliwa, bo była nie tylko śliczna, ale i dobra
- 2 - I, /Dom Nadleśnictwa. Inżynier wiesza flintę w przedpo koju. Zza zamkniętych drzwi pokoju słychać dźwięki skrzypiec. Z kuchni wychodzi Celina/• Celina: Sam j-eateś? ^ł^/kzm . — Nadleśniczy; Jak y^idzias. \&Jci ^ . - Celina: Nie spotkałeś w lesie nikogo? — Nadleśniczy: - Nie. A spodziewasz się kogoś? /Celina nie odpowiada, jednak w jej uważnym spojrzeniu maluje się coś w rodzaju niedowierzania/ Nadleśniczy: - Był tu może ktoś? Pułkownik? Celina: - Nie, nikt. Tutaj nil^jJnie byłtf/wraca do kuchni/ Zaraz będzie kolacja. /Nadleśniczy wchodzi do pokoju, gdzie Julia ćwiczy na skrzypcach.Naprzeciw niej w fotelu, siedzi Teresa. Ruchem ręki wskazuję Nadleśniczemu miejsce- obok siebie.
- 3 - Dziewczynka nie przerywała gry, od czasu do czasu tylko podnosi wzrok na ojca, jak gdyby chcąc się przekonać, czy ten słucha/. Teresa? będzie z niej kiedyś wirtuozka/ Sk^y^c^ką , - Nadleśniczy? . Pewnie panią zanudza swoimi popisami. Bo nareszcie - jest ktoś, kto chce słuchać. Teresa: kodc^e^o Rzeczywiście, mówiła coś 4i^b-mw^ Że oprócz - pana Wojtka, który zresztą nie jest sympatyczny, bo ze wszystkiego się wyśmiewa, nie ma z kim rozmawiać o muzyce. Nadleśniczy: Tak powiedziała? Że ze wszystkiego się wyśmiewa? - Teresa: - Musiała*^ kogoś to słyszeć i powtarza* /W drzwiach staje Celina/ Celina: - Nakryłam dzisiaj w kuchni, Tereso, tak jak chciałaś* Teresa: - Pewnie! Wasza kuchnia jest jak ziołowy*.4 4)0^/ •
/przechodzą do kuchni, siadają/ Celina: /podając herbatę/ - VaM: ^^A^ ,^a^'i^o Brzych-odżTł tu adiutnaht. Chciał wiedzieć, jakie masz polecenia na jutro.' Nadleśniczy: - Na jutro? Zwykle robotę rozdzielam z rana. .Celina.: - Może nie będzie dziś nocował w domu...No tak.Przecież nieraz tak było, że nocował u Borymczuka, Zwłaszcza kiedy przyjeżdżał ten protektor. -1 p^oj^or'' Nadleśniczy - Widziałaś go może? Celina.: - Nie, dlaczego? Nadleśniczy; - Bo mnie pytałaś, czy ja kogo nie widziałem. ^^ ^^ ^^■ 2$k/t(Xvh ^ T^-łCCŁ^ „ ^^t /Celina siedzi przy łóżeczku Julii, opowiada jej bajkę/. Celina: W zamku na wysokiej górze żyła sobie ze swym ojcem królem, prześliczna królewną śnieżka. Była bardzo szczęśliwa, bo była nie tylko śliczna, ale i dobru.
/Celina dostrzega, że Julia- zasnęła, otula ją * jeszcze kołderką, gasi lampkę nocną, wychodzi/ /Siedzą jeszcze przy herbacie -Nadleśniczy z Teresą/ Teresa? - To niewiarygodne, ta cisza tutaj. Czuje się, jakbym całe życie miała młyn w głowie, i ten młyn nagle ustał. Nadleśniczy: - Za tydzień znudzi, się pani ta cisza, albo i zbrzydnie. .■ Teresa: _ pok^ G^^ylłro- solnie 4^ Wyprawicie»l Odbiorę sobie i tamto zaproszenie, .ż którego nie. mogłam skorzystać. Nadleśniczy: •^MM*****"****^^ No właśnie, nie zdążyła pani przyjechać, w lecie, a — później to już... Teresa: - Celina jest zadowolona z tego ^^profrsre^i^ Nadleśniczy:. - Ze względu na małą tu jest z pewnością lepiej. Miasto blisko, te trzy kilometry może dojść do szkoły nawet ,pieszo. No i może się uczyć muzyki, bo, w mieście jest ”ogniskon..♦ ’ , *
3 Teresa: Gdyby nie te względy, wołałby pan zostać tam? - Nadleśniczy:/po pewnej chwili/ To.w końcu...nie ode mnie zależało. Nie powiem: praca - tam była łatwiejsza. Las bujny, na dobrej glebie..♦ A tutaj widziała pani: lita puszcza i to na piasku. Trzeba dopiero stwarzać poszycie... Teresa: ItioaEa.ou h wer tw^w wyobrazatasobie, ze las rośnie sam. - «XX1A - z . A tu wrd go uprawia. Orze ^ig, nawozi, ściąga ptaki.. Ta ptasia oaza, panie Szymku... /wchodzi Celina/ Celina: Co, ty znowu o "ptaszynach"?- - Teresa: Bo to jest nadzwyczajne! Te studzienki, poidełka, gniazda, * - Mili4#,"8RSMfe#lWI /rozlega się daleki, ale wyraźny strzał, Celina spogląda na nadleśniczego, ten jednak słucha Teresy i nic nie wskazuje na to, że strzał usłyszał/. Teresa: **M*».-.-*Ł_W-«* .•'•e.OW^IŁi# Musi pan dobrzez znać obyczaje ptaków, żeby wiedzieć, - jakie warunki im stworzyć, aby się chciały zagnieździć. Celina: - Ktoś strzelał.
r — y ~ Nadleśniczy: Teraz już wyleciały z gniazd. Ale wiosną, i w lecie to - tam się kotłuje! Słychać je na kilometr. Celina; - Strzelał ktoś. Nadleśniczy; - Na przyszły rok musi pan przyjechać w maju, albo w czerwcu, to... Celina 8 /przerywa/ - Nie słyszałeś strzału? Nadleśnic.zy: - Słyszałem. Koniec lata. Coraz częściej będzie słychać strzały. /Celina podnosi się, nalewa sobie herbatę.Milczy/ Celino, o co ci chodzi? Myśliwy nie jest obowiązany zgłaszać się w nadleśnictwie. Wystarczy, że wie leśniczy, to i ja będę wiedział. Celinai/wraca.iac do stołu/ - Masz rację. Borymczuk wie na pewno. Tylko|--&®-">®k( często^ęstĆ zapomina ci powiedzieć. /Nadleśniczy chce coś odpowiedzieć, ale w tej chwili rozlega się kukanie zegarowej kukułki. Nadleśniczy spogląda na zegar. Wskazówki pokazują dziesiątą/. Aa
- 10 - J7^ IV /Ulica małego miasteczka. Przy chodniku przed kawiarnią stoi czarna "wołga”, za nią, oparty o krawężnik - motocykl. Z drzwi kawiarni wychodzą "Profesor" i Adiunkt, podchodzą do samochodu/. Profesor - No to cieszę się, że ci tu idzie. Prawdę mówiąc, nie byłem pewien, czy się dogadasz z Łęgowskim. Adiunkt: -Też się tego obawiałem. Zostałem mu przecież "narzucony". Nadleśniczy miał innego adiunkta na widoku. Swojego, Profesor: /po chwili/ - Nie wiesz... .Łęgowski nie rozpytywał dzisiaj między leśniczymi?,.♦ Adiunkt: - 0 to, kto strzelał w nocy? Łlyślę, że nadleśniczy nie słyszał tych strzałów. Profesor: - Tak myślisz? Adiunkt: - On był przedtem w bardzo fajnym nadleśnictwie, panie profesorze. Fajniejszym,niż to. Profesor: - Tak?
