ATKK-NZ-ZYC-I-001

Opis

Maszynopis z transkrypcją dyskusji wokół filmu dokumentalnego Krzysztofa Kieślowskiego "Życiorys" (1975) zrealizowanego dla Telewizji Polskiej. Dokument zawiera listę dziennikarzy i zapis głosów uczestników spotkania - m.in. Tadeusza Hołuja, Bogdana Kichnowicza, Józefa Lipca, Jana Bronka, którzy komentują film, styl dokumentu "z życia" oraz jego możliwy odbiór wśród członków partii i robotników. Omawiają m.in. wiarygodność przedstawienia komisji kontroli partyjnej, problem "fikcyjnych" czynów społecznych, konflikt jednostki z partią i kwestię pokazywania filmu w zakładach pracy. Wypowiedzi spisane są ciągiem prozatorskim, z zaznaczeniem nazwisk mówców, bez podziału na sceny czy części. Maszynopis ma charakter roboczego zapisu dyskusji po projekcji, w udostępnionej kopii bez widocznych odręcznych poprawek.

Rodzaj dokumentacji
A - dokumentacja aktowa
Kategoria
filmy niezrealizowane
Nazwa serii
Życiorys
Technika
maszynopis
Język
polski
Reżyseria
Krzysztof Kieślowski

Strona 1

Tadeusz Hołu.j; Mam kilka luźnych uwag. Po pierwsze: nie jestem kry­ tykiem filmowym# ale wydaje mi się, że można by zaryzyko­ wać twierdzenie, że w Polsce rodzi się jak schowa polska szkoła filmowa, czy nowa fala. Bo jeśli zbierzemy kilka ta­ kich wydarzeń jak wasz film, jak "Dyrektorzy’’ to niezależ­ nie od gatunku filmu i ich wartości artystycznej są to fil­ my - jak to się mówi - z życia. I toxs z życia tego nie eg­ zotycznego. Po drugie wydaje mi się, że ten rodzaj - dokumwnt /ja go uwielbiam/ jest dzisiaj niesłychanie popular­ ny. Proszę sobie uprzytomnić, że przecież tu się nic nie działo w sensie normalnego filmu. Twórcy filmu uniknęli znakomicie historii dokkętek filmowych, obrazów retro, te­ go jak on z tą dziewczyną i tego wszystkiego. Jest to film tego typu, jak "Dwunastu gniewnych" i tego rodzaju drama­ turgia: siedzi kilku ludzi przy stole i mówi. I okazuje się, że to może być i dramatyczne i artystycznie świetne, o ile ci ludzie mówią o rzeczach nas interesujących. Mie­ liśmy już takie próby, i teatralne i film®! e, gdzie ludzie siedzą przy stole i mówią. Ale z tego jest ogólne zlewanie. Po trzecie: nie wiem, czy tent film zyskałby sobie takie wzięcie, jak tu na tej sali, gdybyśmy go pokazywali na nor­ malnym ekranie w normalnej sali kinowej, dla tzw. normalnej publiczności. Natomiast zastanawiania się i tutaj mam apel do obecnych towarzyszy partyjnych, czy takiego filmu, może i w półgodzinnej wersji, nie należałoby puszczać po prostu w zakładach pracy? W czasie przerwy w pracy. Ja zaraz po­ wiem dlaczego. Ja tutaj daleki jestem od tzw, prostej pro­ pagandy. Zresztą to nie jest to. To nie jest ta prosta pro­ paganda. Film przecież niczego nie rozstrzyga. Stawia kil-

Strona 2

- 2 - ka zagadnień, nfe słychanie żywotnych w tym środowisku, ale nie tylko w tym, bo to nie są sprawy tylko środowiska robotniczego - komisja kontroli partii i stosunek do tych spraw, pokazuje to w jakiś bardzo ludzki sposób, ludzie są moim zdaniem znakomicie dobierani i sprawy są świetnie dobierane. Ja nie wiem, jakie doświadczenia wy macie, do­ świadczenia partyjne - twórcy tego filmu, ale mnie to też uderzyło, że sprawa, ta intryga wymyślona przez was nie tylko dramaturgicznie, ale politycznie trzyma się kupy. To jest życiorys. Można złożyć sobie fabułkę z kiłku sprawę, z kilku życiorysów, ale w tej linii tego bohatera one mo­ głyby być sprzeczne. A one się nie kłócą. Jest to przecież wielki problem, jest to kawałek tragedii człowieka, bo tak między Bogiem a prawdą to obie strony przecież mają rację. To nie jest sprawa rozstrzygnięta. Nie ma tego nahalnego mówienia i przy zakończeniu filmu kładzenia krpki nad i. Tak że sprawa warta jest szerszego omówienia. Może twórcy powiedzą, jakie mieli tutaj kłopoty, na przykład kłopoty typu nożyczki państwowe. /Z sali: Minimalne/. To to jest dla mnie bardzo pochlebne, dla państwa, dla partii. Wyder je mi się, że to jest pozytywnym objawem, że inspiruje się taką sprawę i nie robi się potem z tego..a Gdybym ja był cenzorem zawodowym, to bym 3/4 tego filmu z zawodu powyci­ nał. Bo myśmy się oduczyli o pewnych rzeczach mówić, inne zaklepujemy, np. "Ozterdziestolżtek”. Zresztą wszystkie filmy. Bogdan Kichnowicz: obciąłbym tutaj podpaść niektórym, zwłaszcza mojej władzy propagandowej - nie chodzę do kina. Po prostu nie lubię kina. Z panem czy towarzyszem Skietlowskim/?/ spotka-

