ATKK-AT-KAR-I-001

Description

Typescript with the theatrical adaptation of Tadeusz Różewicz's text "The Card Index" for Krzysztof Kieślowski's television production "The Card Index" (1979). The document takes the form of a film-television screenplay, containing a "list of characters" and numbered scenes with indications of place and time of action (orchard, operetta buffet, theatre corridors, the streets of Warsaw, the protagonist's apartment). Dialogues and detailed stage directions are written out. The typescript is a working version of the shooting script, with visible corrections and technical abbreviations.

Date
1979
Type of documentation
A - file documentation
Category
television theater
Series name
The Card Index
Technique
typescript
Language
Polish
Film directing
Krzysztof Kieślowski

Page 1

Tadeusz Różewicz kartoteka opracowanie tekstu dla potrzeb teatru Tv: K. Kieślowski

Page 2

Jak by wyglądała Kartoteka? Zaczynała by się od snu Bohatera. Jako Sz±e 7-8 letni chłopieć sie­ działby na drzewie pełnym jabłek, w sxixi®x dużym sadzie, gdzie pełno byłoby pięknych, ciężkich od owoców jabłoni. Chłopec chciałby dosięg­ nąć jabłko i kiedy już miałby go zerwać: Portier potrząsnął by ramieniem Bohatera. Bohater by się ocknął. ”Wsyys- cy już poszli, panie dyrektorze” - powiedziałby portier o twarzy Grube­ go gana. Z punktu widzenia bohatera widzielibyśmy bankiet po premie­ rze operetki. Przeszlibyśmy przez scen^j i korytarze, gdzie błąkaliby się zapóźnieni goście. 0 świcie wyszlibyśmy na ulice Warszawy. Przeszła by pani a z psem o wyglądzie żony Pana z przedziałkiem. Na przystanku stałoby kilknaście osób, wśród nich Nauczyciel. Bohater machnąłby na przejeżdżającą taksówkę, samochód stanąłby, kierowca miałby twarz Dziennikarza, obok siedziałaby Bziewczyna, bohater, widać na ł®kkM wieziony na łebka widziałby ranną Warszawę.

Page 3

O S O B SPIS (W kolejności pojawienia się na ekranie) Bohater Młody bohater Pan z przedziałkiem (portier) Pani - pani z psem Nauczyciel - Pasażer Gość w kapeluszu Gość w cyklistówce - - Chłopcy z ulicy Dziennikarz - Taksówkarz Dziewczyna - pasażerka taksówki Kelner * Pracownik "Ruchu" Gruby - pasażer windy Matka Ojciec Sekretarka - Głos spod kołdry Olga Wujek Przyjaciel z dzieciństwa Tłusta kobieta Chłop

Page 4

2. Scena 1. SsSvotis<b»xx Sad owocowy ^teu/iw i-%^^'1 <^ Plener, dzień ^^ ^ /j^^/^ pełnym jabłek. Drzewo ^ss rośnie w dużym sadzie, pełnym pięknych, ciężkich od owoców drzew. Chłopiec chce dosięgnąć jabłko, i kiedy już ma go zerwać: Scena 2 Bufet Operetki. ' Wn.naturalne, świt. Portier potrząsa ramieniem Bohatera. BoMW^i Obudzony podnosi twarz. PORTIER: Wszyscy już poszli, f^^u'^^^ . f^ 'Z ^^f81116 ^rektorze fep Portier ma twarz OzuliP&^Ło-ha-* Widzimy resztki bankietu po premierze operetki.W Mu- ką®±® siało tu być z pięćdziesiąt osób, teraz jet pusto. W kącie ktoś dopija kawę. Bohater rusza. Scena 3 Korytarze i scena operetki. Wn.naturaln Jłehafcer przechodzi przez korytarze, scenę ^pj i zakmarki - jak w każdym teatrze. Błąkają się tu zapóźnieni goście.^ w sumie ok. 12 osób) Scega 4 Ulice Warszawy. Plenet, świt. Bohater wychodzi z gmachu teatru. Oddycha głęboko świerzym powietrzem. Przechodzi pa- ^HrkA^ MvVjW-

Page 5

3. ni z psem (potem rozpoznamy ją jako żonę Pana z Przedziałkiem). Na przystanku ±xmuiw^k Bohater czekały chwilę wyglądając tramwaju. Wśród kilkunastu ^o^ rannych pasażerów, człowiek o twarzy Nauczyciela porpciłby^ stadeł *v UnrirataKnr o zapałki i Bohater przy^^łb-y mu się, podając o- gień. Przez jezdnię przebiga dwóch chłopców, korzy^iżają-c KJ 1j? uwagi.jiHic^^t śmieją się, przeałżąc przez łańcuchy sńzli oddzielające przystanek od jezdni. Potem rozpoznamy ich jako gości w Syklistówce i Kapeluszu. Bohater zsteSEzyi 3 widzi jądącą taksówkę, macha ręką, taksówka staje. Taksówkarz ma twarz Dziennikarza, ^zirwczyzaz obok siedzi Dziewczyna. Bohater wsiada, jadą przez ranne miasto. Puste ulice, specy­ ficzny nastrój tych zdjęć. Taksówka staje przed dzzm® domem, to może być Ursynów, albo Piaski, Bohater wysiada. Przed kioskiem Ruchu mężczyzna o twarzy Kelznera, nie mogąc się dostać do zamkniętego jeszcze kiosku wrzuca paczkę gazet z powrotem do samochodu Ruchu, wymowny gest w stronę Bohatera. Wn.naturalne, świt. Scena 5. Klatka schodowa. Bohater naciska przyziEkTEż kilka rązy palący się przycisk windy. Kiedy myśli już, że winda nie przyjedzie ta nagle zatrzymuje ^^•^^ ^M^Ł^ tUfi/OH .. ^U-U. ,KĄ się na dole. Wysiada człowiek o ±w wyglądzie Pana, z^fr^&i&ł^Mbia^ ^UĆ^T" " ' Długo, podejżliwie przygląda się wsiadającemu do windy Bohaterowi. /^Pb go ntoo^ / M^* c^mc*?. "\ „ c naK iĄo^iai ayu-uŁro^u -S^L-V^ Mg N^W^Ąf4 |C,'f ' ^ . ' ^M^ Mieszkanie Bohatera. ' Wn.naturalne, E§fiek^/p^'n^ ©Ł**^ i wi^ou, -z. o^t\ TPud nUzuM^-fL^. Po mieszkaniu Bohatera chodzą, starając się edeho zacho­ wać dwaj isrwEt Goście;w Cyklistówce i Kapę lusżu ^Mierzą ściany, wielkość pokoju, rozmiary okien. Gość w kapeluszu GOS© w XX C: Trzy metry, czter- słucha przez chwilę z dźwięku w poniesionej słuchawce telefonu, dzieści osiem centymetrów...

Page 6

4. Potem zapisuje im cyfry podane przez GOSC w Cś Pięć metrów, Gościa w C. dwadzieścia pięć centymetrów.. Gość w Kajiiam mnoży te cyfry utyskując wielkość pokoju, ^rzytrzymująć i^erę, zbliżają się do śpiącego Bohatera. Gość w C. pochyla się nad GOSC w C: Co on takściska w ręce? nim. GOSC w Ki Papier. Ostrożnie, żeby nie obudzić Boha- GOSC w C: Trzeba mu palce odgiąć... tera odgina palce z trzymanej w ręku kartki. GOSC w K: Co tam jest? GOSC w C: jakieś papiery..Życiorys:... "Urodziłem się w roku 1920 , po ukończeniu szkoły ludowej...zapomniałem, że w szkole ludowej miałem kolegę zw wsi, który dawał mi ser...ten ko­ lega był ze wsi.Po ukończeniu...Po otrzymaniu świa­ dectwa dojrzałości starałem się o przyjęcie do magiGość w K. przygląda stratu. W roku 1958 wyczyściełfc buty kapą z łóżka... się bohaterowi, może Po ukończeniu szkoły podstawowej wstąpiłem do gimnag próbuje podnieść mu powiekę. zjum....Po ukończeniu szkoły średniej starałem się.....Ludzie chodźcie do mnie wszyscy! GOSC w K: A co, on śpi? Może udaje? GOSC w C:"W roku 1958 wyczyściłem w hotelu buty dy­ wanem i przeciąłem ręcznik przy wycieraniu żyletki. Na­ stępnie po ukończeniu 18 lat przystąpiłem do egzami­ nu dojrzałości. Nie zdążyłem jednak ukończyć, te® gdy światowa w roku 1959 wybuchła wojna, ten straszliwy kataklizm Gość w C. kiwa głową, , który pochłonął..." jeszcze raz pokazuje koledze kawałek tekstu "Ludzie chodźcie do mnie wszyscy", jJ^^ajĄ-^W^cde^ ^yv..

Page 7

5» SiBi Z kartką w ręku podchodzą do telewizora, na któ­ rym leżą ich bondówki. Chowają kartkę do teczki, Gość w K. podkręca chwilę dźwięk grającego telewizora, Widzimy Od momentu kidy podeszli do aparatu widzimy reportaż z powitania w porcie kpt. Chojnowskiej-Listkiewicz, teraz słyszymy kilka ®h®^ę±Hy®ki słów kometarza. Gość w C. przykłada palec do ust i Gość w K. spowrotem zcisza dźwięk. Teraz słychać tylko delikatny ślad tekstu^ którjrvzaxd0brąx®kviłęvziiik®tBVXug®±niwxzxwBTxtwyxdźwiękux Bohater porusza ręką, w której jeszcze niedawno ściskał kartkę ze swoim życiorysem. Porusza sennie. Kiedy BOHATER(±Bkxix®liy monolog doejdżamy panoramą do jego twarzy widać, że leży t wewnętrznymi off): To jest w śnie - półśnie. Jest w połowie tylko rozebrany z dziennego ubrania, przykrytyvKapr^dEexr®Eioi0nąxp® w koszuli i yi kurtce od piżamy, nieogolony. Leży w rozłożonej naprędce pościeli. W ogólnym planie widzimy, moja ręka. Ru- szam ręką. Moje ręka. Mc / żywa je palce. Moja ręka jest taka posłuszna. Robi wszystŁ że jest sam w pokoju. co pomyślę* W tym śnie? - półśnie chowa rękę pod kołdrę. Matka, trzydziestoletnia, skromna kobieta patrzy na niego zatroskana. MATKA: Nie trzymaj rąk pod kołdrą, to brzydko i niezdrowo. Ojciec,Kx±x®xMBiy trzydziestoparoletni mężczyzna, taki, jak go bohater mógł zapamiętać wygią patrzy OJCIEC: Co z niego wyrośnie, / przez okno. jak bidzie się tak długo wylegi­ wał. Odwraca się. Wstawaj! Chłopcze! Hcścew^s^r MATKA: Ma czet^rd&Łeści lat i jet dopiero dyrektorem administracyjnym operetki. OJCIEC: Rędzę ci, że on się brzydko bawi pod kołdrą. Sam ze sobą. Stoją na Bohaterem. Jakiś ruch pod kołdrą, zdradza, że może nie leży sam.