- 11 - Adiunkt: - Musiał stamtąd odejść, bo popadł w jakiś konflikt. Zdawało mu się, że w lesie on jest wyłącznym gospoda rzem. Profesor: - Wygląda na to, że wciąż niczego się nie nauczył. Adiunkt; - Panie profesorze... Profesor: - Ho? Adiunkt: - Ja bym załatwił w tutejszym Kole to zezwolenie dla pana. Powiedziałbym, że jestem upoważniony, bo pan zawsze przyjeżdża za późno, żeby zdążyć je odebrać,.. Profesor: - Dziękuję, ci Wojtek, ale skoro oni tu wiedzą, że mogę to zezwolenie mieć w każdej chwili, to powinno im ., starczyć. Papierków niech się domagają od tych,których nie znają. Ja się w biurokrację nie muszę bawić. Kie tak mówi twój ojciec? Adiunkt: ~ On mówi jeszcze: “Wystarczy, że ją tworzę”. Profesor/parska krótkim śmiechem/ - Tak, twój.ojciec ma poczucie humoru. / klepie Adiunkta po ramieniu/
Profesor c.d. •M»M^*mił»W«M**Wm»W«M#»« • Nie przejmuj się. Następnym razem wezmę ten papierek. Chciałem tylko podroczyć się z przewodniczącym Koła. To mój stary, "dobry" znajomy. /chodnikiem idzie Celina. Ma zamiar przejść mimo^ jednakże zobaczywszy "Profesora”,zatrzymuje się/. Celinai \ Przepraszam, panie Wojtku, nie wraca pan teraz do - domu? /zwraca się do Adiunkta, ale patrzy na •"Profesora” /. - . Uciekł mi pekaes, a zależy mi, żeby być wcześniej... Adiunkt? /z gestem w stronę motocykla/ ~ Siodełko wolne. I cała przyjemność, jak się to mówi. Profesor?/zaciekawiony/ - Mieszkacie gdzieś w pobliżu? Celina: — Owszem. W tym samym nadleśnictwie. Profesor: — Aha..Żona naszego nadleśniczego? Miło poznać. Adiunkt:/zaskoczony rozwojem wydarzeń/ - Przepraszam, panie profesorze. Zagapiłem się. Celina: - Teraz już wiem, dlaczego wydawał mi się pan znajomy. Musiałampana profesora spotkać kiedyś na jakiejś konferencji.
- 13 Profesor: Kiedy ”profesor” w moim -wypadku to raczej przezwisko, - niż tytuł. Miewałom kiedyś wykłady i dlatego temu "młodemu-gniewnemu” spodobało się nazwać mnie ”pro- fesorem". Adiunkt: Szefowa jest pedagogiem i dlatego chętnie w każdym by —, widziała pedagoga. Celina: Już nie jestem, panie adiunkcie. Wyszła z zawodu. Pan — to przecież wie. Adiunkt: I co z tego? Można przestać uczyć w szkole, a nie - . przestać być pedagogiem. Celina: Odczuł pan na sobie moje zapędy pedagogiczne? - Adiunkt: - Kie, I-to mnie, prawdę mówiąc, trochę niepokoi. Profesor: — Czy nie przedwcześnie rzuciła pani szkolnictwo? Teraz przed tym zawodem są duże perspektywy. Celina; — Nie z powodu zarobków zmieniłam kwalifikacje.
Profesor:/bez zastanowienia/ - Nie? /spogląda na zegarek/ Celina: - W pewnej chwili zrozumiałam, że nie potrafię dzieci niczego nauczyć. Niczego, to znaczy tego, co. najważ niejsze. Przyczym nie o wiedzę tu chodziło, bo arytme tyki, praw fizycznych, wzorów chemicznych podejmuję się nauczyć każdego. /Mężczyźni słuchają z zażenowanym uśmiechem, patrząc gdzieś w bok, jak słucha się wynurzeń zbyt intymnych/. - Ale ja Lnie umiałam im powiedzieć, co jest dobre, co złe, jak odróżnić to,, co słuszne, od tego, co niesłuszne. W pewnej oliwili przestałam to wiedzieć i dlatego pomyślałam, że nie mogę być nauczycielką... Profesor: - ' Owszem, to ciekawy temat. Ale chyba nie na taką rozmowę na stojąco. Może kiedyś uda nam się... ./wyciąga do niej rękę/ Celiną: — Teraz już wiem, skąd pana pamiętam. Pan był na wa kacjach u leśniczego Borymczuka. Profesor: - Zgadza się. .
- 15 Celiną: Ks«MRMM*M«MkMI - Musiałam pana kiedyś tam spotkać. Albo w lesie. I teraz- teź pan przyjeżdża. - Profesor? - A tak, przyjeżdżam. Celina: - I zapewne leśniczy,.♦ /jednak Adiunkt nie pozwala jej dokończyć/ Adiunkt: - Jedziemy, pani Celino. /bierze ją pod łokieć, odprowadza do motocykla/ - Do widzenia, panie profesorze, /siadają na motocyklu. Adiunkt odwraca głowę/ - Uprzedzam. Musi się pani mocno mnie trzymać,Jeżdżę ostro. Tak, jak pani rozmawia. Studio „ /Wieczór. Nadleśniczy jeszcze siedzi w swoim gabinecie i przegląda jakieśz zestawienia. Wchodzi Celina, w podomce, zarzuconej na koszulę nocną. Nic nie mówiąc siada naprzeciw męża, czeka chwilę, aby ten ją zauważył, wreszcie, gdy Nadleśniczy podnośzi wzrok znad papierów, mówi/.
— 16 Celina; - Wiera, kto strzelał wczorajszej nocy. Nadleśniczy; - Od-kogo to wiesz? Od adiunkta? Celina; - Nie. Dlaczego myślisz, że właśnie od niego? Nadleśniczy; - Nic nie myślę. Tak sobie powiedziałem. Zupełnie bez myślnie, Celina;/po pewnej chwili/ - Ale słusznie się domyślasz. Adiunkt mógł ~ wiedzieć. Bo to jego protektor strzelał, ?€^ pse^clc ~^Y&fao^- Nadleśniczy/mi1czy/ Celina; - Szymon, powinieneś coś zrobić. . Nadleśniczy.:. Co? Co mam zrobić? Celina; - Nie wiem. Ale nie możesz pozwolić, żeby ten facet kręcił się tutaj i strzelał hi pod. nosem,.? Nadleśniczy; - Przesadzasz. Cela, Do lasu wolno wejść każdemu. Celina; On tu nie tylko wchodzi. On strzela. Tak, żebyś słyszał.Żebyś wiedział, że to on.Żebyś zrozumiał, kto tu jest władzą.Nie możesz na to pozwalać tylko
Celina c,d» dlatego, że to on. Szymon! Nie tolerowałeś tego tam, a tutaj dajesz za wygraną? Dlaczego tak? Jeżeli ze względu na mnie, to... Nadleśniczy/nrze ry wa/ - Mylisz się, to nie on strzelał. Byłem rano koło paśnika, żeby zbadać sprawę. Spotkałem Borymczuka. Brał z krza ków kozła. Stuprocentowy selekt. Zabił go w nocy. Miał do mnie przyjść, zameldować. Jak dotąd, wszystko jest w porządku, Myśliwi też nieraz tak robią, że meldują po fakcie. To nie jest wbrew przepisom. - Wierzysz Borymczukowi? Przecież to wtyczka tamtego. Brał tego kozła dla niOgo^r’ Nadleśniczyi - Nie mam powodu do takich podejrzeń; Więc powiem cis on tutaj był( (^ccH^clIcILk OfO Nadleśniczy: Te^o ‘'profesoruj prote-ktor twojego adiunkta; Widziałam y£ 2_ ^Wv mieście jwwroB^ Spotkałam ich przed kawiarnią. Nawet rozmawiałam z nim. Nadleśniczy? - Chcesz powiedzieć, że był i tutaj? A jeżeli nawet, to co?