Strona 3

- 3 T łem się raz dotąd na "Personelu”. I chę posiedzieć, że mi się nie podobała ta fabuła zorganizowana właśnie w teatrze* Osobiście oczekiwałem tego, że te problemy lepiej by zagra­ ły dla odbiorcy, to jest mój indywidualny pogląd, gdyby fa­ buła była gdzie indziej, I teraz do”Życiorysu". Kilka luź­ nych uwag. Tutaj już przedmówcy mówili, że film się podo­ bał. Ja osobiście chciałbym go widzieć w swoim gronie, wśród ludzi. Rzeczywiście jest on a życia. Jest sporo takich przy­ padków, g sie można byłoby tę naszą partię nawet zbliżyć bardzie, przez ®®kxxx^|x ten film niż stracić pokazując go. Stąd śmiem my­ śleć głośno, że on nie jest tylko dla członków partii. Z tym, że osobiście nie podpisywałbym się pod kinem, ale wyo­ brażałbym sobie sporo ludzi w zakładach pracy, którzy nie są w partii, ale są albo sympatykami partii, albo się też nad nimi pracuje w partii. Niechże zobaczą, czym jest par­ tia nawet i od tej strony* Chociażby postawy ludzkie, cho­ ciażby motywacje tego człowieka, czyia kierowały jego ży- ciorys. Czy 30- czy 40-mlnutowa wersja? linie się wydaje, że obojętne byłoby, którą wersję pokazywać. Czy na zamkniętych seansach? No, tutaj można by dyskutować. Jest aktyw mło­ dzieżowy, wyrobiony, który do partii po prostu gdzieś tam stuka. Nie bójmy się pokazać tego filmu* I ja refnlekt ował- bym na taki seans* I druga uwaga, może bardziej krytyczna. Ja miałem do czynienia z trochę powaśnioną/?/ komisją kontroll partyjnej. I tak myślałem na tym filmie: czy do koń­ ca z życia?Przepraszam, że teraz może trochę przeholuję. Dla mnie ta komisja była jednak trochę Niepartyjna* Może się mylę* Ja nie miałem do czynienia z taką komisją 1 nie chciałbym mleć, ale wydaje mi się, że wśród tych siedmiu czy dwunastu sprawiedliwych powinniśmy znaleźć jednio,

Strona 4

- 4 - którzy idzie po tej pozytywnej stronie oskarżonego i próbu­ je przynajmniej wysupłać te elementy, które woale nie są u oczywiste. Żeby nie być gołosłownym. Nie wiem, czy to jest przypadkowy lapsus, czy rzeczywiste potknięcie, czy chciał to autor scenariusza pokazać wreszcie. Zauważcie: jeden z członków komisji nie pyta się o dowody, nie oczekuje dowo­ dów, on chce dokumentów. To był lapsus. Nie wiem, czy zwró­ ciliście na to uwagę. A więc to tyło świadome? On nie chce dowodów, nie chce obrony tego człowieka, on chce dokumen­ tów. W zderzeniu z tą kliką to było chyba świadome rozstrzyg­ nięcie. Kiedy ja miałem do czynienia z tą swoją małą komi­ sją i kiedy byłem przez nią zapraszany jako sekretarz, to musiałem więcej naginać tę drugą stronę, żeby tam mnie - że tak powiem - prawomyślnie widziano. Więcej jest jednak w tym coś z życia z obrony, z dania szansy człowidcowi, który po prostu gdzieś tam się potknął, pomylił, nie tak szedł przez życie. Je nie znaczy, że ja dyskredytuję abso­ lutnie i zamysł i ten film, tylko czepiam się do tego ele­ mentu konstrukcji tych ludzi. U wielu odbiorców będzie ta reakcja: bój się kontroli, jak bój się Boga, bo mnie nie zrozumieją. Czy też z kolei człowiek w partii nie mówię, że ma prawo błądzić, bo po prostu powiedziałbym źle, ale zdarza się i tak też ten nasz oskarżony przez moment pró­ buje się bronić, że w końcu takie jest życie. Źe w kopcu jest taka sytuacja, że dany członek partii może mieć taką sytuację. I rodzi się pytanie: czy od razu ma opór, mur i niezrozumienie u wszystkich. To był detal, obciąłbym rze­ czywiście raz jeszcze podpisać się pod tym filmem, z ra­ dością go oglądałem i jeżeli będzie możliwe po prostu za­ pisać się w kolejce do wypożyczenia tego filmu.

Strona 5

- 5 - Józef liplagt Nawiązując do tych głosów poprzednich obciąłbym sformułować tezę następującą: sytuacja, którą w sposób sztuczny stworzyli realizatorzy filmu jest powtórzeniem sytuacji, w jakiej znajdują się naprawdę ci sami ludzie, którym przychodzi - podkreślam to słowo - odegrać dokła­ dnie taką samą rolę na dziesiątkach podobnych czy takich samych posiedzeń, kiedy przychodzi rozstrzygać w swoim, ale nie tylko swoim imieniu, bo w imieniu pewnej roli, którą mają do odegrania w tej sytuacji. Tam są bowiem ta­ kie jakiem dwa plany, które realizatorom udało się na sa­ mym wstępie filmu wyłowić w głosie tego młodego sekreta­ rza, który potrafił zidentyfikować sytuację, w której się znalazł mówiąc, że on jako człowiek to przyznaje rację te­ mu podsądnemu, natomiast jako sekretarz zareagował w okre­ ślony sposób, potępił go, wyrzucił go z partii i dalej podtrzymuje tę swoją decyzję. Mamy tutaj zatem do czy­ nienia z bardzo kłopotliwą kombinacją owych społecznych ról, które przyjmuje każdy politykujący członek partii, bo nie wszyscy to czynią. Mianowicie rozdzielają siebie na człowieka... Rozdzielają człowieczeństwo od czegoś, co niesie jakieś inne racje. I dopiero to, co nieczłowiecze, jest partyjne. Tutaj film zdradził najgłębszą ze swoich tajemnic, mianowicie był on opowieścią nie tylko o pewnej sytuacji, o pewnej konkretnej sprawie, ale był wskazaniem na taką egzystencjalną powiedziałbym sytuację człowieka znajdującego się w roli oceniającego innego człowieka. Po prostu ja sobie wyobrażam, że nawet ten iżynier grają­ cy robotnika, nawet ten robotnik, który opowiadał o swoich perypetiach z dzieczyną, zanjduje się w tej chwili przed