Page 8

6. ^atka mit podnosi z podłogi jaMxi$x kiś szczegół SsnajctB^ATKA: Pleciesz! Przecież tam jeszcze ktoś leży damskiej garderoby. Kła- pod kołdrą.Zdaje się, że kobieta, dzie na łóżku. OJCIEC: Oszalałaś! Siedmioletni chłopiec. ...W^zos x«^vxyEiągii^łvmixzxkxexzBnivzistźwkię wy^adazcakierzz CKkiwxizluxvxvWezoTK^vMyEżąg»ąłvzixz±c±®wk^vx Wczoraj wyciągnął mi złotówkę. Zerżnę mu skóręJxxx Przy tym wyjada cukier z cukiernicy. M Razem z drobną częścią MATKA: Ależ on ma kolegium! I referat! garderoby matka znajduje jakieś papiery. £xxzg Rzuca okiem i układa je na ł^żku. OJCIEC: Ukradł mi złotówkę. Gdyby powiedział: "ta­ tusiu, proszę cię 6 złotówkę, chcę sobie coś kupić”. Matka podchodzi do Ojca, dałbym. To musi być ukarane. MATKA: Ciszej.Spi. Ojciec wraca pod okno. OJCIEC: W kogo on się wdał. Przechodzi obok telewizora. Chór starców z przedstawienia "Kartoteki" Swinarskiego recytuje w telewizorze właściwy fragment (ampeks): "Dzieckiem w kolebce, kto łeb urwał zHydrze, ten młody zdusi centaury. Piekłu ofiarę wydrze, do nieba pójdzie po laury" Ojciec gasi telewizor. Podchodzi do bohatera,pogiąga go za ucho. , OJCIEC: Nie udawaj, że śpisz.Wstań, kiedy ojciec do ciebie mówi. BOHATER: Stój! Stój! Kto idzie? Stój, bo strzelam! Halt! MATKA: Mówi przez sen. Ach ta straszna wojna. OJCIEC: Chcę z tobą porozmawiać, łapserdaku. Bohater siada na łóżku, spuszcza nogi.

Page 9

7. 5 BOHATER: Słucham. ^estw w spodniach i skarpetkach. OJCIEC: Dlaczego wyjadłeś cukier z cukierni­ cy? Bohater patrzy w ziwul ziemię, jakby Nie kłam. Opowiedz dokładnie jak było. chciał skłamać. BOHATER: Coś mnie podkuslło, tatusie. Jakiś diabeł. OJCIEC: Gdybyś mi powiedział: "Tatusiu, daj cukru... , BOHATER: 4^ t a>tuś^Xub alhw neede^ p^ode j r‘za łe^n J; a t u£ la. OJCIEC: Spod kołdry wynurza się kobieca GŁOS SPOD KOŁDRY: Panie dyrektorze, czas na ręka. Bohater uderza w t^ rękę, wró-posiedzenie. ciła z powrotem. BOHATER: Zrozumiałem po trzydziestu latach ogrom swych win. To ja zjadłem kiełbasę w Wielki Pią­ tek 1926 roku. Wstydzę się swego czynu. Mój nis- ,ki postępek nie możey być usprawiedliwiony .Z jad­ łem kiełbasę z łakomstwa. Nie byłem głodjiy. Dzięki twej trosce, tatusiu, miałem w dzieciństwie do sy­ ta chleba. CZęsto ortzymywałem drobne pieniądze na łakocie. Mimo to zbłądziłem. MATKA: Ależ ojciec pyta o cukier, nie o kiełbasę. BOHATER: Mamo. Nie broń mnie. Wyrzekiij się syna. Cukier zjadłem i kiełbasę. Pamiętam, że koło godziny .. . _ i ^ piętnastej zsEząłs® zaczęliśmy jeść tę kiełbasę... Ręka znów'>95fe&faa4fei. spod kołdry." GŁOS SPOD KOŁDRY: Panie dyrektorze, już czas. Bohater łapie rękę, ale —. XVV^ó^^j^>j'<^Zatrzymuje w swowjej. BOHATER: Chciałebym się równierz przy­ znać do... GŁOS SPOD KOŁDRY: Najwyższy czas.

Page 10

8. BOHATER: Kochani, mam konferencję, sły­ szycie.? Ojciec chce jeszcze coś powiedzieć, ale nie mówi nic. Podchodzi do okna, żeby wyglądać, tak jak robił to zawsze. Matka potcko^ziyt^sl^g® patrzy na boahatera i pod<0 i c ą chodzi do ^©^o. Delikatnie gładzi go po policz­ ku. Ręka spod kołdry podobnie gładzi Bohatera. GŁOS SPOD KOŁDRY: Konferencja dopiero za dwuie godziny, ale trzeba się przygotować. Ja pana przygotuję na Ręka powoli rozpina Bohaterowi ko- wszystko, szulę pod k piżamową kurtką. Ta scena podobna początkowo do sceny pod oknem powoli traci tamtą delikatność pieszczoty. Bohater układa się wygodnie, przymyka oczy. Huk armatniego wystrzału podrywa go. W telewizorze oficer (obojętnie z naszego punktu widzenia umundurowany) macha ręką i kolejne xxnar±jt działa oddają głośne strzały. 0*W*7 BOHATER: Idioci. Znowu wojna? QA(r wO-jSU£ uncH C Uh'o>t4V * ‘ GŁOS SPOD KOŁDRY: Nie, panie dyrektorze, to księżna Monaco powiła ośmioraczki. W całej kadru Przy okazji sitaku telewizo- °Jczsźni« urządza się żakinady, dzleclnnady i ra, widać, że stojących pod ok-tak dale3* 03 szczytów l’atr do sinego Bałtyku. nem rodziców nie ma już w BOHATER;Ale dlaczego u nas? Księżna w Monaco pokbju. ży j e. GŁOS kg SPOD KOŁDRY: To jest bez znaczenia. Stu naszych młodych działaczy wybiera się hulaj­ nogach do Konga. Inni składają ślubowanie czysto© ci przedmałżeńskiej. Boa^ater opada na poduszkę, patrzy w sufit. Jest już chyba sam w łóżku. BOHATER: Idioci. Matołki.

Page 11

Kretyni, pawiany, gnojki, złodzieje, oszuś­ ci, pederaści, onaniści, sportowcy,felieto­ Zapala papierosa. niści, moraliści, krytycy, bigamiści. Idioci. x8SKOE8x BOHAT: (monolog wewnętrzny, off) Leżę. Leżę! Szefów wie rządów i sztabów pozwolili mi leżeć i patrzeć w sufit. Sufit. Piękny, czysty, biały, sufit. Koh chani są ci szefowie. Można spędzić spokojnie nie­ dzielę. W drzwiach pokoju staje Olga. Patrzy na leżącego bohatera. Podchodzi do łóż­ ka, zdejmuje płaszcz. Macha przed oczyma Boha­ terowi, tak jak robiła zawsze, kiedy się zamyś­ OLGA: Przechodziłam i usłyszałam, że mnie wo­ lił. łasz.. . • BOHATER: Ja, ciebie? OLGA: Minęła piętnaście lat jak wyszedłeś z domu. Siada koło Bohatera. Nie dałeś znaku życia. BOHATER: Tak. OLGA: Nie zostawiłeś adresu. Boahetrowi urusł duży BOHATER: Nie miałem, słupek popiołu na papeirosie, rozgląda się bezradnie,ixfiipx^ikxxm chche strzepnąć w ułożoną w muszlę dłoń, a Olga z przyzwyczajenia podjae mu popielnicz- kę. ®kx OLGA: Mówiłeś, że idziesz po papierosy. BOHATER: Papierosy kupiłem. OLGA: Piętnaście lat cię nie byłot Wy­ tłumacz się, powiedz coś. BOHATER: ®pEwiemvEixdEWEipx Napiłbym & się herbaty. OLGA: Herbata w takiej chwili! Kiedy ja pragnę rachunku z całego taiis twojego życia...Zawiodłam się na tobie Henryktl

Page 12

10. BOHATER: Ja mam na imię Wiktor. OLGA: Zaiwodłam się na tobie. Jesteś świW telewizorze znów pojawia się nią i oszustem. chór stareów z przedtsawie- BOHATER: Już mi się nie chce gadać, fcis nia Swinarskiego. Mówią: ”^ Gadać mu się nie chce... Przecież on jest głównym bohaterem. ..A OLGA: Cicho tam! kto ma gadać... Olga podchodzi do aparatu i wyłącza chór. Powoli podchodzi a powrotem Zęby choć jedno słówko...Nic! do łóżka. ®@MA2ERrxWxtjt«kvxwx Głaskałeś mnie po pier - siach, łasiłeś się jak wąż, uwodziłeś mnie pięknymi słówkami. BOHATER: Pięknymi słówkami? OLGA: Mówiłeś, że będziemy mieli domek z og­ ródkiem, parkę dzieci: synka i córeczkę...lwi Świat się kończył a ty kłamałeś! Złamałeś mi.. BOHATER: Świat się nie skończył Zrzeżyliś- my, Nie masz pojęcia , Olu jak się cieszę, że mogę leżeć. Mogę leżeć, obcinać paznokcie, słuchać muzyki. Szefowie ofiarowali mi całą niedzielę. Bohater tsprasza Olgę do Mo« że wejdziesz do łóżka. Porozmawiamy, łóżka tak, jak zaprasza się gości do stołu. Kiedy odchyla kołdrę, widać że $®x± w łóżku nie ma nikogo. OLGA: Spieszę się do operetki. Mam już bilet BOHATER: Zostaw 41 gazetę. OLGA: Nigdy ci nie przebaszę. BOHATER: Myślałem, że wszyscy umrzemy, więc móBohater dostrzega, że w poko- wisłem o dzieciach, kwiatach, o życiu.Proste. ju nie ma Olgi. Kończy do siebie. Otwiera gazetę, ®xyta:xna:xgł®wx przegląda, czyta na głos. "Butelki przed nalaniem muszą być dok- ładnie wymyte. Pracownicy rozlewni często nie