- 18 - Nadleśniczy c.d, Nie mogę mu zabronić wstępu do lasu, ani odwiedzania Borymczuka. No zastanów się, Celina..* /Celina nic już nie odpowiada, podnosi się z krzesła i wychodzi. A kiedy nadleśniczy po drwili wchodzi do sypialni, zastoje ją siedzącą przy oknie i wpatrzoną w szybę. .Podchodzi do niej i 1 gładzi po włosach, wówczas Celina chwyta jego rękę i przytula do policzka/. Celina: ~ Kocnany. Dotychczas zawsze miałeś rację, we -w •de robiłeś. Nie chciałabym, żeby to się zmieniło, /ius?^ uj Cvć^><e uderryd', /Podnosi się, tuli się do niego/. ~ Boye się chwili, w której malałabym odmówić ci racji. VI. / W laboratorium Nadleśnictwa. Na stole leży warstwa leśnej ściółki, którą Adiunkt przebiera, wyjmując z - niej owady i wkładając do słoika. Patrząc na to Teresa otrząsa, się z obrzydzeniem/. Adiunkt; - 0, przepraszam panią. To także należy do cudownej, jak pani twierdzi, pracy leśnika. Nie tylko ''ptaszyny ■■, 55zwierzątka” ale i to: robaczki boże. Taka sowka-cnoj'nówka, /trzyma owada w palcach i demonstruje/ bardzo żarłoczna i niebezpieczna dla młodego igliwia, albo barciatka, albo ten tu...setyniec/potrząsa słoikiem/
- 19 - Adiunkt c.d, I jeszcze jeden: bonza nad bonzami, proszę mu się przyjrzeć.., Teresą: - Uu, niech pan to »detawiF2ftfe’etót, Adiunkt; Pani pozwoli przedstawić sobie: to turkuć, postrach szkółek. Żywi się korzonkami młodych sosenek, W życiu zbiorowości ludzkiej można by go 'przyrównać,. .No jak pani myśli do kogo? Teresa; ~ (pycioolco^dc °^o Proszę mnie tylko nie Iwyciągać ni porównanie,.dobrze? Adiunkt; Słusznie, Żadnych aluzji. Nie wychylać się. - ApS§^S£ /śmiejąc się/ -4/€. - j>c<s ^e (pfMcAoc e^ o/e/to-toj > "Nicht hinauslehnen". Adiunkt; ~ Nie wysowywatzsja, Niechże to będzie naszym hasłem. Tym bardziej, że drugi człon imienia tego- oprych^ brzmi: "podjadek". Teresa; - Ii,.,Panie Wojtku! Pan ma innych podjadków niż ja, więc możemy sobie pozwolić na szczerość. Adiunkt: - Pani myśli, że nie mamy wspólnych?
20 - Teresa: - Więc na względną szczerość. Adiunkt: 0, tej poprawki tyło mi -brak.I Jak my się jednak rozu . miemy, pani Tereso. Teresa: - Mimo konfliktu pokoleń. Adiunkt: - Ho | ^areszcie i jesteśmy przy temacie ! Cały czas |»ś^ czegoś'^iie dostawało/wH. Aa ^^owiilo, Teresa: - • ZH^ wwaaC Myli .się-~pan^Ten temat tełabo-E|nie interesuje. Adiunkt: - Ho no... Teresa: - Jest pan zawiedziony?
. 21 - Adiunkt ? — Wręcz przeciwni^. Raczej ^odDudowany’, jeżeli mam być szczery. Teresa: ’- Względnie szczery. Pamiętajmy o pana poprawce/ /wstaje z krzesła* podchodzi do stołu, ołówkiem grzebie w ściółce/. - Więc mówił pan, że ta menażeria ma zwyczaj zimować w ściółce pod drzewem... /Adiunkt zgarnia ściółkę do kubła, odstawia słoik z owadami na półkę, po czym myje ręce/. - Tak. A jak tylko przygracje słoiice i w drzewie zaczynają krążyć soki, hordy ruszają w górę i pod korą składają jajka. W czasie, kiedy drzewo obsypuje się młodym igliwiem, z jajek wylęgają się gąsienice. Teresa: - I żrą. Adiunkt: - Pak. Eszystkc, co ■ na drodzeę^dle proszę się nie łamać> Od c z e go służba le śna, czyli my ? C zuwamy pros z ę pani. Teresa:/ciekawie/ - Pan lubi swoją pracę? Adiunkt i / z ręcznikiem w ręku podchodzi do okna, z którego widać przemierzającą dziedziniec Celinę/
- 23 - /diunkt: - Niektórych pytań się nie zadaje, łaskawa pani. Jesionią przeprowadzimy- badania^ w taki^własnia prosty sposób. Pobierany ściółkę w różnych punktach puszczy j za podstawę i podliczamy ilość szkWiikć^ jeden decymetr sześcienny. I wiemy na tej podstawie, I c®y las jest zagrożony przez szkodniki, czy iiic. /Teresa także dostrzega Celinę, która przystanęła w pewnej chwili, jak gdyby się wahała, czy wejść. Teresa chce wyjść naprzeciw./. - Niech pani jeszcze zostanie, proszę. Teresa: aAha...To • jest pańskie dominium, które tuie^S&^* słaba ipłeć omijał — uSĆC^oi ło. nt^ i^cJ^of^z^ ^ Adiunktł - Pani ma jednak intuicję. To bardzo ważne dla aktorki, /odwraca się ku niej/ - Dlaczego tak rzadko widuje się panią w telewizji? Teresa: /cokolwiek ugodzona/ “ Może brak mi |Lnnej^ intuicji? Tej, której trzeba aktorce, aby otrzymać rolę? /rozlega się stukanie do drzwi/ Adiunkt: ~ Proszę. /‘wchodzi. Celina/
- 24 Gelina: - Teresa, zapomniałaś o kinie? Teresa: - Już idę. Adiunkt: - Na osiemnastą? To jeszcze sporo czasu. Celina: - Nie tak wiele, jeżeli mamy iść ^pacerem/ piecko^ * * Adiunkt-: ' /^oY<ł m ^®*' ^^ ^>ó^ ^^C, A eo j«-h^ czasie? Celina: — To przecież western. A pan uważa westerny za rozrywkę dla prostaczków. Adiunkt: - Nic takiego nigdy nie mówiłem. Lubię je, chociaż z innego powodu, niż pani, Celiną: - Pan tak dobrze'wie, dlaczego je lubię? Teresa: | ~ |f S* ^^^ ^^ ftMAcJ •f^1 No, to chyba nietrudno zgadnąć?: |&L wpaniali mężczy^a .na ich galopujących rumakach”|.Westerny, to filmy dla kobiet. Można sobie przynajmniej popatrzeć... Adiunkt: ’ - Myślę, że nie tyle fizyczna strona pociąga w nich tak bardzo panią Celinę, ile to, że są bojownikami racji. Nieważne jakiej - pi^zez duże ^r1' czy przez małe -J ważne, że są bojownikami.
-* 25 ^ Celina: - A pan nie lubi tego słowa? Adiunkt: • Nie lubię? Ono mnie śmieszy. Teresa: ^^^^^^> Cl - Wv । ^^ ^^^*1 fCsA To jeszcze nie tak źle. Można by się spodziewać bardaiej agresywny aceakcjH Adiunkt: - związana jest z buntem, a mnie ^uyc?^by W szisiejsze ^kontestacjes! śmieszą tak samo, jak przed wczorajsze ^heroizmy”. Celina: - few«¥'"-M^ Om nie reprezentuje żadnej racji? Adiunkt: - Jeżeli już, to rację nie posiadania żadnej racji. Celina: - Niech pan się nie okłamuje. Znalazł się pan tutaj w imię jakiejś racji. Nie wiem tylko, czy tej, właściwej, I stąd, proszę pana, różnica zdali między nami. /idąc ku drzwiom/ - Między innymi w poglądzie na western.. /wychodzi, ^eresa patrzy na Adiunkta. Ten jest ponury, Z dziedzińca dolatuje głos Celiny/ - fferes^y-aa ułziesięń minut i d z i omy!