Strona 6

• 6 - oczami tych, którzy muszą w tej samej sprawie zadecydować o nim decydując o sobie. Ich w tym momencie nikt nie pyta, jakie oni mieli dziewczyny pod drodze, w latach 60-tych. I oni nakładają teraz na ocenę tego człowieka swoją własną sytuację, w której się z całą pewnością znaleźli ik kto® wie, jak oni postąpili. Atakują go, wygłaszają jakieś takie ko­ munały na temat jego ślubu kościelnego i ochrzczenia dziec­ ka, a oni wszyscy prawdopodobnie nie dość, że sami są o- chrzczeni, to kto wie, czy któryś z nich w podobny sposób nie postąpił. Stawiam taką hipotezę. /Po uwadze z sali:/ Z dziewczyną - wierzysz, a z księdzem - nie. /Uwaga z sa­ li: z dziewczyną łatwiej jak z księdzem/. Nie wiadomo jak to wygląda, ponieważ /.../ partyjne nie ujawniają wszyst­ kich tych kryteriów, które występują. To jest sprawa pierw­ sza. Sprawa druga to to, co zasługuje na ukłon w stronę tego filmu, to znaczy dokonanie, tylko znacznie głębiej niż "Dyrektorzy”, niż inni l.ch rówieśnicy, pokazanie na przykładzie jednego! życiorysu działalności partii na tym szczeblu, na którym ona ma największe społeczne znaczenie. Gdzie członkowie partii bezpośrednio stykają s ię z proble­ mami, które już wymagają określonej decyzji i własnej po­ stawy. Znacznie łatwiej z całą pewnością być dzielnym ko­ munistą z pozycji np. pracownika wydziału organizacyjnego KC, czy innych wydziałów na szczeblu wojewódzkim, niż być tym członkiem partii na szczeblu, gdzie on się bezpośred­ nio musi stykać z ludźmi. I rozstrzygać w swoim sumieniu pe­ wne racje, k±śxx za którymi musi iść określony czyn, Mowa o tym czynie społecznym, który był tym hasłem wywoławczym. Jeżeli na tym filmie się powiada, że 80 procent czynów par­ tyjnych, czynów społecznych, czynów produkcyjnych stanowi

Strona 7

- 7 - w rozliczeniu rodzaj fikcji... /Siatkowski: czyny produk­ cyjne są fikcją jako czyny społeczne/. Za to się płaci, one nie mają w ogóle tego charakteru spontaniczności, to w takim razie sytuacja tego działacza ze szczebla zakładu ujawnia pewien mechanizm jakiegoś swoistego przymusu, na­ ginania poszczególnych członków partii, łącznie z tym dziel­ nym młodym sekretarzem do patronowania określonym fikcjom 1 jeśli takie fikcje są ujawnione i przynajmniej mają ja­ sne wyobrażenie w świadomości takiego oto robotnika, czy takich oto robotników, to nie mają szans, jak ten film to pokazywał, ujawnić się na tym szczeblu, na którym zapada decyzja o takiej czy innej działalności. Jest tutaj prob­ lem funkcjonowania organizacji partyjnej, która do tego momentu może dobrze funkcjonować - ten film stawia taką te­ zę - dopóki ona jest w zgodzie z ogólną dyrektywą. Nato­ miast jośli okazuje się na dole, że ogólna dyrektywa jest dyrektywą prowadzącą do pewnych fikcji, jest ant wychowaw­ cza, antysocjalistyczna, wówczas stawia się tego człowieka w sytuacji katastrofalnie bezradnej. On trafia wreszcie do grona jakichś mądrych, kiwających głowami... I w sumie ja się z nimi zgadzam. Oni mówili, co mogli. To byli ludzie, którzy w sumie«/Slatkowski: robili, co umieli,/ Co mogli w ramach określonej roli. Tak że ja się do nich pozyto­ nie nastawiam. Mogę sobie wyobrazić zebranie takiego ze­ społu, który dyskutuje krótko... Zależy od tego, jacy lu­ dzie tam się zbiorą, z jakimi doświadczeniami, mogą zała­ twić krótko sprawę, nie podejmować jakiejś dwugodzinnej dyskusji z delikwentem i zatwierdzić to, co proponuje ko­ mitet zakładowy. Może się przecież zdarzyć i taka sytuacja. Zapytałem członka JKKP, jakie może być inne zakończenie

Strona 8

- 8 - jak nie to, które się ujawniło w samym filmie. Zakończe­ nie będzie pozytywne dla obywatela - będzie mu przywróco­ na legitymacja partyjna. Ja nie raiłabym co do tego takiej pewności. Natomiast sądzę, że sprawa przebiegała dość po­ zytywnie dla tego człowieka i ten człowiek prawdopodobnie w tym wyroku uzyska jakieś twórcze połączenie człowiecze li­ stwa z interesem nadrzędnym. Tego się można spodziewać i tego należałoby się spodziewać. Gdyby to człowieczeństwo młodego sekretarza potraktować bardziej na serio, gdyby z tego dało się wydobyć, z tego jego, człowieczeństwa pewne wnioski także dla rzeczywistości politycznej. One przecież z istoty tego ustroju, w którym dominuje partia, mają wy­ nikać. Ale tego rozdziału nie było. Ani w sferze emocjonal­ nej, ani zwłaszcza w sferze racjonalnej. Nie może być tak, że racje są podzielone, ale racja musi być w danej sytuac­ ji jakaś jedna. Ktoś tutaj musi mieć ostatecznie rację. Edward Jhudzjńskl; Tutaj już był® cały szereg wy powiedz! w tej dyskus­ ji i oczywiście, jak w każdej dyskusji każda wypowiedź pró­ buje wnieść coś nowego do dyskutowanego filmu, który jest przecież ilustracją problemu szerszego. Ja nie chciałbym zatem mówić o filmie tylko o problemie. Z tych przesłanek, o których wiemy, jak się film rodził, można wywnioskować, że to jest film instruktażowy tzn. ma ulepszyć działalność w komisji kontroli partyjnej. Oczywiście jest to Interpre­ tacja szalenie wąska i mnie ona nie interesuje. Ja nie twierdzę, że to nie jest ważne, ale to jest podproblem. Na­ tomiast problem jest inny: ten film niesie szereg pytań znacznie ważniejszych. Bo to jest film o partii. To jest

Strona 9

- 9 - banał może, co powiem, ale oczywiście życiorys indywidual­ ny, wpisany w instytucję partyjną, jaką jest komisja kon­ troli, ale popatrzmy na sprawy jeszcze z innej perspekty­ wy, znacznie szerszej. Mianowicie ten film jest tak pomyś­ lany, że on prezentuje bohatera modelowego, że sprawy naj­ istotniejsze, które w jego życiorysie się uwidoczniły i w kartotekę partyjną zostały wpisane to są sprawy, które wy­ nikają z konfliktu tego człowieka z partią. To na zasadzie tylko tzw. elementów obciążających, tej praktyki komisji kontroli partyjnej się mu tam wyciąga jakieś rzeczy, które tego człowieka mają jakoś tam zdyskredytować. I szuka się tych jego ludzkich słabostek. Ale tak naprawdę to na wokan­ dzie są dwie sprawy, które łączą się z partią. Ten człowiek w 1964 r., tego bliżej nie wiemy, tu można by mieć uczucie niedosytu, ale tym wcale nie obciążam reżysera ani twórców filmu, ponieważ w 30 minutach nie można rozsupłać węzła spraw, które się nagromadziły w naszej historii powojennej, ale mamy sygnały pewnych spraw, pewnych napięć społecznych, w które jest uwikłana partia. W 1964 r., to jest ulistrac- ja problemu w ogóle lat 60-tych przecież, do tego też w sposób znacznie bardziej neskrókowy nawiązywali "DyrektorzyM, to jest sprawa tych norm i strajków. Przecież zwróć­ my uwagę, co się dzieje w biografii tego człowieka z legi­ tymacją partyjną. On reaguje dwukrotnie i to są dwa kluczo­ we momenty w biografii tego człowieka, że on wchodzi w sprzeczność z polityką partii. Przecież mówili to już dy­ skutanci, że za wszystko, co dzieje w tym kraju bierze od­ powiedzialność partia i nikt pbza partią nie wymyśla norm technicznych i nie narzuca ich zakładam pracy. Przecież ten film ma znacznie większy, głębszy wymiar i trzeba pytać o