Page 13

xdsjąrK©kisvxpxofy zadają sobie trudu, aby skontrolować, czy butelki są czyste. Spotyka się w napełnionych butelkach różne ”ciała obce”) zdaża się nawet, że w piwku pływają muchy. Handel piwem dostarcza skarali nie lada okazji do oszustw. W jaki sposób np. ze stulitrowej beczki zrshtż piwa zrobić studwudziestolitrową' W telewizorze znów widzimy Swianrskiego 0hór Starców. Mówią:”W bardzo prosty”. Oglądamy ich teraz równoleg- Trzeba klientom pijącym piwo w kuflach zaap- le w następującym dialogu: likować większą porcję piany. ^wzzamjTptw® 59x2 ST.I: 0 czym on mówi? Klienci, zamiast pełnego kufla otrzymują ku- ST.II: 0 piaiwie! fel napełniony Bvj»±»«t« tylko w jedenj dru- ST.III:Czy w tym piwie są alu- giej albo w jedenj trzeciej. Owszem,piwo po- zje do władzy J podteksty, symbo- winno posiadać tzw. kołnierz piany. Chodzi j le, alegorie, czy nasz bohater jednak o to, aby zawartość kufla odpowiadała jest szermierzem? normie. Dlatego wszystkie kufle czy szklanki ST.1:0 piwie mówi! powinny być cechowane. ..Niestety nie myje się ST.II: W tym pieiwie musi się nawet dokładnie kufli od piwa. Wnętrze wielu coś kryć! kufli pokryte jest warstwą tłuszczu, a tłuszc: ST.III: ~ Wviympiwi«vixiux±x Mówi, to wróg nr. 1 złocistego napoju. Z tym trzeba że w piwku pływają muchy. skończyć. ST i II: Muchy? To już coś jest. ST.I: Bzdura! U niego piwo znaczy piwo, mucha to tylko mucha. Nic więcej! - ST.III: Zlitujcie się, to nie bohater. To po prostu śmieć! Gdzie się podziały dawne bohatery, Or­ feusze, woje, prorok!. Mucha w ”piwku”. Nawet nie w piwie, alw w piwku! Co to jest? STtll: To jest teatr na miarę naszych czasów, STjIII: Czasy są niby duże, ludzie trochę mali. ST.I: ftar Jak zwykle, jak zwykle. ST.III: W piwku pływają muchy? W tym się coś kry je! i #

Page 14

Z tą równoległością dialogu jest tak, że naturalnie oba elementy będą czytelne, nie j będzie bełkotu, toś Chór Starców wcześniej skończy swój dialog, niż Bohater czytanie gazety. W gruncie rzeczy ostatnie słowa przer­ wie Bohaterowi dzwonek do drzwi. Dzwonek jest charakterys­ tyczny, np. długi i dwa krótkie. BOHATER: Wujek! Wstaje z tapczanu, biegnie otworzyć drzwi. W drzwiach stoi lu#®kx rzeczywiście Wujek. WUJEK: Byłem z pielgrzymką w klasztorze...Zajrzałem po drodze do ciebie; "wstąpił do pieklił, po fi Wchodzą do pokoju. drodze mu było”. A co u ciebie Sta- Wujek przyptruje się Bohaterowi, cału- siu. je go w czołom BOHATER: Nic, nic wujku.Kopę lat. Ni widzieliśmy się dwadzieścia pięć lat, Usadza wujka. wujku! Pewnie wujka nogi bolą. Przecież to sto kilometrów.Jak to dobrze, że wu­ jek mnie odwiedził. Zaraz wujkowi wodę Wychodzi do łazienki, nalewa wody do nóg przygotuję... do miednicy, przynosi, rozradowany. Wie wujek, niech wujek sobie wymoczy te nogi...Niechże wuj...zaraz wujkowi... Wujek, wujka...wujkowi... Wujek zdejmuje skarpety i moczy WUJEK: Poczciwy chłopiec. Dziękuję ci, nogi. dziecko za te owacje. A co u ciebie? Bohater patrzy na niego z dołu. BOHATER: Widzi wujek, miałem do wujka na­ pisać, ale Zosia mówiła, że wujek chory, Obejmuje wujka. więc myślałem, że wujek umarł. Strasznie się cieszę, że wujka widzę, nie ma wujek po­ jęcia. Co u wujka? WUJEK: Jakoś się taczkę żywota pcha. Masz się z czego cieczyć... BOHATER: Wujek jest prawdziwy. I kapelusz prał Zdejmuje wujkowi kapelusz. dziwy. I wąsy prawdziwe, i nogi prawdziwe, i spodnie prawdziwe, i serce prawdziwe, i uczu-

Page 15

cia i myśli prawdziwe. Cały wz^Kk prawdziwy wujek. Nawet kamaszki u wujka prawdziwe,i gu­ ziki,! słowa. Prawdziwe słowa! WUJEK: A co u ciebie Władziu, mówiła Zssia mi He­ lenka, że w Paryżu byłeś. BOHATER: Byłem. WUJEK: No i co tam, jak tam. Powiedziałbyś coś o tym Paryżu. Ja to już go w życiu nie zobaczę... I ciotka ciekawa. BOHATER: Z przyjemnością wujku. WUJEK: Czasu chyba nie traciłeś, co? BOHATER: Chybaj WUJEK: A jak tam ludziska żyją? Wyciąga papierosy. BOHATER: Jakoś żyją...różnie. Może wujek zapali, francuskie. W tym czasie telewizja WUJEK: Jak francuskie, to dwa wezmę. nadaje film dokumen- BOHATER: Kupiłem trochę zapałek w Paryżu, mydełko toa- talny. Są to piękne letowe w Paryżu, szczoteczkę, żyletki, koszule, perfumy, ujęcia operatorskie pantofle, pinezki, szpilki,igły.Jedzą tam dużo sałaty, Proszowskiego, który sera i piją wino, oczywiście kuchnia francuska, zobaczył Polskę ży- WUJEK: To się trochę przewietrzyłeś i okupiłeś się. jącą i pracującą z BOHATER: Miasto, wie eujek, w takiej błękitnej mgiełce $ góry. Zobaczymy kawał-J’ak w spirytusie. ki tego reportażu w panoramach przy tym dialogu. WUJEK: Ale...coś mi się wydajesz markotny . Ej, Kaziuk, Kaziu! I czego ty się gryziesz? BOHATER: Bo widzi wujek...Sz®k Szkoda mówić..klas­ kałem. Okrzyki wydawałem. WUJEK: Jekże to *’klaskałem”. BOHATER; Właśnie klaskałem. WUJEK; WSZySCy klaskali. BOHATER: Co mnie obchodzą wszyscy. Myślę o sobie. Klas­ kałem.

Page 16

14. WUJEK: Dzeiciuch z ciebie. Picasso też klas­ kał. BOHATER: Wujku, wu^ku... WUJEK: No,co powiedz, Władziu? BOHATER: Ja wiem, że wielu klakkałe, ale oni już zapom­ nieli. xeraz zajmują się markami samochodów, albo bawią się na balach maskowych, a ja ciągle jeszcze składam ręce i tamto klaskanie ^estxwjęvmn±ex klaszcze we mnie. We mnie jest czasem takie ogromne klaskanie. iext«mxpwsiyx^akxb8[¥x xyixkax Klaskanie, wujku, klaskanie... WUJEK: A w ogóle to zdechlaki z was, słabeusze.Łysy i dziali włos na czworo. A co ja mam powiedzieć? Co tam wasze klas- kaniejt. Pamiętam,w czasie zaburzeń wrzuciliśmy do zupy na­ szego dowódcę. Czekaj, jak on się nazywał?... BOHATER: do zupy? WUJEK: Akurat w kotle gotowała się pomidorowa...Czas był niespokojny, zamieszki, bunty^ jednym słoweta gotowało się.. Przyszedł sprawdzić do kuchni. Zupa się gotowała dla całej kompanii,my go tam wrzucili i kocioł przykryli pokrywą. Jeszcze teraz nie mogę się powstrzymać od śmiechu, jak to sobie wspomnę. Sumienie masz delikatne, ja ciebie rozgrze- szaml BOHATER: Smutny jestem, wujku.Wie wujek, kiedy byłem małym chłopcem bawiłem się w konie. Zamieniałem się w konia i z o rozwianą grzywą pędziłem przez podwórko i ulice, a teraz wuj­ ku , nie mogę się zamienić w człowieka, choć jestem dyrektor rem instytutu. Chciałbym rozkopać ziemię, wygrzebać kilka swoją ziemniaków i upiec wujkowi. Chciałbym mieć w życiu jabłonkę z gałązkami, listkami, kwiatkami, jabłkami...Już tak dawno nie siedziałem w cieniu. Jabłko jest powleczone przezroczytą warstewką wosku, odciski palców widać bardzo wyraź­ ni® na takim jabłku. Jabłka wiszą na gałęziach. Czekają a na moją rękę. Tak jak dziewczęta...

Page 17

15. WJ^K; Co, Kaziu, wrócisz już? Cz®kamy na cie­ bie wszyscy. I mama i siostry. BOHATER: Ni® mogę,wujku. WUJEK: Nie chcesz jeszcze wracać ze świata do domu BOHATER: Nie. WUJEK: Jeszcze się nie najadłeś, nie nałykałeś? BOHATER: Jeszcze, wujku, apetyt rośnie, jak otworzę uwsta tobym łykał całe miatta, i ludzi, i budynki, i obrazy, i biusty, telewizory, motory, gwiazdy, zegar­ ki, tytuły, medale, gruszki, pigułki, gazety, banany, arcydzieła... Wujek wstaje, zakłada WUJEK: A może się spakujesz i pójdziesz ze mną, jutro buty, odwija nogawki. a# będziesz na miejscu. Chce odnieść mied- BOHATER: Nie, wujku, nie mogę już wracać. nicę, ale Bohater WUJEK: Chodź, chodź, ptaszki śpiewają, wiosna idzie, odbiera mu ją i niesie do łazienki. BOHATER: Mam dużo spraw do załateiwnia, różne sprawy, Wujek idzie za nim dużax®pxxw trudno się od t«go oderwać, trudno się po- do korytarza. łapać. Może później. Obejmują się, WUJEK: To ja już ?ś^S pójdę. Zostań z Bogiem. Bohater zamyka drzwi za wujkiem, chwilę słucha kroków na schodach i dolatującego skądś śpiewu kanarka Wraca z powrotem do pokoju. Jest tam Pan z Przedziałkiem, PAN Z PRZEDZIAŁKIEM: Pan wie Bohater nie zauważa go i Kto pan jest, kto on jest, co on jest? Ja mam jakby nie słyszy. Wraca swoją dumę.Nie, pani®, pan jest za mały, żeby i na tapczan. ®®jixuxti tak do mnie mówić. Ni® ckeię-iamtxvx chciałem wa Dopiero tu pociąga nosem. wiedzieć, gdybym wiedział, nie mógłbym oszukiwać. kto ja jestem? Al® cierpię. Ja jestem...jam,.. BOHATER: Czuję obcego...czuję wazelinę, lakier, bździPan z przedziałekim nę i literaturę. grzeczeni siada naprzeciw niego.