26 — VII. /Pokój W nadleśnictwie. Przy brydżu siedzą: Nadleśniczy, Pułkownik, Adiunkt i Celina. Rozgrywa Adiunkt. Celina siedzi naprzeciw, w napięciu śledząc rozgrywkę, Kiedy Adiunkt zgarnie.dwie ostatnie lewe, klaszcze w ręce,/ Celina: - Ależ pan to rozegrał, panie Wojtku! Powinno być oez Pułkownik: — Przy kierowym wyjściu tak by było. /Nadleśniczy wstaje i podchodzi do stolika z. kanapkami i wódką. Rozlewa alkohol do kielisz ków. Adiunkt poprzez stół nachyla się do Celiny./ Adiunkt: - "Warto ze mną grać. Na Ogół nie przegrywam. Celina: - To nie jest zachęta. U w oiw1 ^s?BeginywftO r-^ niiw których wypadkach nawę-? wolę przegrać, nrz wygrać J asne, nor-mal k a . I Celina
Adiunkt t - *Nic » Pani .odpowiedź mus i ała by o właśnie teka. Pani nie tylko umiej fani lubi przegrywać. W czasie, kiedy wszyscy dążą do sukcesu, paniątsTacna to, żeby go lekceważyć^ ^W^ ^ * Celina: • Ma pan coś przeciw temu, że nie jestem jak wszyscy? Adiunkt? T® Niezbyt oryginalny to oryginalność, jeżeli/ znam z góry wszystkie pani teksty sobi e sara^dpowiadaćw/ Do tego stopnia, ze mogę Celina; - jeżeli chodzi o pana,! ^a znam coś więcej niż "teksty’1. Wiem, kiedy i co pan zrobi... /w tej chwili wpada do pokoju światło reflekto rów samochodowych, Nadleśniczy podchodzi do Okna, skinieniem głowy przywołuje pułkownika/ - Ktoś przyjechał? /Nadleśniczy, bez słowa wraca do barku, podnosi kieliszek/ Nadleśniczy: ,1,---------- 1-^.-^' ^.».,.....r.«i»^i ■! . - Pułkowniku, wódka stygnie. /Celina podchodzi do okna. Widzi jeszcze "Profesora" wsiadającego do samochodu, gwałtow nie odwraca się do Nadleśniczego, ale on jest odwrócony plecami. Jej wzrok nadziewa się na spojrzenie Adiunkta ironiczne, wyczekujące/
- 28 Celina: - A my nie dostaniemy nic do picia? Nadleśniczy: /zaskoczony/ - Proszę. Dla pana Wojtka nalałem, a ty na ogół nie pijesz• Celina: - Ale dzisiaj się napija, jeżeli nie masz nic przeciw temu.' Nadleśniczy: - Stało się coś? Celina: - Uhmu. Wygrałam przecież.z panem Wojtkiem. A nie często mi się zdarza wygrywać. Trzeba to uczcić, /Nadleśniczy w milczeniu podaje jej pełny kieliszek/ Pułkownik: /podnosząc kieliszek/ - Za tego, co jutro padnie. /w tej chwili wchodzi Teresa/ Teresa: - Co ta krwiożercze toasty! Celina: - Myśliwskie. Nie wie ciocia? Panowie wybierają się jutro na polowanie. /Teresa dramatycznie opada na kanapę/
29 " Teresa: - 01. musiałam zdrowo narozrabiać, że się ani© częstuje ^ciocią”. W dalej, 0 co (chodźi? 0 to, że się spóźni łam? Alei dzieci! Gdyby nie ta opatrznościowa "Wołga” nie zobaczylibyście unio tej, nocy. W tej chwili dreptałabym jak nic, do Sierakowa? 2^i^v^ ^'^ ^ ^^ ^g. ux Cct ZlcClCo^, 00 voUe. N& <S5 Cł$o<A€ <x&<t|&ŁCCietv^ <$n*ncokó^-'Pułkownik: - Jak pani powiedziała? £<xm&cIa&cI T Teresa: - To tam, gdzie się ta puszcza zaczyna. Kie tak? /Pułkownik z Nadleśniczym wymieniają spoj rzenia/ - Zaszłam za śladem opon do leśniczówki^ Brr^^CŁuko. ^oikcAc^ ^® i^c&sijs ^^^^w^" c1 Iftlh,., Adiunkt: - I tam pani* usłysz^hb opowieść o zabłąkanej w puszczy kobiecie. Teresa: - Tak. Ale przedtem jeszcze zobaczyłam kłusownika. Prawdziwego kłusownika ze zdobyczą.. No nie patrzcie tak na mnie. Prowadził zwierzę za rogi, a właściwie, ciągnął je, o tak...'jak kozę albo barana... Pomi nąwszy wszystko inne, sam ten sposób był Tak traktować dzikie zwierzę? To już lepiej, żeby zginęło od kuli. c Mvm
- 30 VIII. /Ten sam pokój, te same osoby, w rośnych pozach i miejscach usytuowane. Celina siedzi na niskim taborecie, jest nadmiernie ożywiona, peroruje . z trochę pijaną swobodą./ Celina: to moja wada,I że nie jestem jak-inne leśni- — Wiem. czyny. Wystarczyłoby przecież chować trocKęowiccp musiałabym dulczec tych osiem godziny w biurze. CL-nie Szymon>^opełnił błąd, żeniąc się z humanistką. Teresa: - "Hodowałabym trochę pszczół, dużo bym się lepiej czuł”. Ja też tak sobie mówię. Tylko, gdzie ja bym miała te ule postawić? Adiunkt: - To Gałczyński? Teresa: ■wi -mm i—bw iim* i j i - j&zy panu nie- wszystko -^edno * kto? Pan# także mogła by pi^ coś takiego powiedzieć. Adiunkt: - Wątpię. Czuję się dobrze - bez tego. Celina: /nie słuchaj ąc innych/ - Ale co poradzę na to, że nie lubię owiec? Adiunkt: - Pszczółek także nie?
-31 Celina: - Ani pszczółek, ani gąsek, ani królików... Trudno, jestem do niczego. Gdyby Szymon miał inną żonę, byłby zapewne bardziej niezależny. Nadleśniczy: — 0 czym ty mówisz, Celina? Celina: — 0 niezależności, kochany. fe byłaby bardziej możliwa gdybym ja. nie była taka humanistyczna ciamajda. Gdybym \yyla/^^ bc^d^tj h^ahz^ Nadleśniczy: - Ja dale żałuję, że nią nie jesues. Celina: — Tak się mówi, tak się mówi. Ale wtedy moglibyśmy sobie wziąć gospodarkę w Bieszczadach... Teresa: ~ Y/ięc^uteg cierpi się z powodu braku niezależności? / śmieje się / Pułkownik:. - A pani pewnie myśli: las, cisza, sielanka... Teresa: - Las jest faktem, cisza także, ^est taka rzeczywista że prawie namacalna. A y^oie Adiunkt: le^so, - Tak. Ake pani nie wie jednego LcaH*€, rpct^ t Scalaka'. . ? Aj ^ ^i^i^ że to tylko coś w
Adiunkt; /cd/ rodzaju kontrapunktu w tej psyehodran.de, któr^ Au to^s^L^ się rozgrywa^^i tet z naszym udziałem, / patrzy na Celinę / tub w i ę c e j\ t>zy* mni e j-. św i adomym. Teresa; -^an wszystko traktuje jak teatr^ feydwC^n,uHó< . )e<a_^k Adiunkt: - Raczej Hakc^ cyrk# Jeden kręci salto mortale, drugi łazi poTirde^^ Teresa; - ^. wiecie państwo, Hb^o jest pomysł? Celina; - Co? Teresa: - ZainscenizU|^ sobie taką psychodramę. ^m^^ —< ifr iinmw—mu— świetnie zctbawići /patrząc na Adiunkta/ Dla ^-1©“’ ^tM<v których’'już miałabym rol^. ■^ Czy aby włańciwe? Pułkownik; - A co to takiego ta 4^oU ó^rć^ouoK . ‘psychodrama”? ^<x ^Je^ (e^L Teresa; y/_. tóyiwysŁDH^ ones- m-S • Taka sztuka Ł nasz własny użytek i przez nas samych grana.