Strona 10

- 10 - sprawy podstawowe, elementarne. Dlaczego ten człowiek po­ pada w konflikty z legitymacją partyjną w kieszeni? I ten człowiek popada po raz drugi w konflikt w 1974 roku i ja za to twórcav cenię. W przeciwieństwie do "Dyrektorów”, co tu wyraziłem już w tym miejscu publicznie, że ten film się w tamtym momencie kończył happy endem. Ten film nie kończy się hapjy endem i ja za to obciąłbym podziękować reżysero­ wi. Bo jeżeli towarzysze się dopominają, żeby ten film po­ kazywać, albo na zamkniętych, albo na szerszych seansach, albo w ogóle w telewizji. Ale postawmy krpkę nad i o po­ wiedzmy właśnie dlaczego ten film powinien być pokazywany. Że nasza rzeczywistość jest w dalszym ciągu konfliktowa, że ludzie dzisiaj, wczoraj czy przedwczoraj stali ciągle w sytuacjach alternatywnych, kiedy przychodzi im wybierać w czymś, co nie jest gotowe, nie jest dane i jeśli podej­ mują jakąś decyzję ozy reagują z legitymacją partyjną, to się narażają na to, że trafią do komisji kontroli partyj­ nej. A czym jest tutaj ta komisja kontroli partyjnej? I to jest właśnie drugie, bardzo intrygujące tutaj patenie i problem. Ja nigdy nie stawiałem przed komisją kontroli partyjnej, ale ten film pewien problem po prostu mi unao- czhił. Bo dla mnie komisja to nie są ludzie, tylko to jest instytucja. Ponieważ z tego, co ci ludzie tam mówią i jak reagują, to wnoszę, że po prostu właśnie oni najbardziej się rozdzielają na członków komisji i na prywatnych ludzi. Być może prywatnie każdy z nich sądzi co innego, być może w swojej biografii ma podobne zakręty, a w każdym bądź ra­ zie mógłby, że tak powiem, takie zakręty wziąć w swojej biografii. Jeśli ich nie wziął, to może być szczęśliwy, bo go po prostu sytuacje, życie do tego nie zmusiły. Natomiast

Strona 11

- 11 - oni, właśnie powołani do sądzenia tych spraw już w trybach instytucji czują się sumieniem partii 1 bronią jej... /Siatkowskit może czują się jej kapłanami?/ Może to trafniej­ sze: kapłanami cudzego sumienia i cudzych spraw* Ale w imię pewnego kodeksu, kanonu - o to im chodzi. Bo dla nich musi być jakaś opoka, fundament na taki a nie inny wyrok, pytanie, dociekliwości, żeby znaleźć winę tego człowieka. Bo oni też odczuwają... Bo to nie jest sprawa taka, że fa­ cet tam kogoś okradł, popełnił raanko, czy coś, albo się łaj­ daczy. Oni go sądzą za sprawy, które ja tutaj wyłuszczyłem i nazwałem po imieniu. Bo to jest kluczem tego filmu i dra­ matycznym splotem, który ten film próbuje jakoś rozsupłać, a w każdym razie postawić go pod dyskusję, żeby on był przez nas wszystkich sobie uświadamiany. I to jest moim zdaniem niesłychanie cenne i wartościowe w tyra filmie. Dla­ tego zachęcałbym do jego przemyślenia głębszego, gdzie ten film stawia pytania, które mają początek gdzie indziej. Mi- mol żel finał mają gdzie indziej. Jan Broniek: Dobrze jest, że są ludzie, którzy chcą podejmować tę problematykę. Tym bardziej, że w moim odczużiu film jest filmem dobrym. Film właściwie co chwilę stawia pewne pro­ blemy i pozostawia je niezałatwione. Zmusza więc widza do tego, żeby sam na pewne pytania odpowiadał. Nie jest to film jednoznaczny. Na przykład sprawa jednostki*../frag­ ment niesłyszalny/Natomiast komisja kontroli partyjnej roz­ patrywała tylko jeden określony fragment życiorysu, tę kon­ kretną sprawę, za którą on został pozbawiony legitymacji partyjnej ze strony organizacji partyjnej. /Siatkowski:

Strona 12

- 12 - oni weryfikowali Jedną określoną decyzję już napisaną/* /Fragment niesłyszalny/ Ważną dla mnie sprawą jest to, że oni reprezentują zachowawcze postawy. A najbardziej dla mnie jako dla działacza wyszło to wtedy, kiedy jest mowa o czynie społecznym. Żaden z nich nie skontrował te­ go, a przecież to jest sprawa, która wymaga totalnego usprawied liwienia się w takim zespole. I ja tutaj mam pretensję, bo jestem najbardziej ciekawy tego, ci się stanie jeżeli ten człowiek wyjdzie z posiedzenie komis­ ji. Bo dopiero wtedy dochodzi do konfrontacji osobistych postaw członków komisji, a nie w trakcie tego, jak ko­ goś się słucha, kiedy prowadzi się postępowanie wyjaś­ niające. I tego właśnie byłbym na jbardzie j ciekaw: jakie kto zajmie stanowisko. /Fragment niesłyszalny/. Patrząc z pewnego dystansu odnosi się wrażenie, że jednak ten sąd jednak odstaje trochę od tego, co dzisiaj w kraju się dzieje. /Fragment niesłyszalny/. Więcej jest w tym jakie­ goś podejścia naukowego. Wydaje mi się, że# jesteśmy zna­ cznie dalej. Józef Lipiec; Jeżeli coś można dodać, to na tym polega siła na­ szej partii, że my, ludzie, którzyśmy stali wobec takiej sytuacji, jak bohater, siedzimy w tej sali, a nie gdzie indziej. Jedno tylko jest w myśleniu niepokojące, miano­ wicie to, że po jakimś czasie, kiedy myślimy, dochodzimy do wniosku, że trzeba by nad tym pomyśleć. Wyniku myśle­ nia, że się odkłada decyzję na wyniki tego myślenia może budzić zawsze takie zaniepokojenie, jakiemu zresztą ule­ gają rozmaici cyskutanci w środkach nie tak masowego prze—