Page 18

A, to ty Bobik. Bohater patrzy w stroNę GRUBY(off): Bobik, do nogi! głosu grubego. Bruby siedzi na fo­ telu, jakby tu mieszkał. W kapciach, czat gazetę. Na razie nie zwraca uwagi na Bohatera, zajmuje się Bobikiem. GRUBY: Bobik, leżeć! Pan z przedziałkiem odgrywa Zdechł piesi pantomimę ręką, którą położył Służyć, Bobik, no... na stole przed pawwm GEubym, albo Łapę Bobik! którą trzyma przed własną twarzą. Prawą. Dopiero teraz Gruby zwraca się do Bohatera. Dobrze ułożony, prawda? BOHATER: Nie wiem. GRUBY: Powie mu pan: cierp, i cierpi, yai powie mu pan:skaczj i skacze, a nawet potrafi czytać i pisać••.ułożenie nie jest trudne... . . nieco wystarczy umiejętne postępowanie, ®dxokinax . cierpliwości ...Bobik ma chody i dobrze czuje wiatr. Bierze go pan? BOHATER: Nie mam pieniędzy...a on nie gryzie? GRUBY: Nie ma zębów, ma tylko język. Liże. \ Bohat*r się po kalkulator BOHATER: Dam panu za niego kalkulatzor. \ GRUBY: Dobrze. z półki i rzuca Grubemu. Ale nie wl*dzimy '\ już, że grhy złapał. Bobik od razu grzecznie./ siada ®k®k naprzeciw Bohat*ra. BOHATER; Napijesz się? PAN Z PRZEDZIAŁEM: Pół czarnej i koniak. , BOHATER: Piłeś czarną na poprzednim etapie i co? l*pi*j Pan z Prz®działkiem wykit^?!^ napij się wody. / 1 wybi*ga do łazienki. Słychać ) stamtąd chłeptanie. W tej wodzi* moczył nogi uczciwy, prosty chło- wiek.Pij! To l*karstwo dla takich jak tyl Jak my...

Page 19

17. Bohater śmi*j® się słuchając chłeptani*. Dosyć! Naprwadę j*steś uprzejmy. Pan z Pędziałkiem wraca. Ma mork* Siadaj. Zaraz zrobimy kawę. Nie usta i kropi® wody na okularach. mam kawy, filiżanek i pieniędzy, al® od cz“go j*st nadrealizm, me­ tafizyka, po®tyka snów. Dwie duże kawy! Pojawia się nad nim kelner. Bohat®r zauważa go, wyraz twarzy mu si* zmi®nia, poważni*j*. K=LN^R: Pan życzy? Pan z przedziałkiem znika z na- BOHATER: Karta, szego pola widzenia. To znaczy, niekoniczenie znika z pokoju, ale nie kr *kpsonuj*my jego obecności. Kelener podaj® kartę. BOHATER: Kaviar ciorommal.Kawiar mit Zitrone. Husl*v*s tojassal.Fl*ischbrUh® mit ®ier. Kacsapecsenye.Enten- braten. A sałat nincs olaj *s *c*t.Pincer. Fizetek. Kellner, zahlen. KELNER: Pan dobrze mówi po węgiersku. BOHATER: Troszkę. KELNER: Jak się panu u nas podoba? BOHATER: Budapeszt jest piękn^x$®±Bx®Kyx Pięk­ nie. położony nad DunejSm. KELNER: Pan jest służbowo? Inżynier? .BOHATER: Nie. ja właściwi® mam Inn* zajęci*. KELNER: u nas dużo ładnych kobiet. BOHATER: Zgrabne dziewczyny. KELNER: Nie powiedział pan nic o swoim zawodzie. Czym się pan z®#m#® tu zajmuje, u nas? BOHATER: Widzi pan, ja się zajmuję czasem pisaniem. KELNER: Dziennikarz. BOHATER: Czemu pan mi dokusza. Mówiłem, że czsem pisu­ ję do gazet. Raz na rok ...jestem...

Page 20

18. KELNER: No, odważnie. BOHATER: Jestem poetą, jestem poetą! Jestem , poetą! Jestem po*tą...jestem poetą.... Pan z Przedziałkiem zdziwio­ ny i wyraźni® zaint*resowany. Gdyby pan wiedział, jak trudno być po®naszych tą w śzisit^szyEk czasach. KELNER: A kelnerem. BOHATER: Co to za oknem, co to stoi za oknem? KELNER: Znów pan coś wymyślił. BOHATER: Zdaje mi się, że to szubiennica. KELNER: Ale gdzie tam. To jest karuzela, nie widzi pan, że się kręci. Muzyka przygrywa. BOHATER: Ale przecież tam widzą. KELNER: Owszem, ludzie na wygodnych krzesełkach tam wiszą. BOHATER; Rzeczywiście. KELNER: Pan jest uprzejmy. BOHATERś Jestem strasznie ciężki i otumaniony po tym żarciu. KELNER: Muszę się przyznać, źe ja tet. BOHATER: Wiem. KELNER: Ja też piszę wiersze i nie wstydzę się tego. Pan z Przedziałkiem podno­ si do ust filiżankę z kawą? Stoi ona na srebrne i tacce, wyraźnie podana przez Kelnera, choć ni® widzieliśmy tego g*stu. Bohater podnosi swoją. Pan z Przedziałkiem drugą ręką wykonuj® swój® psi® ćwiczenia na stoi*. Bohater patrzy na tą rękę. Kelnera już ni® ma. BOHATER: 0! Jaka plamka! Czarna. PAN Z PRZEDZIAŁKIEM: To atrament! BOHATER: Atrament! To można zmyć śliną. Pan z Przedziałkiem chwyta rękę Bohatera, tą z kawą. Kawa jest na granicy

Page 21

19. PAN Z PRZEDZIAŁKIEM: 0! I u pana plamka! wylania. Chwyt jest mocny. Dwie plamki! Dwie czerwone plamki! • BOHATER: To krew. PAN Z PRZEDZIAŁKIEM: Prawdziwa krew? BOHATER: Krw wroga. PAN Z PRZEDZIAŁKIEM: Znam tylko smak wódy, wody, Bohater wolną ręką kłuje śliny i atramentu, jaki smak ma krew? szpilką w zaciśniętą na swojej dłoni rękę Jana z Predziałkiem. BOHATER; Kropla krwi! Tak przeżyłaś wojnę? Ten ssie palec. Bohater rozciera Okupację? Nie miałeś w ręku broni? PAN Z PRZEDZIAŁKIEM: Dzięki żonie. Zona, żońie swoją dłoń. , w żonie, z żoną?...na żonie...pod żon^... BOHATER; Won! Bohater >ee krzyczy. Wzburzony podchodzi do okna. Patrzy w dół. Idą tam dwie kobiety. Ledwo, ale jednak słychać ich ożywioną rozmowę przerywaną wybuchami śmiechu. PANI: Ja jego, on mnie, wiesz jaki on, Pani ryczy i rży, śmi*je się. ja muuuu..... 0 , kochanie^ jesteś! klatki schodowej Z £zxwi wychodzi Pan z Przedziałkiem. Mój mąż, moja złota, Moja przyjaciółka, ko- Pan z Przedziałkiem całuje chany. drugą panią w rękę, ^śmięchnięty, p*ł*ń radości życia, głaszcząc w prz*lo- ci® główkę bawiąc*go się chłopca odchodzi z paniami. Bohat®r patrzy w dół i ma w oczach,t jak to się zgx®teii±£ mówi decyzję. Odwraca się, wyjmuj* z szuflady sznur, przekłada go prz*z hak lampy stając Zakłada na szyję. na krz*śl*. Odtrący krz*sło i w tym samym momencie łapie ręką za sznur i z trud*m podciąga się w górę. Zdejmuj® sznur. Moż® już zrobił tak ki®dyś? Patrzy prosto w kam®rę, w nas. BOHATER; Sami się wieszajcie. Wolę w

Page 22

mały palcie u nogi niż was wszystkich raz*m. Co? Wi®szajci® sięt ! Ni*! Wy si®bi® tek bardzo kochaci®. Ta baba kocha bardziej swojego pieska niż mni®, człowi*ka. Bo to j®j pi®s®k. Ona swoją śl®pą kiszkę kocha bardziej od cał*j ludzkości* Słychać gwizd na palcach z dołu. Bohater przerywa monolog i wranEM bi^gni® do okna. Stoi tam chłopak w harcerskim ubraniu i gwiżdżS, patrząc w okna bohatera. Bohater wsyw macha, ż“by wsz dł, chłopak pokazuje, żeby bohater wyszedł na klatkę schodową. Spotykają się na podeście klatki.Mówią cicho, S^hyirudzie zez jakby bali się, że usłyszą rodzice z PRZYJACIEL Z DZIECIŃSTWA: Serwus, Dzidek. Zapon mieszkania. mniał*ś, że dziś spowiedź u Franciszkanów? BOHATER: leszcz® ni* zrobił*m rachunku sumienia. PRZYJACIEL z DZ: Jaki® masz grzechy? Skwarki jadłaś w piątek? Fraj®rze. ®anek tak podobno trzepał kapu­ cyna, ż® zemdlał. No, wyłaź, ni® gnij. BOHATER: Słyszał°ś, ż® nasz ”Burd®l” w Am®ryc®? PRZYJACIEL Z DZ: To pr*f®kt ni® uczy w nasz®j szkol®? BOHATER: Ni®, zaraz na początku wojny zwiał... PRZYJACIEL Z DZ: 0 wojni® nic ni® wi®m, umarł®m w 56 roku. Utopił®m się. BOHATER: Więc nic ni® wi®sz? Była druga wojna światowa. Przyjaci®l z dz. wyj­ muj® papi®rosy. Częstuj® bohat®ra, t®n ni® chc®, zapala sam. PRZYJACIEL z DZ: Opowiedz, jak było? BOHATER:. Dużo masz czasu? PRZYJACIEL Z DZ: Dwi®, trzy minuty.