33 ~ Adiunkt: uję "aa” Kto będzie reżyserem? Teresa: . Hćk ^OCJ^ Cy / - Tylko bez reżyserów, proszę* Jestem w puszczy i nie muszę się nikomu podlizywać.- ^^ ^cć6(:^gc o i^cjij^cL^ , Adiunkt : - Ale przecie pani sama może nim; być* rf^ić^. Teresa: lo jesit7e a^&f - - Tym obrzydliwsze - podlizywać- się sobie samej. Adiunkt: - Aha..* Więc to już nawyk? Teresa: - Więcej, panie adiunkcie: druga natura. Trudno. Takie jest życie aktora, panie i panowie, cierpiany z powodu braku niezależności: kokietować autora, żeby napisał rolę, reżysera, żeby do tej roli zech- ciał wziąć, operatora, aby korzystnie fotografował, scenografa, wreszcie recenzenta... AdiunktĄ _ /+ MM O i - W takim razie obchodzimy się bez reżysera? Teresa£ / kwotę jpCUA ct|v^ „ - Chyba, że pańu szczególnie zależy, ab J mm oyc. Adiunkt: oG^ch^iwj /w stronę Celiny/ I to ustawiony. - Nie. Jestem już nie od dzisiaj.
- 34 2®SL a.^ - Dobrze. W takim rasie każdyfrędzle sam się rezy~ serm. własny ^osł<xcc. Celina:, ■ - Chwileczkę, Tereso. Odstąp mi rozdanie ról. Teresa: /trochę zaskoczona/7 - 0,to może być ciekawe. Bardzo cię proszę, Kochanie# Celiną:, - Zacznę od ciebie. Peresa: p——— - Słuchami Celina: - Będziesz grała aktorkę, która przyjeżdża do cichej leśniczówki, aby zażyć ciszy, odprężyć się, oderwać od napięć życia teatralnego. Nadleśniczy:, /jednak zaciekawiony/ - To znaczy - ma grać siebie. Celina: - Tylko do pewnej chwili. Zachwycasz się ptaszynami, zwierzakami, ^ nawet owadzią kolekcją pana adiunkta Adiunkt - Dziękuję w Teresa:, Co to, to nie. Tego nie możesz ode mnie wymagać.
• 35 Celina; ‘ - Jesteś aktorką, Tereso. Podziwiasz potężne żuchwy turkucia-podjadka, bo widzisz w nich jakąś parabolę, symbol biologie znej witalności... Teresa: - Coś mi się z daje,/le tę rolę zagrałabyś lepiej ode mnie. Celina: /4(ei skc\cl, ciocia- - A pan, panie pułkowniku: będzie kimś Ważnym. Figurą, powiedzmy... z województwa. Pułkownik: . .j-.-»'i-|-rT~~,',,,*l,‘'***~** *. - i- województv?ai A nie wystarczyłoby z powiatu? To by|*" 1 ' by w sam raz. rs^ 'o^ (/Ou^ci^tty Celina:, ^ fcWcJu? ^i ^^ ectooMadcUsO. ^ ‘Oo^wóc/^tod . - Spotyka pan tę panią w lesie, przestraszoną, bo za błądziła, prowadzi ją pan ^© leśniczówki gdzie ma pan swój stały pokój i... Pułkownik:, /przerywa/ - Ale, pani Celinko, To śię nie zgadza z rzeczywis tością. Ja nie mam żadnego pokoju, lad żadnej leśni czówce. Celina:, file, w^ ^ra^^ . - Pan - nil^Ale ten, którego pan będzie grał, ma. Wzwijmy go "Figura Pułkojmik:, - To ^i^h^wż -1^ inżynier...
~ 36 - Adiunkt:., « Pan nie jako "ja", tylko pan jako "on". Pułkownik; - Ee, lepiej gnajmy w brydża. Nie potrafię być żadną figurą. Nawet na niby. Charakter nie taki. Teresa: - Kiedy to wcale nie jest takie trudne, panie pułkowni ku. Przekona się pan. Wystarczy sobie wyobrazić, że pCu\ C ty ery ^ ^ '1/ się' jest "kinis^ ma -s-ię "wołgę" do dyspozycji, a już ten zarezerwowany pokój \^ leśniczówce całkiem łatwo •przejdziel Óćiwi ^’<j ^.^GydzAe . Celina; - W dodatku, jał^tanr się zjawi piękna kobieta.., Teresą:, - Dziękuję. Vó( CęM^O;-. Nadleśniczy: - To się posuwa za daleko. Celina: - Nie psuj zabawy, Szymon. Nądleśnic zy;, - Kiedy to wcale nie jest zabawne. Celina: - Jeszcze nie jest, ale będzie. Zobaczysz. /do Adiunkta/ - Teraz pan, penie Wojtku. Pan będzie... /chwilę się namyśla/
Adiunkt^ ~ Jeszcze pani nie na, kon^ Celina? - Pana rolę zostawimy na koniec. Bo ona może wyniknąć z układu innych ról. I z rozwoju akcji. Adiunkt; - Tak, jak rola pani, mam nadzieję. /Celina nie odpowiada, więc Adiunkt powtarza/ - Tak, jak rola pani? Celina; /powtarza,niejako mechanicznie/ - Tak jak i moja rola? Może. /do Nadleśniczego/ A ty będziesz... Tak, będziesz tym, który się posta wił. Rozumiesz, sytuacja wygląda tak; jesteś zako chany w aktorce, która mieszka w twojej leśniczówce, on, Ł/ci ujg-^*^^) ale w drogę wchodzi ci Mfcfigura!:ywięc ty pewnego dni wychodzisz na drogę, którą on jeździ swoją czarną wołgą..• Pułkownik: - Ale pani Celino; 1pg^^n@w-i^ a jakże tak - wmawiać człowiekoviFi?Yin^nie dla mnie taka zabawa. Celina: /nie słuchając/ - Wychodzisz na drogę i zmuszasz ^««g®*^^ do zatrzy mania się. I mówisz: ”Pan tu nie ma czego szukać”. Tak. mu powiesz, albo inaczej, swoimi słowami, wszystko jedno jak, ale w każdym razie w tym sensie
“ 38 " Celina,:, /cd/ Wtedy on, to znaczf pan, panie pułkowniku, rugnie go tak... wielopiętrowo... &>Ko-., Pułkownik: ■ '—■>■*.. W.m»a*.»»«<«»f. » - No! Na to zgoda. To, to ja nogę. Tylko, żeby pan inżynier nie pomyślał, że ja naprawdę jego rugam. Nadleśniczy: - Celina, myślę, że się trochę zapędziłaś. To już przekroczyło granicę zabawy.; Teresa: - Tak ę^ja. myślę-. Zamieniasz się w autora, a miałaś tylko rozdać role. Zabawa polega na tym, żeby każdy tworzył siebie sam. Celina^ Akę. |'cx k|(lz ^e^k^itctuw s^Aaa^J • śetw\o- |tS^Cvu Cx£tc<tóĄ, jol ?. iecj< - Dobrze,p/ięc zaczynajmy, kole rozdane. Teresa: - A ty? Cheicłabys- coś wiedzieć na twój temat. Celiną: - Ja się włączę w trakcie. Miej do mnie zaufanie, Już ja sobie coś zaimprowizuję. określić? Adiunkt: ~ 0, właśnie. Na razie także wolę być tą "niewia domą”.