Strona 13

- 13 - kazu, jakim jest dzisiaj "Kultura"# Otóż kontynuując ten ciąg głosów chciałbym powiedzieć, że jest to sprawa właści­ wie odpowiedzi na pytanie, co to jest partia, czy gdzie jest partia* To jest partia. Tylko, że tam mamy właściwie dwie partie. Bo ten bohater to też jest partia. Problem teraz polega na tym kto kogo ocenia. Bo tam mamy sytuację, gdzie jest obustronna ocena. Bo przecież tę partię bohate­ ra ocenia owa Instytucja, która na niego z mocy tej insty­ tucji wyda wyrokMówiono tutaj o etapowości* Otóż nasza dy­ skusja przebiega tutaj na następnym etapie i jest ona obja­ wem tego innego etapu. My oceniamy komisję kontroli partyj­ nej, która wydaj e wyrok i tutajs® następuje to stałe, cią­ głe samoocenianie się i tylko problem polega na tym, jakie są kryteria przyznawania tym a nie innym trendom, partiom w partii, elementom w partii prawa do oceny. To są te ra­ my, w których teraz staje bohater i ci, którzy go oceniają też w imię racji statutowych. Bo w statucie partii jest na­ pisane, że członek partii ma nie tylko prawo, ale i obo­ wiązek odpowiadać, szerzyć ideały, moralność socjalistycz­ ną itd. I on stoi też na tej płaszczyźnie i on proponuje pewną koncepcję partii. I myśmy wiele dyskusji na ten te­ mat wiedli w tym klubie i padały różne propozycje, dz^sto bowiem się zdarza tak, że partia to jest taki jakiś heglow­ ski fetysz, taki rozum nie wiadomo przez kogo reprezentowa­ ny 1^ jest tu propozycja autorów filmu, zgodna zresztą z atmosferą obecnego etapu tej dyskusji, w której się znajdu­ jmy# zgodna zresztą z atmosferą pewnej naszej samowiedzy aktualnej, że rozum partii tkwi jak by to powiedzieć w po­ trzebach, w rozsądku, w tym takim zdrowym rozsądku klasy robotniczej, w tym, co jej bezpośrednio dotyka. Nikt nie

Strona 14

- 14 - może w imieniu tych ludzi podejmować decyzji. W Imieniu lu­ dzi, którzy alężko pracując wytwarzają dochód narodowy i nie chcą być oszukiwani, bo to jest ich kraj, ich ustrój, to jest właściwie tylko ich kraj, niczyj kraj, tylko tych ludzi, którzy w nim pracują. I oni nie chcą być przez ni­ czyje manipulacje być przesuwani tam i wpowrotem i skazy­ wani na myślenie etapowe# Oni chcieliby zabrać głos w swo­ jej własnej sprawie, bo nie ma żadnej innej sprawy, jak i własna, tylko ta jedna jedyna. I teraz druga kwestia, któ­ ra ml się narzuca. Jeżeli ten film jest taki mądry i czy­ sty w swych intencjach i jeżeli on przemawia w Imieniu partii, to trzeba ten film, trzeba takie filmy i w ten spo­ sób - to jest jedna jedyna dfoga, żeby wydrzeć partię tyl­ ko z pierwszych stron gazet, ten film i takie filmy i ten sposób mówienia... Partia nie jest jakimś klanem czy KuKlux-Klanem w tym kraju, który ma swoje jakieś sprawy. Nie ma spraw partii i problemów partii, które nie mogłyby zys­ kać pełnej kontroli społeczeństwa jako całości, nad dzia­ łaniem partii. Jeżeli są, to chyba nie takie. Ja byłbym zdania, zresztą "Dyrektorzy” to potwierdzili, też było wi­ dać myślenie nad tym, czy "Dyrektorów" pokazać, żeby ten i takie filmy po prostu pokazywać ludziom 1 nie tworzyć ja- kihhś swoistych, według jakiegoś klucza dobieranych elit godnych obejrzenia tego filmu, godnych dyskutowania. Nad tym filmem mają prawo myśleć wszyscy, dlatego że ci wszys­ cy są współrodakami tych, którzy są pokzanl na tym filmie. To po pierwsze. A po drugie ta cała reszta to są potencjal­ ni towarzysze partyjni i towarzysze tych towarzyszy w jed­ nym wspólnym dziele, które się staje w tym kraju. Socja­ lizm się nie buduje partią, tylko się buduje przez całe

Strona 15

- 15 - społeczeństwo i partia ma tutaj do spełnienia określoną rolę i wiemy, jaką rolę. Natomiast nie jest dobrze, jeże­ li my sobie to społeczeństwo tak dzielimy na jakichś mniej lub bardziej godnych oglądania, takich jakichś dziwnych, trudnych, skomplikowanych spraw. Obyśmy nie nauczyli się przyjęcia za kanon święty tych praktyk, które wyznaczały - skąd inąd dobrze służąc - rolę np. kościołowi katolic­ kiemu, który też stosował te metody, hierarchizował wtaje­ mniczenie wśród innych, wśród rozmaitych warstw ludzkich. To jest film o maluczkich, dla maluczkich i przez malicz- kich powinien byó weryfikowany. Tadeusz Kołuj: mówió o/ Ja - jako ten maluczki. Ja chci a łb ym/ip&Kx tym fil­ mie. Nie o takim filmie, który mógłby być nakręcony i co powiedziała komisja kontroli partii po zamknięciu filmu, bo mnie to nic nie obchodzi. Ja te uwagi przyjmuję jako charakterystykę filmu, ale film się dlatego mnie podobał, że ja go rozliczam, niezależnie od tego co tam tych kil­ ku panów o tym powiedziało. Ustalmy sobie, że to jest ko­ misja kontroli partii drugiego stopnia, odwoławcza i tak się to odbywa. Komisja dostaje przecież papier. Zapoznaje się ze sprawą na początku z papieru. Po raz pierwszy woła tego człowieka, on staje i jego nikt tu nie zna. Gdyby to był film o skreśleniu go xxxxx z partii przez jego organi­ zację, to wtenczas mielibyście oczywiście inne szanse po­ kazania i tych organizacji milczącej, dlaczego co innego mówią na zebraniu a co innego poza zebraniem, konsultacji z ludźmi. Przecież też musiałaby się egzekutywa tej orga­ nizacji zebrać i przedyskutować czy dać najwyższą organi-