Page 23

BOHATER: Wystarczy. Pamiętasz fabrykę drutu? W piątek 1 września 1959 roku tam spadły pierwsze bomby. Szedłem po gazetę. Jakiś chłopak krzyczał, że wybuchła wojaa. Drugi kopnął go w tyłek:”ni® pieprz gówniarzu”, al® za godzinę zbombardowali miasto. Nasza ulica się Przyjaci® 1 patrzy spaliła. Późni®j to wszystko trwało j®szcz® kilka lat. na zegarek. Spi0- Była okupacja. W maju 45 roku wojna się skończyła. Zginę- szy się. ło podobno 53 miliony ludzi. PRZYJACIEL Z DZ: A co było z tobą? BOHATER: Tak jak z® wszystkimi, różnie. PRZYJACIEL Z DZ: To co, ni® pó®dziesz do Franciszkanów? Re- kol0kcje. BOHATER: Sam ni® wiem. PRZYJACIEL Z DZ: Wpadnij jutro po myzy do Kazika. BOHATER: Dobra, s®rwus. Przyjaciel zbiega w gół, j®szcz® X na zakręci® schodów pokazuj0, jakby mu się trzęsły piersi, gdyby je miał. Bohater wraca do pokoju. Na brzegu tapczanu si0dzi Tłusta Kobieta. -'TŁUSTA KOBIETA: Wstyd! Taki młody i podgląda. BOHATER: Co pani tu robi? To jest mieszaknie prywatn0! Kto pani pozwolił tu w®jśó?! Tł.Kobi“ta zaśmiewa się. TŁUSTA K0BI2TA: Mi*szkanie prywatn®! BOHATER: Ja pani ni* znam. TŁUSTA KOBIETA: Pan mni* w kąpieli podglądał, panie Wacku! BOHATER: Cwi®ró wi®ku minęło od tej chwili. Tak przypominam sobi®. Ale widzę, ż® pani już wyszła z wody. Ni®ch pani idzi® dal°j. Ni® mam t°raz czasu, muszę przeczytać listy. TŁUSTA K0BIETA: Ja poczekam. Cs Bohater bi°rze BpHA^f^ . kop*rty z° stłu i czyta koljn* lis$y.

Page 24

BOHATER:"Mój Janku! Jestem rozrzewniona dowodem twoejj pamięci. Przybywaj, żebym własnymi pałusz- Ten list interesuje jesz- kami mogła ci włożyć do buzi najsłodszą pralinkę cze Tłustą Kobietę. z nadesłanej bombonierki. Twoja Zosia." Ale przy nstępnym podkręca "Kochany Zdzisławie. Dochądzą mnie bardzó niepo- sobie głośniej telewizor i z przy- żądane wieści o Tobie i Twoich nad wyraz jemnością słucha śpiewającej tam lekkomyślnych postępkach. Tak odpłacasz mi Ireny Jarockiej^ albo Anny German. za troski, starania i wydatki jakie łoży— Obraz przedstawia często plenery ’łem na twoje nauki i wychowanie. Na wykła- po których przechadzają się piosenkarki z rozwianymi włosami. Jest to bar- dy nie chodzisz, zajmują cię gry za- bawy i miłostki...Popraw się, kochany dzo ładne i podobna się oglą- Zdzisławie, bo jeszcze jedna zła wiadomość dającej. Może też się zdążyć,że a z®rwę z tobą i nie dość, że ci odmówię w telewizorze idzie akurat audycja 0\ wszelkiego zasiłku, ale nadto zabronię zwierzętach. lt»^T>wwtxy«tw#Bt«3f komukol iw lek wspominać , że j®steś moiqi Tłustej Kobi®ci® t®ż się to syn®m. Zasyłam ci ojcowskie błogosławieństwo, spodoba. MatJa płacze. Serdecznie rozżalony ojciec." "Drodzy Kuzyni. Uroczystość waszego sr®brnego wesela szczerą napawa mni® radością. Jako świad®k sprzed dwudziestu pięciu lat wa­ szych zaślubin dziś wiary dać nie mogę, ż® to już cał® ćwierć wi®ku minęło od t®j chwili, gdyści® s®)bi® zaprzysięgli prowadzić wspólną taczkę żywota, pod wzniosłym godłem miłości. Obyż i nadal po samych różach Wam się życie sła­ ło, odrodz®ni w dzieciach, wnukach i prawnukach, stali się dla nich patriarchami tych zasad, jaki® tak szczytni® przyjęliście sami. Stary przyjaci®l NN. Warszawa 24 stycznia 1902.r." Bohat®r z listami idzl® do kuchni, otwiera szafkę, wrzuca j® do kubła i wszystko raz®m wyrzuca do zsypu. Tłusta Kobi®ta przyptruj® się t®j

Page 25

23. akcji z zaint®r®sowani®m, oderwana od Tv. Ki®dy Bohater wraca zastaj® Tłustą Kobietę przy toaleci®. Moż® być naprzykład tak, ż® będąc cały.czas w s^®t®rku J zdejmuj® ona biustonosz ^ł^^^ft^^^X/©^a^ w^^’ po to ż®by j®j biust spokojni® TŁUSTA KOBIETA: Wstyd! Taki młody chło­ rozl®wał się pod ubrani®m. piec i podgląda kobietę. BOHATER; Kto pani pozwolił tu w©jść? To jest prywatne mieszkanie. Tłusta kobieta śmiej® się TŁUSTA KOBIETA: Prywatni® mi®szkani®? Mi®sz- jak i poprz®dnio. kani® prywatn®!! BOHATER; Ja pani ni© znam. TŁUSTA KOBIETA: Pan mnie w kąpieli oglądał, panie Jurku. BOHATER: Wi®ki minęły od tej chwili....Tak, przypo­ minam sobi®. Widzę, ż® pani już wyszła z wody. TŁUSTA KOBIETA: Ja pana pamiętam chłopczyki^ w ma­ rynarskim ubranku z kołnierzykiem. Bohater krzyczy. BOHATER: Wi*ki minęły! Kobieta podchodźickiiżeTŁUSTA KOBIETA: No to cio? To cio? bliżej. BOHATER: Ty stara ktowo, ty połciu słoniny, b®czko sadła. Pamiętam. Miałem piętnaści® lat. Był lipiec. Blask zachodzącego słońca na wodzi0. Czerwona rz®ka pod konarami starych olch.By łaś wt®dy tłusta i biała. Byłaś młoda, gruba dziewucha. Biała jak śni®g. Wchodziłaś powo­ li do ciemnej wody. Czarn® olchy stały nad wodą. W koronach czerwone słońc®. Oddałbym wt*dy pół życia, cał® życi®, cał® miasto, cały świat za dotknięci® twoich pi®rsi. Gdybym mógł położyć rękę na twoim udzi®, na wzgórku W®n®ry, TImzm TŁUSTA KOBIETA: Na czym? BOHATER: Na wzgórku W©nery. Idiotko, krowo, mogłaś być dla mni® królową. Mogłaś być muzyką, ogrodem owoc®m, mog­ łaś być drogą mleczną, krowo. Al® ty chowałaś to dla jaki®-

Page 26

24. goś cwaniaka, łobuza, cynika, bałwana, złodzieja. +®raz ryczysz. Mogłaś być dla mni® ogniem, źródłem i radością.lak ja wt®dy ci®rpiał®m. Chciał®m wys­ koczyć z własnej skóry. Twój brzuch był dla mni® objaTłusta kobieta uważ- wi®nl®m. Twój zad®k był gwiazdą. Ty idiotko, b*czko ni® niby słucha al® z®r~ peklowanego mięsa. Wynoś się, bo cię tu rozwalę na ka ku telewizorowi, bo miejscu, elegancko ubrana pani demonstru­ je tam sposób uszycia piękn*j kreacji. £tatii^xza^iravjvsta: tymwwykłsdfmw Tłusta Kobieta chwilę zajęta j®st tym wykładam, zostawiając rozpędzon“go Bohatera, śmiesz­ nego nagi® z“ swoim "wynośsUt się”. Dopi“ro X®i^x ki®dy zrozumieć jak ułożyć pilski 1 fałdy wraca do t“matu. TŁUSTA KOBIETA: Więc pan umywa ręc®, pani® Dzldku? B0HAT“R: Umywam. TŁUSTA KOBIETA:_Wiązałam z wizytą u pana tyl® na- dziel.Myślałam, ż® pomnąc na dawną znajomość z®chc® pan podać rękę samotnej kobi®ci®. Cóż to pana obcho­ dzi, ż® wzrasta w® mni® wydzi®lani® hormonu gonadotropow®go.Ta£ , pani®... BOHATER: Wacław. TŁUSTA KOBIETA: Tak, pani® Wacku, miewam coraz częstsze ból® głowy, gorąc® uderzenia krwi do głowy, zawroty głowy, ból® stawów®.Doktor uważa, 2® wystarczy doustn® podawani® ®stradiolu, to powoduj® j®dnak u mni® nud­ ności i bul® brz®ucha...A co pan, pani® Wacku radzi mi w t®j sytuacji? Gdyby ni® to, ż® znam pana od tycie­ go....ni® zwróciałbym się z tak intymną sprawą do obc®go mężczyzny. Bohater czyta gaz®tę. BOHATER:”Jako pi®rwsza w tegorocznej kampanii ruszyła

Page 27

25. w Polsc® cukrownia "Chybi®” w województw!® Bl®ls kc - Bialskim” TŁUSTA KOBIETA: Jakż® się świat zmienił. Ludzi® są zu~ p®łni® obojętni na ci*rpi®nia swych bliźnich. Słychać dobi®gaj^c® z dworu dzi®cięc® krzyki "Mamo! Mamo" Tłusta Kobl®ta wygląda prz®z okno i ®c±ąga^ą®vxż^vnyxh®dx:±x kiwa głową nad ivxą®ym czytającym gaz“tę Bohat®r®m. Bohat®r przewraca stronę. W t"l®wizorz® pojawia się 0hór Starców. Mówią: " Rób coś, ruszaj się, myśl. On sobi® l®ży, a czas l“ci. Mów coś, rób coś, posuwaj akcję w uchu chociaż dłub. Nic się ni® dzi®j®, co to znaczy? " Bohater jakby ni® widzi BOHATER: Dajci® mi spokój, “kranu i ni® słyszy chóru,^ jJMnfek^bW> 0K ^^ % ^ $ ^f - H V "Dzięki Bogu, ni® śpi" BOHATER: Mświ®±$¥xżt Muszę coś robić? Nl®x«± xxx Ni® wi®m...moż®. "On znów zasypia O&RxST£W®Xx wi®lkł® ni®ba! B®z mąki prz®ci®ż ni® ma ch®lba W t®atrz® trzeba grać Tu musi się coś dziać! BOHATER: Nic mi się ni® chc®. "Toć naw®t u B“ck®tta ktoś gada, cż®ka, ci®rpi,śni ktoś płacz®, kona, pada, bździ Rusz się, inacz®j t“atr zgubisz!"