39 - Teresa: - Rozumiem. Celina: •■■■Ba«BK‘*»»** - Tereso. Przyjeżdżasz i wchodzisz do cichej, idyllic: nej leśniczówki.•. Teresa: /odchodząc ku drzwiom/ - Przyjeżdżam i wkraczam... /W tej chwili rozlega się huk wystrzału, Teresa zatrzymuje się w pół kroku, trwa w tej pozycji, następuje drugi strzał, wszyscy patrzą na siebie zdziwieni, jak gdyby wyrwani z transu./ Pułkownik: - Gdzie to, panie inżynierze? Nadleśniczy: - Wygląda, że w czwartym,■u Pawelskiego. Pułko^ih^ - 1Pó źno s ię zrobiło. Oho dżmy 1e pi ej s pac, panie i inżynierze. Ta zabawa to nie dla-nas, a jutro i trzeba wstać przed świtem. . . . ... .,»^^^^ IX. /W gabinecie Nadleśniczego. Nadleśniczy i Pułkownik czyszczą.broń./
- 40 « Nadleśniczy.:, - Nie chcę się znowu przenosić, panie pułkowniku. Po prostu, już mi się nie chce. Nie wierzę zresztą, żeby gdzie indziej było inaczej. Cisza, spokoj... Tak się może wydawać tej aktorce. .Pułkownik; — A ja mówię swoje: pędzie drabia i na nic się nie oglądać. Nadleśniczy: — Miałem dziesięć lat, kiedy•skończyła się wojna. Ojciec, kolejarz. Kradł, żeby nas wyżywić. Nieraz słyszałem, jak, mówił' do matki: "Skończ}/ się wojna, bidzie się znowu porządnym człowiekiem. To będzie łatwe, być porządnym." Pułkownik:, /milczy/ Nadleśniczy: ^ ^ - Pan mówi: pędzić z lasu. Kto ma to robie, irte, ja ustanawiałem ten porządek^ ^Mtóym tacy^paiiowie ^ŚwSSU^ normy, paragrafy są dla innycłi, nie dla nich. Pułkownik: /po dłuższej chwili/ - Ja jestem z drugiej armii, panie^zymku. Byłem w wojsku, cały czas w wojsku. I ^zważnii w zielo nych garnizonach, gdzie jeszcze w czterdziestym siódmym nieraz, do nas zaglądało podziemie, ^W pan wiedział, jafca zo by r a ro oo b a^ . ^/^
- 41 Pułkownik: /cd/ Przychodziłem z koszar dzień w dzień o dziesiątej wieczór* A nieraz to i wcale z koszar nie wychodzi łem. No i'dobiłem się przez te dwadzieścia siedem lat służby do podpułkownika. I z tym chyba pój etę na emeryturę. /odkłada fuzję, wstaje i przechadza się po pokoju/ - A poza tym... Aha, pan jeszcze nie wie.,. Nie jestem już przewodniczącym Koła. Nadleśniczy: /zaskoczony/ - Jak to? Ustąpił pan? czy.».’^^7 Pułkownik: sSc<^V\ - uActa' (jh - Złożyłem rezygnacjęt Zrezygnować z działania, w Hae 3a*»«c (P^k^jfU/ w niektórych wypadkach może znaczyć -^działać. /Sypialnia Łęgowskich. Celina już się położyła. Wchodzi Nadleśniczy, także już w piżamie. Siada na brzegu łóżka, pochyla się nad zoną./ Nadleśniczy: - ^jak tam wasza psychodrama? Udała się? G&a . . Cełe., śf>*?* /Celina nie odpowiada, on ją podnosi, chce poca łować, ale ona uchyla się. To go irytuje, staje się natarczywy, wówczas Celina odpycha go,/
“ 42 “ -Daj mi spokój! /Zdumiony bardziej niż obrażony stoi chwilę nad jej posłaniem, po czym bez słowa zabiera ze swojego łóżka pościel i wychodzi. Rozkłada wersalkę w dużym pokoju. Przy tej czynności zastaje go Teresa, wracająca z kuchni ze szklanką zsiadłego mleka./ geresal - A to co takiego? Nadleśniczy: - Nic. Wstajemy z pułkownikiem o drugiej. Al. /W kuchni. Celina z Teresą przygotowują śniadanie./ Teresa: - Nie rozuniem, czego chcesz od Szymona. Robi tutaj u>5jpa.wiOtX“<g_ł fantastyczne rzeczy, a ty widzisz tylko jedno: że ■jsakiś facet? tu poluje. Celina: «a*M«MS*MMMaMflMl» - Kłusuje. Teresa: - Nie spierajmy się o słowo.
Celina: - To nie $M| tylko słowo. A wiesz dlaczego? Bo mam Julię.; Ui^f to *^ ch*ó *#^ ftoMe?^^^ ^ul/ctk . Teresa: ^ , - JC ile wiem, to dzięki temu^/że jesteście JtujM> Julia może się uczyć muzyki. Xe an.po»vu>oy' o ż^z CsZck^ . Celina: /milczy/- 2ct ^S^at^cy C€n^^ Teresa: — Cela^ powiem ci coś o sobie. Mam teraz lat... Zresztą, ile mam to mam, W każdym razie dużo jak na aktorkę w ogóle, a za dużo, jak na taką, co nie zdążyła się jeszcze "pokazać”. Zejdę ze sceny i nikt nie zauważy, że mnie zabrakło. A wiesz dlaczego? Bo mi się wydawało, że wystarczy dobrze wykonywać swój zawód, żeby dojść do czegoś. Celina: — Gdybym nie miała Jul&i, może myslałabym tak samo. Ale ją mam. Wczoraj w szkole usłyszała od chłopców, jak jeden z robotników leśnych zamęczył kozła, złapanego we wnyki. "Widziałaś /na własne oczy, w jaki sposób ciągnął okaŁeczme z^^^ wiesz, jak to się odbyło dalej. Teresa: - JMożesz mi nie mówić.4 Xid MQim . Celina: - Owszem^ powinnaś wiedzieć. ./. Ale nie
Celiną: /cd/ Pałą do głuszenia wieprzy tłukł je po grzbiecie, aż mu złamał kręgosłup, a kiedy zwierzę padło, poderżnął mu gardło. Pomagały mu w tym starsze dzieci. Tomek, kolega Jul£i też. Tomek ze szczegółami opowiadał, jak przywiązany do skobla kozioł miotał się... -Teresa^ /przerywa/ - - Oszczędź 4ei-.4ogo^ ^ Celina: ■ t oyCićc . - Julia spytała mnie, czy tą£wolno, i czy H?4twHo tym wie? Teresa; /po chwili/ ' - Ale Oelino, -przecież^ mówiłyamjr o kimś innymiz ćetó^o Celina; - I czy rbwbwśl nie może coś zrobić, żeby takich rzeczy nie było? Co jej miałam powiedzieć? Teresa: - Mówiłyśmy o jtrw^ywł ^w^j^ion^ x Celina: - A ty nie widzisz związku? / pracują chwilę w milczeniu / Tęyesa: - Wszystko to bardzo pięknie, ale twoja pedagogika, Celino, trochę mi trąci, bo ja wiem czym? Romantyzmem, idealizmem? W każdym razie nie przystaje dó rzeczy wistości.