Strona 16

- 16 - zacyjną karęzacyjną karę temu człowiekowi* To jest pierw­ sza sprawa. Druga sprawa: co to jest za człowiek? Ponieważ to jest taki film, co nam w duszy gra i każdy z nas ma tu swoje osobiste, dobre, złe doświadczenia, albo się cieszy, że takich doświadczeń nie miał, albo ubolewa, że takie do­ świadczenia miał. Przecież to naprawdę nie jest monolity­ czna postać. Gdyby to była monolityczna postać, to by ten film tak nas nie frapował. Bo to, co on sam o sobie mówi i sam siebie usprawiedliwia jeszcze przed tą komisją partyj­ ną, to są cechy charakterologiczne świadczące o nim jako o towarzyszu partyjnym w roku 1974, gdzie stopień dojrzałoś­ ci partyjnej, wymaganie tego stopnia dojrzałości partyjnej jest większe, aniżeli w momencie, kiedy on do tej partii wstępował. Jeśli on odrzuca zarzuty, te z papieru, powia­ dając, że inni też tak robią, bo tak on mówi... Przecież on mówi, że ma lub katolicki i ochrzciłem dzieci, a inni xfcs±x z feretronami chodzą, to przecież nie jest argumen­ tacja. Źe inni kradną, to ja też kradnę? To jest cecha par­ tii, ale również jego, bo to jest przecże sekretarz partii. I za ten czyn - zresztą on nie był karany nigdy, ale to przecież niezależnie od etapu, zawsze jak długo partia is­ tniała od sekretarza partii, sekretarza organizacji wyma­ gało się wyższego poziomu politycznego czy moralno-politycznego. Przecież niezależnie od tego, że on również w wielu wypadkach miał rację, to był również rozrabiacz. Tak sobie powiedzmy. To są również jego cechy charaktero­ logiczne, że to była sitwa. Nie, że on żąda dokumentów, ale przecież on nie mówi ani słowa o tym, żet® to rzeczy­ wiście sitwa jest. Jemu się tak wydaje. Przecież to nie jest ten monolit. Dlatego to jest dobra postać, której

Strona 17

- 17 - żeśmy przeciwstaw11i komisję kontroli partii* Inaczej to byłaby inna sztuka, inny film, to już by nie była tą&pra- wa* Otóż mnie brakuje w tej postaci bohatera, nie tego, co by można było o nim jeszcze nakręcić. Bo przecież to jest pasjonat. On przecież wiele legitymacji oddawał, to, tam­ to*.. Na koniec opowiem nieprzyzwitą anegdotę. Ten typ po­ winien inaczej zareagować na zarzuty, które nie mają ze sprawą nic wspólnego, z tą dziewczyną* Ja± tu powiem, że był taki pisarz, zresztą niedoceniony, Loch Narbutt/?/. Miał to szczęście, że przed wojną skończył jako inteli­ gent pochorążówk# i był podporucznikiem rezerwy. W 1939 roku losy przeniosły go do Lwowa i tam go przyjmowali do Związku Literatów. Różne rzeczy o nim dobre mówili, bo był komunistą. Ale nie mogli jednego zgadnąć 1 pytają: to­ warzyszu Nrbutt, a dlaczegoście wy byli podporucznikiem, przecież to burżuazyjna armia? Tu się chłopak zdenerwował i powiedział: bo ja chciałem dziewczęta rżnąć, 1 wyszedł. Otóż w filmie mi tu czegoś brakuje. To jest za spokojny człowiek. On chce być w tej partii, on nie chce być usu­ nięty, a jemu tu wyciągają jakieś takie historyjki. Karę miał zmazaną i żadne komisja na to się nie moe ^powoływać. Kary nie ma. Po drugie ma jakąś dziewczynę. To ludzka sprawa* Ktoś tu powiedział o tym filmie, że on się dzieje poza kadrem i to miał być negatywny moment* On się dzieje w nas, 0 dziele, o wartości artystycznej filmu świadczy to, na ile on się dzieje w nas. Mogliście przecież pokazać różne retrospekcje, dokkętki jak to tam było. Nie, my to już ze swojego życiorysu znamy. To, co jest smutne w tym filmie, to chyba nie jest smutek tego filmu. To jest smu­ tek tej rzeczywistości, która w tym filmie jest wspomniana.

Strona 18

- 18 - Tego charakteru partii. Bo rzeczywiście na zebraniu się nie gada, a prywatnie się gada. Nie jest to oczywiście główny temat tego filmu, ale on potrąca piękną harfę strun, tych spraw, które nas szalenie interesują i dlatego mówię, że on powinien być pokazywany. Ja nie wiem czy on jest prohibltem, ale niezależnie od tego, gdzie on będzie pokazywany, ale chyba w środowiskach robotniczych. I tu bym nie rozróżniał partyjny, czy bezpartyjny* Dlatego że to są bardziej ich sprawy. Każdy z nich znajdzie w filmie stroją jakąś cząstkę, swoich rozmów, swoich układów, a może to właśnie spowoduje ten wąski, dydkatyczny sukces, że ludzie będą śmielsi, że ludzie na zebraniach będą mówić o tym, co mają do gadania. Wydaje ml się, że przeciąż niezależnie od wartości artystycznej dzieła jest przecież ta wartość dy­ daktyczna wprost, po zdjęciu pierwszej warstwy fabuły* Tow. Jędrusik - MPK: Chciałbym się tutaj podpisać pod tym, że film powin­ na oglądnąć cała partia, bo on jest o partii 1 jest filmem partyjnym. Ożyli powinni go oglądnąć wszysty członkowie partii i kandydaci partii nie patrząc na ich hierarchię. Można też zaprosić aktyw czy to związkom, czy młodzieżo­ wy i można sobie tę sprawę w poszczególnych zakładach ja­ koś uregulować. Ale co mnie dał film? Akurat jestem sekre­ tarzem komitetu zakładowego i dlatego tak się w to wpatry­ wałem. Nie chcę tutaj oceniać komisji kontroli partii, ale tak się zastanawiam i wyciągam wnioski na przyszłość. Spraw jest wiele, które nurtują członków partii i z tymi zebra­ niami partyjnymi... Jak tutaj ktoś powiedział, cenił sobie Granat tego kolegę, który jeden jedyny podniósł rękę, bo