Page 28

. • 26. BOHATER: Cyrk pch®ł wystawia dziś Hamleta, daj ci® mi spokój, ja odchodzę. "Stój" BOHATER: Odchodzę. "On się upił" Bohater po raz pierwszy patrzy SDgATtKrs^łu^t^^Saycl^sMi^psśs w t®l®wizor i fraz już wyraźni® r®aguj® na t®kst xix® Chóru Starców. BOHATER: Głupi, dajci®j mi spać. "Ty znów zasypiasz co to znaczy?" BOHATER: Ja z nimi skończę! Wstaj®, podbiega do t®l®wizora, wyłącza wszystki® możliw® przyciski, wyrywa drut z® ściany. Chór swiks stając się coraz mniejszy znika w w jasny punkcik ®kranu,który xxży żarzy się chwilkę. Bohat®r myj® ręc® w łażi®nc® i nagi® widzi wyraźni® swój® odbci®. My zanurza twarz w wodzi® i j®go odbici® t®ż ma kropi® wody na policzkach i czol®. BOHATER: Widzisz, głupcz®? No, przebij gło- wą. Wal. Gdzie ty właściwi® idzi sz? Gdzi ? Do szpitala, do ludzkości, do lodówki, do łoso­ sia, do wódzeczki, do udka, do nóżki dwudziesto­ letniej, do cycuszka. Widzisz, no!No gryź, gryź własne palce, to dobry pokarm. Wszystko umiera pod twoją ręką, bo ni® wierzysz.Osiłku, gdzi® l®zi®sz? L°zi“sz już 58 lat. Do słońca? Do prawdy? Do ściany. Stoję pod ścianą. Bracia moi, moj° pokol^ni®! Do was mówię. Ni® mogą nas zrozumieć, młodzi i starzy. Odwraca się do kam°yry, do nas. Jak to się stało? Ni° mogę zrozumi®ćo Był®m prz®-

Page 29

27. ci®ż i w® mni0 było dużo różnych rzeczy, a t®raz tu nic ni® ma.Tu. Tu! Ni® trzeba. Ni® zawiązywać! Ni® trz®ba zawiązywać oczu! Chcę patrzeć do końca. Słychać d®likatn® ud®rzfni& łyż czką o szklankę. Bohater l$ży w łóżku, z głową wciśniętą w poduszkę. Słychać taki*5 sam , dźwięki łyż czki o szklankę. Podnosi głowę. DZI WCZYNA:(off) Proszę o ptysia. BOHATER: No, tak. Co tam. Można i tak. DZIEWCZYNA : (off) Ptysia proszę. BOHATER: Kiedy jeszcze żyłem.. .doprawdy będziecie zgorszeni...będziedziecie znudzeni, uba- wieni tym opowiadaniem, Widzi prz®d sobą si®dzą- cą ptzy sr®brn®j tace® i filiżankach po kawi®, które przy­ niósł ksl^ner Dziewczynę. DZIEWCZYNA: Proszę ptysia i pół czarnej. BOHATER: Dlaczego pół? DZIEWCZYNA: Pan nie rozumie, czy ja źle mówię po polsku? BOHATeR: Pani nie jest Polką? DZIEWCZYNA: Heine Hobbies: Reisen, Bucher, Thea- ter, Kunst geWerbe... BOHATER: Pani jest Niemką? DZIEWCZYNA: Sak. BOHATER: Bardzo mi przyjemnie, widzi pani, muszę pani wyjaśnić...(po niemiecku) że zaszła pomyłka. DZIEWCZYNA: Więc to nie j«st”Krokodił”? BOHATER: Wy, młodzi nie zdajeci® sobie sprawy...ii® pani ma lat? DZIEWCZYNA: osiemnaści®...ale tu było otwarte, widzia_ łam różnych panów, pani®, rozmawiali, pili kawę....

Page 30

28. Dziewczyny ma w rękach piękne, BOHATER: Bardzo proszę. Wy młodzi potra- ezerwone jabłko. Chce go ugraźć, ale ficie wszystko wyśmiać...może zresztą na razie bawi się tylko tak was przedstawiają skretyniali żur­ ■ naliści... ja mam do was zaufaniS* proszę się ni śmiać, ^am do pani prośbę. Chcę pani powiedzieć* Proszę o kilka minut.Sły­ szałem, że pani mówiła po niemiecku...Właś ciwie nic ciekawego nie mam do powiedzenia. -x uwieść,, Proszę nie myśleć, że chcę panią.-Opakować do łóżka .... DZIEWCZYNA: Rzeczywiście, tu stoi łóżko, naprawdę przepraszam nie zauważyłam... BOHATER: Bóże! Zęby tylko mnie pani zrozumiała. To wszystko jest takie prosto... .Chcę powiedzieć, że to dobrz®, ż® pani jest.Z® żani jest na tym naszym świe­ ci®, taka właśni®, ż® ma pani osiemnaści® lat, taki® Oczy, usta, włosy, i ż® pani się uśmiecha.Tak powinno być. Tak właśni® * ppowinno być.Życzę, aby pani się tak uśmi®chała i hyła szczęśliwa. Widzi pani, ja j®st®m uwalany w błoci®, w® krwi...pani ojciec i ja polowaliś­ my w lasach. ' DZIEWCZYNA: Naxc®? POlowali? Na co? BOHATER: Na siebie. Z karabinami, z® strzelbami..., ni® ni® będę opowiadał..,t°raz lasy stoją cich®, prawda? Cicho j®st w lasach. Proszę, ni®ch się pani uśmi®chni®... W tobi® j®st cała nadzi®ja i radość świata. Musisz być dob­ ra, czysta, w®soła. My wszyscy byliśmy w straszn®j ciemnoś­ ci pod zi®mią. Chciał®m j®szcz® raz powiedzieć, ja dawny polski partyzant.....życzę pani szczęścia. Życzę szczęś­ cia waszftj młodzieży tak jak i nasz°j. Proszę się z® mną pożegnać. Już się ni“ zobaczymy. Wszystko to wyszło jakoś śmieszni®. Jak głupio, jak straszni® głupio. Czy ni® moż­ na nic powi®dzi®ć, wyjaśni*ć drugl®mu człowi®kowi? Ni®

Page 31

29. można przekazać t°go, co j°st najważni®jsz".. ... o Boż®! Chwila ciszy. Z głośnika wydo­ bywa się nagle krzyk. "Aufstehen! Aufstehen!" Bohate^ wstajp, Stoi na baczność. Dziewczyna patrzy na niego zdziwiona, jakby nie słyszała. "Raus! AllpS raus! Maul halten, Klappe zu Schnabel halten! Willst du noch ąuatschpn? Du hast abpr Mist ggmacht! Du Arschloch, Schweinohund, du Dp^cksack!” Marga: Bohater wciska twarz w ścianę. Megafon milknie. ®x±MWKxyjrx Na stole o obecności dziewczyny świadczy tylko czerwone jabłko. Powoli rozjarza się telewizor. Ekran jest biały. Ale z głośnika liz±a słychać głos Chóru Starców. "Nie bój Się $0 jest twój pokój o widzisz stół a tu szafa jabłuszko na stole boisz się mebli głuptasku t®n p?an już nie przyjdzie Ty boisz się krzesła. star°j gazety stukania głosów za ścianą dziwaczy sz a może chcesz się wyróżnić Uśmiechnij się ten pan już nie przyjdzie spójrz nam w oczy i

Page 32

30. nl« kryj się po kątach si» stój pod ścianą przecież nikt ci ni* każ® staś pod ścianą” Słychać pukani® w szybę. Za okn®m drzwi balkonowych stoi Chłop. Bochater widzi go, otwiera drzwi. Chłop wchodzi. CHŁOP: Pan podchorąży mni® ni® poz­ , naj®? ®H±®£x BOCHATER: Nie. CHŁOPA W oddział® mni artyzanckim wołali na Wrona. Pan podchorąży mnie już zabył# BOHATER: Ludzie, dajcie mi ppokój z t% przesz­ łością. CHŁOP: Pan się na ludzi gniewa? Ano, to już pój­ dę, śnapsa by tu gdzie kapki nie było? Chłop nalewa sobie BOHATER: W szafce stoi butelka i szklanka, Był rolmpps, ale zjadł go ojciec. pół szklanki i wypija. Bierze z® stołu czerwon® jabłko, zagry ale ni® je. CHŁOP: Pewni®, co śl®dź, to ni® jabłko. To pan podchorąży co teraz piastuj®? Pewni® jakąś wysoką godność. BOHATER: Jestem zastępcą dyrektora operetki narodowej. CHŁOP: Pamięta pna podchorąży jak my śpiewali?... My ni® my ni® my ni® my Ni®mców ni® boimy się... BOHATER: Darujcie Wrona, ale ni® mam czasu. Muszę to wszys tko uporządkować, sprawdzić, podsumować, wyciągnąć wnios­ ki. Ni« czas t®raz na wspomnienia. CHŁOP: Pan podchorąży to już ni® pamięta jak mni® rozwalił? Bohat®r patrzy spod kołdry mocno,wymowni®, al® gdzi®ś dal®j jakby ponad, czy moż® poza Chłopa.

Page 33

31. CHŁOP: Pani®! Pani® podchorąży! Pan się pogniewał na ludzi. Pan się rozzłościł na cały świat p®wni®. Bohater z trud ©m, z bólem BOHATER: Wrona...jak się masz... wraca spojrzeniem do Chłopa. CHŁOP: Pan, panie podchorąży czyścił wtedy parabelkę. Nie wiedział pan, że w lufie była kula? BOHATER: Stare historie. Na co to wygrzebujecie, Wro. na? CHŁOP: Togo dnia miałem odejść z oddziału. Dostałem nawet od kucharza kilo słoniny i ćwiartkę spirytu­ su na drogę. A pan mi strzelił w brzuch. BOHATER: Czyściłem pistolet. CHŁOP: Pan był wykształcony, ale głupszy pan był odemnie Choć miałom tylko siedem oddziałów. Politycznie pan był głupszy. Nabrali pana. BOHATER: Rozkaz to rozkaz... CHŁOP: Tteraz pan te głupoty jeszcze powtarza. BOHATER: Pewnie zaczni® się martyrologia. CHŁOP: Co, apni® podchoźrąży? BOHATER: Gadanie o cierpieniach i torturach. CHŁOP: To naw®t ni® wi®m, ż® to się tak nazywa... BOHATER: Martyrologia, męczeństwo.. .rozumieći® X?f M®wa? CHŁOP: Moj® przezwisko było Wrona...Ja tam myślę, ż® pan był gorszy śmi®ó od®nni®. Pan j®st wygadany, al® bojący się. Ni®ch pan podchorąży się na mni® ni® gni®wa, znam fszcz” gorszych od pana. d®d®n taki to prz®mawia ciągi1’ prz°3 radio i pisz®'. Dawniej to się na fgo Zdanowa powo ływał w swoich rozprawach a fraz cytuj” jakąś pannę i ,/Z Janka Klziora. Smród .ził z” strachu i powiadała, ż“ przeła­ mywał swoją świadomość czy fż nawyki drobnomi”szczański”.