- 45 Celina; lPn^uć^ >viwe ctv©C^ii 4yt4o O h2) "^W^/ - fes# tylko j^dnegoy ^roz^^ oiteźkonfi^k^ uczciwie w moim własnym sumieniu|/na pytania, które ^JO ck^ba hc^? ) Cnctctfifj, ? mi zadaje moje dzieckoX^Jak j^Ywychowag.,. j ezeli sama będę miała dwie etyki'? Teresa; /próbując wprowadzić nieco lżejszy ton do rozmowy/ OcPiy^t . pedagog miota się w tobie? < więc 4©‘ ^ /.bierze ją pod brodę / c^koch-^. , . . - Ejże^ czy hby tylko/zo? Bo cos mi się wytiaje, ze^,. Celina; /dość gwałtownie odsuwa jej rękę/ , - ip4w»Hl Ironia nie jest tu na mieascuyYTo me teatr, ani nawet psychodrama/ Teresa; /ugodzona do żywego/ - Hm... Szkoda, że ta psychodrama spełzła na niczym, ferzy^*!^^^ rolę, którą byś świetnie zagrała: samicy, która chce się puszyć swoim samcem wobec innego, młodego samczyka i cierpi, bo jej samiec nie chce walczyć tak, jakby tego chciała. /rzuca ścierkę, wychodzi. W drzwiach doganiają ją słowa Celiny/ 'Celina: UPfCs?, cc ck pgyttu<~> ^ uwe po^^/^i^ ^y^fę o f^y^o j^^y ' - (3'esmeś aktoiką i nie patr&£i^^^s^eć'-inny^ aktorką, która chce wmówić światu, że tylko dlatego nie zrobiła kariery, bo nie chciała spać z reżyserami. /zostaje sama w kuchni. Podnosi ścierkę rzuconą przez Teresę i stoi z nią zamyślona./
" 46 ~ XII. /W biurze nadleśnictwa. Nadleśniczy przy telefonie.‘Z domu słychać ćwiczenia skrzypcowe Julii./ Nadleśniczy; - Tak jest# panie dyrektorze. To się zgadza. Odrosty roczne sięgają dwudziestu centymetrów. Przy czym., co już widać zupełnie wyraźnie, są większe na tym I derenie, który był przeorany gruntownie, niż na tym, gdzie się - sadziło metodą dołków. Tak j est, oczywiś cie^ Pasy także idą ładnie. Dobrze. Więc kiedy można się spodziewać tej delegacji? Tak? Tak. Będę na miejscu. Oczywiście. Równiuż dziękuję. Do widzenia. /W trakcie tej rozmowy wchodzi Adiunkt, niosąc w ręku poroże, które kładzie na biurku Nad leśniczego# Czekając aż Nadleśniczy skończy rozmowę słucha ćwiczeń skrzypcowych Julii./ Nadleśniczy: /zapisując coś w kalendarzu/ - Co to ma być? Adiunkt; - Leśniczy Borymozuk znalazł to u Szewczyka. Nadleśniczy: /wciąż pisząc/ - Tak? I co? Adiunkt; - To było potwierdzenie tego, co mówiła pani Teresa. I dowód, że Szweczyk kłusuje.
~47 nadleśniczy: - A co na to Szewczyk? Adiunkt: - Wypiera się,, Maturalnief. Mówi, że znalazł poroże. Nadleśniczy: /nareszcie podnosi głowę/ ~ I |@oi parr sobie wyobraża, H« mam z tym zrobić? Adiunkt: /zdziwiony,nie odpowiada/. Nadleśniczy: - Borymczuk oddał to panu? Więc proszę zrobić, co należy. Adiunkt: - To znaczy... Nadać bieg? Nadleśniczy: - Proszę zrobić, co uważa pan za właściwe. Co panu dyktuje ten mundur i obowiązek leśnika. Myślę nawet, że w tym wypadku pan jest do tego bardziej powołany, niż ja. Adiunkt: - Dobrze, panie inżynierze, tylko, że Borymczuk prosił, żeby to panu przekazać. Razem z jego raportem. /podaje raport Nadleśniczemu, ten bierze, czyta, kiwając głową, po czym kładzie papier na biurku./ Nadleśniczy: - 1 co pan o tym myśli?
— 48 “ Adiunkt ; - Sprawa chyba jest jasna. Ten kozioł to sprawa Szewczyka. Nadleśniczy: - Pan mnie nie zrozumiał, panie adiunkcie. Chodzi mi o to, co pan myśli o facetach, którzy sami pomagają kłusować, a mnie przysyłają raporty o kłusownikach. No? Co to jest, według pana? Głupota, czy kpiny? Czy jeszcze co innego? /wkłada raport do szuflady/ - Ten raport nie wyjdzie ode mnie, póki Borymczuk nie złoży drugiego. Pan wie, o kim, /zatrzaskuje szufladę z hukiem/ - Nie będę ścigał małych kłusowników, jeżeli nie ruszam wielkich. Przynajmniej na tym odcinku będę konsekwentny. Adiuntk: /dotknięty/ - Pan to mówi tak, panie nadleśniczy, jak gdybym był odpowiedzialny... Nadleśniczy; "^^ i^ Ł |^ J - Jest pan odpowi edzialny?/Wszyscy jesteśmy odpowie dzialni. / po chwili / - Proszę powiedzieć Borymczukowi, co zrobiłem z jego raportem. Niech skarży się na mnie, gdzie chce. Może do tego swojego, a i pańskiego protektora, proszę bardzo. Niechże się tamten pokaze do końca: Niech wyciąga konsekwencje! /
- 49 Nadleśniczy: /cd/ A póki co, niech idzie wieść- między kłusownikami: ,!U Ługowskiego teraz ”hulaę dusza, piekła nie mai” Wplno wielkim, wolno'i małym!” /raptem uspakaja się, bierze poroże, ogląda je/ „ .Szkoda, to nie był selekt, panie adiunkcie. Mógł żyć długo jeszcze, mógł staczać walki, dawać potomstwo. A skończył we wnykach. Mocna rzecz, ta^ie wnyki, panie adiunkcie. /patrzy na Adiunkta, ten nie wytrzymuje spojrzenia/ J>OKPęr^/ J)# KO^CĄ /Niedzielne popołudnie. Cała piątka w lesie na ^oT^ch. Nadleśniczy - fuzja przewie szona przez ramię - idzie z Julią przodem. Dziewczynka uwija się żywo, co chwila przy nosząc ojcu jakąś zdobycz, którą ten albo wkłada do koszyka, albo wyrzuca. Kilka kroków w tyle za nimi idzie Celina, ...amotnie, a za nimi, w pewnej odległości - Adiunkt z Teresą./ Adiunkt: - Nie może pani jeszcze trochę zostać? Teresą: ~ W zasadzie mogłabym. Ale, podobnie jak pan, nie lubię dramatów.
~. 50 AdMunkt t - Jest pani przecież aktorką dramatyczną. Teresa* - Właśnie. Mam ich dosyć na scenie. Te rzeczywiste wydają mi się nieprzyzwoite. Łamią konwencje... Adiunkt,*. - Kiedy znów pani przyjedzio? Teresa* ~ Kie wiem, może na 'wiosnę. Jeżeli oni utrzymają się tutaj do wiosny. Wędrują tak przecież... /Milknie, zobaczywszy, co się dzieje przed nimi: w pewnej chwili Nadleśniczy z Julią przystają, zatrzymuje się także jak wryta, Celina. Z przeciwnej strony, z fuzją na ra mieniu, idzie Profesor. Dostrzega gromadkę, ale nie zatrzymuje się. Nie stara się także zniknąć im z oczu. Spokojnie, nie przyśpie szając kroku, schodzi na dukt. Nadleśniczy ogląda się na Celinę, na jego twarzy widać walkę sprzecznych uczuć, wreszcie zdecydowa nie rusza za tamtym. W tej chwili jednak Celina chwyta go za rękę/ Celina: - Zaczekaj! Nadleśniczy: - 0 co chodzi?