Strona 19

- 19 - był przeciwny wykluczeniu go z partii. Ale Ja się tak za* stenawlam, dlaczego ten towarzysz partyjny - nie było mo­ wy o tym - nie zabrał głosu i jakoś nie poparł go moral­ nie w tym, żeby go nie wykluczać. Przecież trzeba go było tutaj poprzeć i myślę, że inni towar ysze też by to tutaj zrobili. 1 jeżelibyśmy dali ten film oglądać szerszemu gronu, to myślę, że to by ośmieliło naszych członków par­ tii, żeby ostrzej stawiać sprawę. Zastanawiam się, gdyby tak przyszło mi rozstrzygać tę sprawę, zatwierdzić tę de­ cyzję na egzekutywie KZ, bo zgodnie ze statutem taka spra­ wa musi być zatwierdzona przez KZ. Nie wiem, jakk# bym po­ stąpił w takiej sytuacji, jak bym prowadził tę egzekutywę i za kim bym się ustawił. Bo widzę po oglądnięciu tego fil­ mu, że to trzeba by było bardziej wnikliwie porozmawiać, poprosić na egzekutywę i wszystkich członków i tego towa­ rzysza, który może na komisji nie miał możliwości się bro­ nić. Może gdyby tak stawiać sprawę na egzekutywach KZ, to mniej byłoby spraw komisjach kontroli partii. Jest to dla mnie sprawa taka, że od dzisiaj każde udzielenie kary par­ tyjnej czy zatwierdzehie jej musi być inaczej rozpatrywane. Wracam do organizacji partyjnej. Ao jest życie. Bo w orga­ nizacjach partyjnych zasiada również kierownictwo adminis­ tracyjne. Bo są członkami partii. I różnie się ludzie na zebraniach partyjnych ustawiają. I myślę, że towarzysze tu­ taj mnie poprąw w tej sprawie i przyznają mi rację, że tak faktycznie jest. Że mimo tego, że są przekonani, że mają rację, to jednak nie stawiają ostro sprawy. Po oglądnię­ ciu tego filmu, kiedy go oglądnie rzeczywiście szeroki ak­ tyw partyjny i społeczny, gospodarczy, napewno sytuacja się poprawi. Z uważam, że jest to film bardzo debry, tylko

Strona 20

- 20 - on nie może zostać w jakimś określonym gronie. On musi wyjść. Ja reprezentuje bardzo duży zakład pracy, MPK, i pro­ blemów mamy niemało. Myślę, że ten film pomoże ludziom rze­ telniej, uczciwiej stawiać sprawę na zebraniach. /Siatkow­ ski: Ozy wy byście to w swoim zakładzie każdemu pokazali, czy tylko członkom partii?/ Każdemu nie, ale pokazałbym wszystkim członkom partii, aktywowi zetemesowakiemu, związ­ kowemu i wszystkim kierownikom administracji, to znaczy fun­ kcjonariuszom administracyjnym na zakładzie pracy. Wszyst­ kim. Ale tak puszczać to w telewizji, to bym się nie bardzo z tym zgodził, bo tam są pewne momenty, które mnie się nie podobały i w działalności komisji kontroli partii i w samej postaci Granat a. Jest tam parę takich błędów, których nie powinni oglądać wszyscy bezpartyjni. /Robotnik/ł Towarzysze! Króciutko i treściwie chciałbym tutaj nad­ mienić kilka słów. Ponieważ jestem ze środowiska robotni­ czego uprawnia mnie to do patrzenia bardziej krytycznego na to, co się dzieje w partii, zwłaszcza, że w partii też nie jestem zbyt długo. Ten film nasunął mi masę refleksji, któ­ re będą się starał tutaj uporządkować 1 wskazać na najuważ­ niejsze. Tutaj można rozgraniczę, że tak jak w rzeczywis­ tości partia jest dwojaka. Jedna jest ta na dole tzn. wśród klasy robotniczej i druga jest ta u góry. Tu są pewne jakieś wskazówki góry. A co innego się dzieje na dole. Bo na dole to wiadomo jak jest. Jest sprawa tego, że np. jak robotnik przyjmuje się do pracy, to świadomość tego robotnika nie jesta taka skrystalizowana. W domu do kościoła chodzą, żona, tego - to jest norma Ina przecież sprawa. Nie chcę tego u-

Strona 21

- 21 - sprawied liwiać, ale gnam wiele przypadków, że to nie prze­ kreśla tego człowieka, że on np. zawarł ten Jtzwiązek mał­ żeński, Bo to mogło być podyktowane stosunkami z rodziną, Np. my młodzi nie dysponujemy jakby to powiedzieć - bazą materialną. Starsi dysponują i oni po prostu stawiają w szachu tę- młodzież. Nieraz przychodzą do mnie młodzi towa­ rzysze i mówią: słuchaj, co mam zrobić - ślub kościelny, bo inaczej to w ogóle ze mną rozmawiać nie chcą. W ogóle. Przecież ja nie wierzę, ale muszę to zrobić, bo wiesz prze­ cież - nie mam mieszkania, nie mam tego i nie chcą ze mną rozmawiać. Więc ta oprawa napewno się będzie ciągnąć aż do drugiego pokolenia. Np.dopiero jak ja wychowam dziecko, to to dziecko już będzie miało tę bazę# Ja mu zapewnię taką bazę światopoglądową. Jest też kwestia emocjonalna. Albo z tym noszeniem baldachimu. Tutaj tow. Kołuj powiedział, że jak inni kradną, to ja nie muszę kraść. Ale takiej sytuac­ ji nie powinno być w partii. Bo my dopuszczamy w partii do tego, że ludzie chodzili do kościoła. Bo teraz zaczyna się o tym mówić, że partia to nie tylko zebranie. Cały czas człowiek jest w partii, w towarzystwie, czy jak się napija, to też jest w partii. My dopiero teraz zaczynamy o tym mó­ wić, zaczynamy w tej chwili. To jest jeszcze tak w powija­ kach wszystko, Może na dole to się jeszcze tego nie odczu­ wa. Dopiero jak wyjdzie jakaś większa afera, jak się kogoś przyłapie, to mu się wszystko odgrzebie. Wszystko. Ale tak szczerze mówiąc, to np. w toku jego pracy nie zwraca się u- wagi na poszczególne elementy naszego działania. A przecież organizacja partyjna i ta egzekutywa to właśnie jest po to, żeby ukierunkować tego człowieka. Przecież to nie jest in­ żynier, który ma jakąś świadomość już określoną. To jest