Page 34

32. ki'ch pan, pani® podchorąży o prostych ludziach ni® gada. Prostych ludzi już ni® ma w naszym kraju. BOHATER: Chłop podchodzi ^ex±o®B®HATKR: £ Chodźci® tu Wrona, podajcie mi rękę, do tapczanu. Bohater całuj® CHŁOP: To ja już pójdę, pani' podchorąży. To go w rękę. niby u nasyjuż po r®wolucji? BOHATER; Tak, Wrona, zwyciężyłaś. CHŁOP: To ta panienka, co śpi, i ci wszyscy co do pa­ na tu przychodzą, to oni są już nowi ludzie? Socjalis­ tyczni? BOHATER: To są sprawy złożon®. CHŁOP: Pan podchorąży zawsze się wymigiwał. Przy stoi® ni® zwracając uwagi na Chłopa i na rozmowę rozkłada z t®czki swój® papiery Nauczyci 1. Osunął jabłko i srebrną tackę z resztkkmi kawy w filią NAUCZYCIEL: Proszę się nie denerwować. Proszę po* żankach. myśleć. CHŁOP: Co tu pan robi? NAUCZYCIE!: On ma dziś egzamin dojrzałości. Maturę. CHŁOP: Ale czego dzi^siaj? NAUCZYCIEL: Jest już spóźniony czterdzieści lat. Dłu­ żej cz°kać nie mogę. Niech pan siada. Niech pan się przy- Bohater siada na gotuj®, tapczani®. Odruchowo zapina k'łni®rzyk koszuli, zd®jmuj® kurtkę piżamy. Chłopa koło ni®go już ni® ma. NAUCZYCIEL: Co mi pan powie na t®mat przyłącz®nia Rusi Cz®rwon®j? Bohater gorączko- Bj^^TER': wo szuka po kiesz°niach, wyj- j« zmiętą kartką. Ukradkiem, pot®m bardziej ostentacyjni® czyta. i

Page 35

33. BOHATER; Z© śmiercią króla kanti® Daniela rozpoczął się okr°s upadku Rusi Cz®rwon“j.Wprawdzie jeden z jego syn°w, Szwarno, jako zięć Mendoga zasiadł na krótko na tronie litewskim, ale o drugim , Lwie I, wyrażają się kroniki niepochlebnie. Po nim panował krótko jego syn, Jerzy I, który połączył księstwo włodzimierskie i halickie w jxdnyxvrękux swoim ręku. Synowie jego Andrzej i Lew II halicki utracili na rzecz Giedymina Podlasie i Polesie, ale następnie zawarli z nim przyjaźń, a jeden z synów Giedymi­ na, Lubart, orzenił się z Buszką, córką Andrzeja. Siestrzeńcem obu książąt był Bo^sław, syn Trojdena, księcia Mazowiec kiego, który poślubił jedną z córek Giedymina, a więc siostrę Aldony, żony Kazimierza Wielkiego..., Nauczyciel patrzy cały czas w papiery. NAUCZYCIEL: Świetnie, doskonale. Brawo, młodzieńcze, jest pan doskonale przygotowany do życia. Właściwie zdał pan swój egzamin dojrzałości - ale dla świętego spokoju muszę zadać panu jeszcze kilka pytań, rozumie pan czcza formal­ ność ... .Niech mi pan powei, co pan ostatnio cżytał? BOHATER: ^azetę. NAUCZYCIEL: A w tej gazecie? B OHATER: Porady. NAUCZYCIEL: Proszę mi opowiedzieć swoimi słowami. BOHATER: Jedna Marysia zakochała się na wczasach w Wacku. Potem z® sobą chodzili, al® przedtem Wac°k, którego Marysia pokochała pierwszą gorącą miłością chodził z Jadzią, co jed­ nak ukrył przed Marysią i został posłany do wojska. Ki®dy napisałam do Wacka, ż® spodziewam się dzi® ka, które poczęb się wcześniej, Wacek nie odpowiadał, lecz mi napisał później, że on się spodziewa dziacka z Jadzią, która chodziła z Rad­ kiem. Ja mam teraz ,"Przy jaciółko" , lat 16, a gdy poznałam Gienka miałam lat 8 i wierzyłam w ludzi. Teraz jestem w na­ szym miasteczku wytykana palcami. Poradź, kochana "Przyjaciół-

Page 36

34. ko” co robić. czy może być dla mnie jaszcza życip? NAUCZYCIEL: Wy, młodzi jesteście jednak nastawiani wy łącznio na używanie życia...fakt, smutny fakt...a któż będzie ciprpiał na tym śwIpcIp. ... BOHATER: Właśnie, panie profpsorzp. NAUCZYCIEL: Jakie ma pan plany na przyszłość? BOHATER: Zabieram się do nauki języka chińskiego. NAUCZYCIEL: Pięknie...a ile łżEsyrpas sobip pan lat liczy? BOHATER: Sześdżiesiąt... NAUCZYCIEL: Pięknie, młody człowieku, pamiętaj, że czym sko­ rupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Dziękuję, więcej pytań ni® mam. Zbiera papiery do taczki. Aaa, przypoMlałrmwsohisj powiedz mi jeszcze za co ko­ Przypomniał sobi»o chasz Chopina? BOHATER: Chopin ukrył w kwiatach armaty, panie profesorze, i spopularyzował imię Polski w świcie. NAUCZYCIEL: Tak, lecz cóż odczuwasz słuchając jego muzyki jak rok długi? BOHATER: Odczuwam głęboką wdzięczność dla kompozytora. NAUCZYCIEL: Jakże można mówić o tym, że młodzież j^st cy­ niczna i obojętna. Bohater wyciąga w stro­ nę Nauczyciela rękę z rozstawionymi palcami. . BOHATER; Pani© profesorze! Proszę do mni°. Nauczyci0! podchodzi, siada. 3 Co to j°st, pani® profesorze? NAUCZYCIEL: Ręka. Bohater zaciska pale©. BOHATER: A to? NAUCZYCIEL: PięśćS Bohater zaciska i BOHATER: Ręka, pięść, ręka, pięść, ręka, pięśća Ręką gioż- otwi^ra dłoń.' na zabić, udusić, napisać wiersz albo receptę, można Pieścić .

Page 37

. 35 Po drugiej stroni® łóżka wystająca spod kołdry kobieca ręka powtarza te ruchy. Bohater bi-rze ze stołu jabłko, pokazuje na­ uczycielowi. BOHATER: Co to jest? NAUCZYCIEL: Jabłko. Pokazuje glzik. BOHATER: A to? NssnsżyislK NAUCZYCIEL: Guzik. Z Tapczanu wstaje tymczasem, jakby do pracy po nocy spędzonej we własnym łóżku Sekretarka. Jest w nocnej ko­ szuli, która gdyby włożyć jeszcze bieliznę może służyć za plażową xKkut« sukienkę. Wstaje i od razu przynosi Bohaterowi teczkę z papierami. Przechodząc, jakby z przyzwyczajenia, żeby coś brzęczało włącza telewizor. SEKRETARKA: Do podpisu, panie dyr®k- trorz®. Bohater w milczeniu podpisuje szeregi dokumentów. W telewizorze Chór Starców deklamuje Kochanowskiefeiego wprost do Sekre­ tarki . "Day, czagoć nie ubędzie, byś najwięc«y dała, D^ y, czegoć próżno dawać potem będziesz chciała, Kiedyć zmarszczki twarz zorzą, a gładkie zwierciadło Okaże to na oko, że cię siła spadło.... SEKRETARKA: UWielbiai Kochanowskiego. "Nie uci8kay,ma rada, wszak wiesz, im kot starszy Tym, pospolicie mówiąc, ogon jego twardszy I dąb, choć mieścy przeschnie, choć list na nim płowy, Przedsię stoi potężnie, bo ma korzeń zdrowy... SEKRETARKA: Jakiś dziennikarz stoi pod oknami, prosi o wywiad. BOHATER: Jutro.

Page 38

SEKRETARKA: Czeka Od Zpszłpgo roku, pan rozumi®, panią dyrektorze, że w naszych czasach przed®- wszystkim szybkość informacji... Bohater do nauczyciela. BOHATER: Tan wybaczy, jestem bardzo zajęty. NAUCZYCIEL: Jeszcze jedno małe pytani®. Czy ni® mśg mógłby mi pan pożyczyć pięciuset złotych? Ni®?... j "Patrzy na Sekretar- t Bay, bay! kę.Ta kiwa mu ręką. Pr z® ciąga się. ’""-"--^ W tel-wizorz® reportaż z jesiennych albo z wiosennych Łazienek. Mamy z dzi®ćmi, złota \zakochan® pary ’ jesi®ń, łabędzie “ha wodzi®? kilka obserwacji obyczajowych. Sekretarka podchodzi do Bohatera SEKRETARKA: Jestem taka zmęczona, senna. , ten przytula się do jej-brzucha. Wejdę do łóżka. Pochyla się nad nim, ca- łuje w kark i powoli opada na tapczan, senna, zasypiająca, bohater gładzi jej rozrzucon® na poduszce włosy. Ojciec wygląda przez okno. Odwraca się. OJCIEC: Tak, już najwyższy czas. Matka podnosi z ziemi kwzait kurtkę od piżamy, którą Bohater zdjął zdając egzamin dojżałości. Kładzi® ją staranni® na fot®lu, pot®m dołoży tam j®szcz® nocną koszulę sekretarki. OJCIEC: Widzisz, Tadziu, chcę z tobą Ojci°c podchodzi do Bohatera. pomówić dzisiaj jak z mężczyzną. Cóż la­ ta lecą...Zapewn® zauważyłaś w swym organizmie pewne niepokojące zmiany. Broda ci twardniej®! i gęstniej®, włosy na głowi® wypadają, głos grubi j®...Czas®m mi®wasz zap®wn° sny,prz®budzony myślisz o różnych rz®cz$ch.... Matka znajduj® j®szcz® Inn® części garderoby BohatG-a. -M^^A. Mówi do Ojcax z rozrz®wieni®nm. MATKA: Pamiętasz Kornelu, j®szcz® ni® tak