9f - 51 - -Celibat - Chcesz iść do riiego? Co mu powiesz? Nadleśniczy; , - Cokolwiek. Na przykład: "Pan tu nie ma czego szukać". Celina; - Zaczekaj, Szymon, nie można tak wprost. Skąd wiesz, czy on nie ma już tego zezwolenia? Nadleśniczy: - Dowiem się. /Tę scenę obserwują z pewnej odległości Adiunkt i To»esa# W pewnej chwili Adiunkt odwraca się/ Adiunkt; — Przeproszę panią na chwile^ Teresa: - Dokąd? Adiunkt: - Przywitam się tylko z przyjacielem ojca, a także i moim, /ironicznie/ Pani powinna to zrozumieć: senty menty swoją drogą, a życie swoją, /Rusza, przecinając las po przekątnej i uprzedzając Nadleśniczego, który także, uwolniwszy się od Celiny, podąża za "Pro fesorem". Adiunkt jest jednak pierwszy przy ’’Profesorze", który zobaczywszy go, uśmiecha, się szeroko. Tymczasem Nadleśniczy zatrzymał się w połowie drogi./
“ 52 “ "Profesor": — Aa! Byłeś tani z nimi# Nawet cię nie zauważyłem* Adiunkt * — Panie profesorz'e, ja mam do pana prośbę* "Profesor" - No, o co chodzi? Adiunkt t — Obolałbym prosie, żeby pan załatwił to jakoś z nadleśniczym. Wystarczyłoby kilka słów, że znalazł się pan tutaj przypadkiem, czy coś takieso* Sb go z pew~ nućcie zadowoli- Wszvstko będzie dobre, byle tylko,** Jakiś gest mu się należy- Jest tutaj nadleśniczym. "Profesor"j /raczej wesoło/ - A! 0 to ci chodzi? Adiunkt: /z nadzieją/ - Tak. Chyba, że ma pan to zezwolenie z Koła. Jeżeli tak, to wystarczy mu to powiedzieć* "Profesor”: - Zezwolenie? 0 czym ty mówisz? Adiunkt t - - No to, które miał pan wziąć. Mówił pan przecież. Który każdy powinien mieć,.. "Profesor"; - "Każdy"? A ciebie co ugryzło? Adiunkt : /.po chwili/ - Więc nie ma go pan. •
-• 53 "Profesor”: - Nie mam. Adiunkt: /po chwili/ - To szkoda. Pan nie powinien tego robić,panie pro- • fesorze. "Profesor”: - Czego? Adiunkt: - Nie powinien pan tu chodzić w biały dzień, z fuzją, nie mając tego, przeklętego zezwolenia. Panu właśnie to nie wypada. Nie wolno panu.»» "Profesorn8 - A kto mi zabroni? Nadleśniczy? Widział mnie prze cież i słowa nie powiedział. Chyba, że ty? Adiunkts - A jeżeli?.,. "Profesor”t - Daj spokój, synu. Adiunkt: - Proszę o okazanie zezwolenia. "Profesora - Tyś chyba zwariował. Adiunkta - Jako pracownik nadleśnictwa jestem upoważniony i zobowiązany do -: legitymowania ludzi spotkanych
— 54 ” Adiunktł /cd/ w lesie z bronią. “Profesor": - Ko dobrze już, dobrze. Pożartowaliśmy i koniec. Adiunkt; ~ Kie, proszę pana. To nie żarty. Kie ma pan zezwole nia, nie ma pan czego tu szukać. Proszę okazać legitymację łowiecką. “Profesor”: - Odejdź, chłopcze, bo mam tego dość. Jeszcze dziś twój ojciec będzie o tym wiedział. Adiunkt: - Proszę okazać legitymację. Inaczej zaprowadzę pana na milicję. /“Profesor” decyduje się w końcu sięgnąć po legitymację, podaje ją Adiunktowi, ręka mu drży. Wojtek sprawdza legitymację, składa./ - Pan nie należy do tego obwodu. - Legitymację otrzyma pan w Wojewódzkim Zarządzie. "Profesor”ł - Jeszcze mi ją przyniesiesz. W zębach. /Odchodzi, nie śpiesząc się i nie oglądając. Adiunkt zostaje z legitymacją w ręku. Przygląda się swojej zdobyczy z niepewnym uśmiechem, jak gdyby nie bardzo zdając sobie sprawę z tego, w jaki sposob znalazła się w jego posiadaniu, wzrusza ramionami./
XIV. /Dziedziniec nadleśnictwa. Chmurny dzień. Przed domem stoi ^wartburg”. Nadleśniczy wkłada na tylne siedzenie walizkę Teresy. Obok stoją Celina z Julią./ Nadleśniczy: - To bez sensu, że Teresa wyjeżdża przed końcem urlopu. Parę dni i znowu będzie ładnie. Celina: • Prosiłam, żeby została. Ale ona po prostu nxe potrafi usiedzieć dłużej w jednym miejscu. Julia: - To tak, jak my. Prawda, mamusiu?- /Celina’w odpowiedzi uśmiecha się tylko do córki i ogarnia ją ramieniem. Z domu wychodzi Teresa, w pelerynce, i z torbą przewieszoną przez ramię/ Teresa: - Do widzenia, kochani. ’ Bądźcie mi zdrowi. I kochaj cie się, jak dotąd * /całuje Celinę/ Celina:. - Nie gniewaj się’, Tereso. Teresa: -Głuptasku, o co? /śmieje się/ To był przecież tak jakby dalszy ciąg psychodramy, a'w tym wszystko jest
Teresa: /cd/ dozwolone, /żegna się z Nadleśniczym/ Było cudownie. Jestem wam ogromnie wdzięczna. Nadleśniczy: - Proszę nas odwiedzać. Teresa: - Przyjadę tu w maju, tak jak pan mówił. Nadleśniczy: - Tutaj, czy gdzie indziej) zawsze prosimy. /Teresa żegna się z Julią. W tej chwili z drogi leśnej wkracza na dziedziniec Pułkownik. Zebrani przy samochodzie nie widzą go jeszcze. Nadleśniczy otwiera Teresie drzwi, ona wsiada. Nadleśniczy Bierza na swoje miejsce, i w tym momencie spostrzega Pułkownika. Na jego twarzy odbija się niepokój. Jednocześnie i Celina go spostrzega./ Celina: — Pułkownik? Tak w środku tygodnia? /Dostrzega nadchodzącego wreszcie i Teresa, wysiada z samochodu, woła/ Teresa: - Panie pułkownikuj Było nam widać pisane, że się jeszcze zobaczymy. Wprawdzie nie chciał pan zalecać się do ranie, ale...
" 57 “ Pułkownik? /witając się/ - Koniec z pani amantem. No, z tą "figurą'', którą - żeście panie wymyśliły, a ja miałem przedstawiać, a która w rzeczy gruncie wcale taka zmyślona nie była. /w odpowiedzi na nieme pytanie w ich oczach/ - Nie czekałem okazji, panie inżynierze, tylko tłukłem się pekaesem, żeby panu przywieźć nowinę. /wita się po kolei ze wszystkimi/ - "Profesor" nam się obsunął. To jest nowina? Co? Celinai - Ten od?... Pułkownik? - Ten, ten... Nadleśniczy: - To chyba, panie pułkowniku, jakaś... Pułkownik; - Nie, nie żadna kaczka. Obsuwa na całego. Nie tylko ze stanowiska..• Celina: - Myśli pan, że przez to... tutaj? Pułkownik,:, - Nie, skąd! To tylko zbieg okoliczności, że... /W tej drwili na dziedziniec wjeżdża Adiunkt na''motocyklu. Hamuje efektownie, zeskakuje i z bukietem kwiatów podbiega do Teresy./
58 - Teresa? - No, panie Wojtku! A już myślałam, że się nie po żegnamy. Adiunkt; - Wykluczone. Pojechałbym na dworzec, albo pogonił za pociągiem i /raptem spostrzega dziwne miny towarzystwa/ Adiunkt: - Czy coś się stało? Teresa: - Taka sobie sensacyjka. Nasz wspólny znajomy... /ukrywa, patrzy na Nadleśniczego/ Nadleśniczy; - Pułkownik przywiózł nowinę. Adiunk lu, - Myślęy że dobrą? Pułkownik: - Hm, to zależy. Jak dla kogo. Celina: /pośpiesznie/ W»*' •— rf— I. -M i- ■ '- — - Teraz, to już dla pana chyba też... dobrą. /Adiunkt nie pyta, patrzy na Pułkownika wy czekująco, ale jednocześnie jakoś tak, jak gdyby wiedział, czy domyślał się, co usłyszy. Raptem Teresa zaczyna się śmiać./
/Jej śmiech,'z początku szczery i spont niczny przeradza się w pewnej chwili w techniczny śmiech aktorski i Teresa, gdyby sama nim porwana, odgrywa przed zdziwionymi oczyma widzów całą scenę. Zanosząc się i krztusząc, woła:/' Teresa: «nMMO*MNMMK«M* ^ - Ludzie i Wychylajcie się i Warto się wychylać i Może będziecie pierwsi na nowym etapie i