Page 39

37. dawno pokazywałoś mu okienko, przez któro go bociek wrzucił do naszego mieszkania*..Biedno my, matki... OJCIEC: Widzisz, dziecko, Celem życia jest utrzyma­ nie życia. Najpierotwnijszym sposobem życia jest rozmnażanie bezpłciowe. Osobnik dzieli się zazwyczaj na dwie części, lub też rozwija się w nim rodzaj pącz ka, który po pewnym czasie odpada tworząc nowo indy­ widuum. MATKA: Nogdy mi o tym nie mówiłeś... OJCIEC: Ni© należy to oczekiwać drobiazgowego opisu zew­ nętrznej mechaniki miłości u wszystkich gatunków zwie­ rząt. Słynne jest dzi°woródzwto mszyc. Nie mni®j cie­ kawa jest partenogeneza. wirczyków...Wśród świerszczów samięuposiada aparat muzyczny, samica zaś obdarzona jost organem słuchu, który mieści się w tylnych nogach. Tak samo u koników polnych jedynie samiec może wydawać dźwię ki. czy dźwięki te to wołania miłości? MATKA: Nie wiem. OJCIEC: Kumu w drogę...Najlepiej, Wacku nie myśl o głup­ stwach. .. Ojciec pochyla się nad kpiącym, oddychającym szybko Bohaterem. Ale Bohater chyba nie spał, bo natychmiast jak Ojciec znika BOHATeR: Szkoda, że spałaś. Ojciec tu cieks znad niego otwiera oczy. We rzeczy opowiadał. Sekretarka przytula się SeKReTARKA: Więc ty masz ojca? Jakie to dziw- do jego ramienia. n«. BOHATER: I matkę. SEKRETARKA: Nie mogę sobie ciebie wyobrazić w Sekretarka śmieje się. kształcie embriona. luszek? Więc byłeś tyci, jak mój pa­

Page 40

38. BOHATER: Tyci... SEKRETARKA: A potem ssałaś pierś? BOHATER: Byłem karmiony z butelki. SeKRETA KA.: A wąsy? Kiedy ci wyrosły wąsy, broda BOHATeR: W poniedziałek. SEKRETARKA: o jakim to grubym głosem mój kogucik mówi... BOHATER: Biedy ojciec... SEKRETARKA: Bledjiji?! Opowiedz mi o swoim starym. BOHATER: Gdyby mój ojciec ky±vkapjtan^mwBkrękM był kapitanem okrętu b iskupSm gdybyk miał szablę, wstęgą gwiazdę wstęgę stolec koronę gdyby odkrył Amerykę zdobył szczyt gdyby jednym słowem różnił się choć trochę od zwykłych szarych ludzi SEKRETARKA: Mój złoty, ludzie nie Są szarzy! BOHATER:x£& ...gdyby się różnił od tych zwykłych szarych ludzi gdyby był ludożercą Lollobrygid<’ astronautą Ale on był małym urzędnikiem w powiatowej mieścinie takim jak ja iwkim k jak ty jak my wszyscy x Tacy ludzie odchodzą szybko. Zapomina się o nich. Wy 3dżiec te stąd i zapomn ici=. o, mx -

Page 41

39. M wi?fx M^dy był m małym chłopcem, marzy­ łem o tym, żaby zostać strażakiem. Obciąłem mleć błyszczący chełm, pas, toporek. Zdawało mi się, że z płonącego domu wynoszę znajomą dziewczynkę, że wszyscy mnie podziwiają, dziękują, przypinają medal. Biegałem po podwórku z rozwartymi ramionami i wtedy zdawało mi się, że jestem samolotem i lotnikiem. Sk»^ Byłem też małym zrebaczkiem...Kiedy zacząłem chodzić do szkoły zmieniły się moje marzenia, chciałem być pod- różniekiem, milionerem, poetą albo świętym. sekretarka: a teraz? BOHATER: Teraz zawsze jestem sobą. Tak długo wędrowałem, zanim doszedłem do siebie. SEKRETARKA: Do siebie? Jak tam wygląda. Jak tam jest? BOHATeRi Nic. Wszystko jest na zewnątrz. A tam są jakieś twarze, drzewa, obłoki, umarli...ale to wszystko tylko prze pływa przeze mnie. Widnokrąg jest coraz mniejszy. Najlepiej widzę, kiedy zamknę oczy. Z zamkniętymi oczyma widzę miłość, wiarę, prawdę... SEKRETARKA: Ni© znam s/ę na tym. BoOHATER: Tak, tak to jest... Sekretarka wstaje, jest an°w w koszuli. Zk Bierze z® stołu sławne jabłko i eh® ugryźć, patrzy na Bohatera. T®n zasnął t®Taz chyba naprawdę. Oddycha półotwartymi ustami, twarzą ±bx w górę. Sekr®tarka pochala nad tą twarzą jabłko. SEKRETARKA: Zjedz, skuś się,...zas- nął...Mężczyźni są strasznie dziecinni. Ciąglę dążą, a jak dotrą do cęlu, rozpaczają. Spieszą się, mordują. Nigdy by w nich ni® dojżał płód. Są nieuważni. Zad®n z nich nię uchroni, przęz dzięwięć mięsięcy owocu.Jak to dobrzę, ż® my dźwigamy i rodzimy życię...Oni są urodzonymi abstrak-

Page 42

40. cjonistami, W tym jest śmięrć. Sękrętarka uśmięcha, zaczyna jęść jabłko. Chrzęst owocu. Słychać tękst Chóru Starców. ”Dzięckięm w kolębcę kto łęb urwał Chydrzę.. Sękrętarka przytka palęc do ust. S KR TARKA: Ciii..ciszęj.• Podchodzi do tęlęwizora i zeisza go. Ję dalęj jabłko. ”T n młody zdusi cęntaury Piekłu ofiara wydrżę do nięba pójdzię po laury. Al'* w tęlęwizorzę nię widać wcalę Chóru starców. Kilku mężczyzn pokonuje olbrzymią białą płaszczyznę * afrykańskich gór. Są w mskswk cięmnych okularach i z trudęm stawiają każdy krok, ciężko oddychając. Nad Bohatęręm pochyla się Dziennikarz. Potrząsa za ramię. DZI NNIKARZ: Panię, panię. Niech pan się zbudzi, to ja. HOHAT R: Co? Kto? Bohatęr siada na łóżku. Dzi^Mitar DZI NNIKARZ: To ja, muszę zadać panu kilka pytań. BOHAT R: Pan, mnlę? DZI NNIKARZ: Sękrętarka zapęwnę wspominała... Dzięnnikarz wyciąga notęs. BOHAT R: Pan z prasy...Nię widział pan tu jabłka? DZI NNIKARZ: Nię. BOHATR: A może pan zjadł to jabłko...? Dzięnikarz śmięję się. DZINNIKARZ: Nię, nię zjadłęm. BOHATR: Jęstęścię zdolni nię do takich rzęczy.... DZINNIKARZ: Chelałem z panęm porozmawiać poważnlę. W związku z Nowym Rokięm nasza agęncja pragnię przęprowa- < dzić kilka rozmów z różnymi znakomitościami, a także zę zwykłymi ... > BOHATR: Prostymi... DZINNIKARZ: ..a jakż*, prostymi obywatelami.

Page 43

41. BOHATR: No? DZIWIKARZ: Czy może mi pan powiędzięć jaki ma pan x cęl w życiu? BOHATR: Ja już osiągnąłem i tęraz raczęj trudno mi powiędzięć... DZIWIKARZ: A czy jęst pan zadowolony z tęgo, że żyję? BOHATR: Tak...nlę,..tak, właściwię tak. DZIWIKARZ: A dlaczęgo? BOHATR: Czy ja więm... HZ IW IKAR Z : A któż to ma więdzięć? BOHATR: Nię więm. DZIWIKARZ: A częgo pan chcę dokonać jęszczę? • BOHATR: Noo...mam różnę plany, chciałbym oczywiścię.. ..wprawdzie... DZIWIKARZ: Jakię są pana poglądy politycznę? BOHATR: Kto ma o piątęj rano poglądy politycznę? Osza­ lał. Chccę, żeby miał o świcię poglądy! Trzęba się u- myć, ubrać, załatwić, wyczyścić zęby, zmięnić koszulę, założyć x?x«xH krawat, wciągnąć spodnię i dopięro poglądy.... DZIWIKARZ: Rozumięm.. .Czy więrzy pan w zbawięnię? BOHATR: Tak..nię...do pęwnęgo stopnia...śmięsznę pyta- nię... DZIWIKARZ: Jęśli się ni mylę,pan jęst prostym człowiękięm? BOHATR: Tak. O DZIWIKARZ: Pan wię, żę w pana rękach lężą losy świata? BOHATR: Do pęwnęgo stopnia. DZIWIKARZ: Co pan zamięrza uczynić, aby zachować pokój a na święcię? • BOHAT R: Czy pan zdaję sobię sprawę, że w wypadku tasak wojny wodorowej zginię ludzkość?

Page 44

. ' 42. Bohatr: Oczyiwście, oczywiście.... DZINNIKARZ: I co pan robi, żeby nie dopuścić do wybu- Bohater wstaję, chodzi pc pokoju. chu? Dziennikarz patrzy BOHATR: Nic. za nim. DZINNIKARZ: Alę przecież kocha pan ludzkość? BOHATR: Oczywiście. DZINNIKARZ: A dlaczego? BOHATR: Jeszczę nie wiem. Trudno mi odpowiedzieć, jest dopiro piąta rano, niech pan wpadnie koło południa, może już bede wiedział. Dząnnikarz chowa notes. DZINNIKARZ: Niewiele si^ tu dowiedziałem. Bohater zatrzymuje BOHATR: Za późno pan przyszedł. sie przy oknie, taj, DZINNIKARZ: Do widzenia. jak zawsze patrzał jego ojciec tak i on patrzy w dół. Patrzy długo. Widzi jak z klatki schodowej wychodzi grubas, który tak podejżliwie patrzał na niego wysiadając z windy. Wynżągszw Wynosi .swój wózek dla bliźniąt, u montuje go na asfalcie P'dwórka i odchodzi.

1 / 44
  • -001 (Currently viewed)
  • -002