Strona 22

- 22 - młody człowiek, azy robotnik po podstawkowej szkole czy za­ sadniczej. On tej świadomości nie ma. I dlatego ta praca s nim, ale praca na codziań. Bo w zasadzie partia w za­ kładach jest zajęta sprawami ekonomicznymi, A taki podsta­ wowy człowiek ma swoje probiercy i ta egzekutywa powinna ro­ zumieć te problemy. Pomagać, Bo przecież człowiek nie jest w stanie sam ich rozwiązać, Poza tym sprawa czynów. Na za­ kładzie to robi się tak, że pół miesiąca się stoi, ludzie klną a potem partyzantka. Wiadomo, na koniec się wyjdzie, plan się zrobi, Ale czyim kosztem? Kosztem ludzi, bo w za­ sadzie to można by było spokojnie zrobić, ale w partyzant­ ce się robi. Potem ludzie mówią: słuchaj, co ja będę czyn robił, jak js pół miesiąca się obijam, bo tego nie ma, ma­ teriałów nie ma albo jakichś innych spraw, a potem nagle plan. Wiadomo - zrobiony, ale jakim kosztem? Mówląx mi: no to ja teraz mam Iść na czyn? A dej że ml spokój. Jak ja mam iść na czyn, jak ja nie mam zapewnionej jakiejś rytmiczno­ ści. Tutaj ta świadomość partyjna jest inna 1 trzeba tu znać stosunki. Mówiono o rozrabianiu. Nie wiem, ale lepiej jest nie rozrabiać w partii,.Jak człowiek zacznie rozra­ biać, to go karzą. Wiadomo, człowiek jest człowiekiem, A jak ty coś rozrabiasz, nie spodobasz się temu, tamtemu, za duż widzisz po prostu - to cię przykręcą, A jak ktoś jest spokojny, to może być 500 lat w partii. On tam skła­ dki zapłaci, taki spokojny, rękę podniesie, on wie, co po­ trzeba, Tak jest, taka jest rzeczywistość. Ja uważam, że jak ktoś rozrabia, to nie jest nic. Właśnie gorzej jest, jak nic nie rozrabia. Bo rozrabiać, to jest właśnie szukać. Bo co to jest innego, Napewno czasem zdarzą się pomyłki, bo tylko człowiek, który nic nie robi, to nie błądzi.

Strona 23

- 23 - A tak to każdemu się zdarzają pomyłki. Ale my powinniśmy właśnie, jak on źle rozrabia, to go uświadomić. A nie, kurczę, że rozrabiaka od. razu. Bo to najprościej każdego określić mianem rozrabiaki. Tutaj się szuka klikowości i argumentów zawsze. Wiadomo, że jak jest porządna klika, to nikt argumentów nie znajdzie. Taka jest rzeczywistość i jest kwestia tego, żebyśmy w partii znaleźli na to spo­ sób. Znaleźć jakiś sposób na ożywienie, bo to ożywienie nie istnieje. Ja to widzę np, w programach, gdzie to oży­ wienie istnieje. Tylko jest kwestia jak znaleźć sposoby na to, żeby ożywić partię od tych właśnie... Każdy jest członkiem partii. I ci na dole, to w zasadzie najważniej­ sza partia. Najważniejsza partia. Jest jeszcze sprawa o ten czyn. Ja nie wiem, jak ja bym się postawił w jego sy­ tuacji. Bo czasem się zdarzy, że jest /strach? Strata?/ i człowiek musi zadecydować. Bo partia jest z samą klasą ro­ botniczą. Wiadomo, że był taki okres w partii, że u góry było co innego a na dole co innego. Wiadomo, że był taki okres. I człowiek musi wybrać. Gdzie wybrać? Wybiera to, co jest mu najbliższe. Wybira klasę robotniczą. Bo jak ja wyblorę kogo innego,to oni odizolują się odemnie. A ja mam przecież jako członek partii zadanie właśnie działać wśród nich. Ożyli to nie jest taka sprawa prosta i uważam za słuszne przyjęcie tej postawy. Przecież jeżeli się nie uzgadnia z klasą robotniczą pewnych posunięć, to trudno wy­ magać od niej jakiegoś poparcia. Wiadomo, jak są posunię­ cia prawidłowe to ten doping, akceptacja tego przez klasę robotniczą jest. Ale jak tego nie ma, to one są nieprawi­ dłowe i wcześniej czy później to wychcdzl na wierzch. Nie od razu może, ale jak później wychodzi, to z większym na-

Strona 24

- 24 - sileniem. I to jest właśnie najgorsze, Jest kwestia tego, że m^wl się o tym, że idziemy na jakość. Ja sobie zdaję sprawę. Ja też chciałbym, żeby partia była jak najlepszej jakości. I ja też staram się, żeby się podnieść. Ale mnie się wydaje, że my dalej idziemy na ilość, Napew.no kiedyś, prędzej czy później będziemy to musieli zrozumieć, że ja­ kość jest chyba najważniejsza. Bo po prostu jest za dużo ludzi obcych nam. Osesem jest człowiek tak, że tonie. Po dużo/ prostu za/Tudzi się napchało do partii takich, którym jest wszystko jedno, Cn nawet podejmie złą decyzję, bo mu jest wszystko jedno, on jest obcy, on nie jest zaangażowany, on jest związany tylko z partią w sensie jakimś no bezpo­ średnim, no jakimś takim... /Z sali: Dobrze jest należeć/ O, właśnie. Ale żeby ±al§3jonalnie był związany... To jest najważniejsze, Chyba zakończę tę wypowiedź. Uważam, że film jest ciekawy i nasuwa mnóstwo refleksji. To się nie da wypowiedzieć, bo tu tych refleksji jest mnóstwo zwłasz­ cza że człowiek to konfrontuje z codzienną rzeczywistością. I tu Kusimy zrobić właśnie coś, żeby te niedowłady wyelimi­ nować, Żeby bardziej pracować z tymi ludźmi na dole. /Z sa­ li: pokazalibyście ten film publicznie?/ Pokazałbym. Nie widzę jakichś uprzedzeń. Po prostu tak szczerze mówiąc to trzeba głęboko zajrzeć w film i to musi być tak, że sądzę że przeciętny człowiek odbiorze to w sposób chyba prawifiłewy. Bo taka jest rzeczywistość. Tam nie ma nic złggo. I tę rzeczywistość każdy zna. Nawet niepartyjny. Siatkowski; Wiedziałem, że to się zacznie jako dyskusja o filmie, potem będzie to co najmniej dyskusja o partii, a naprawdę

Strona 25

- 25 - to o społeczeństwie, bo od dawna nie da się mówić o par­ tii nie mówiąc o narodzie, albo mówić o narodzie nie mó­ wiąc o part iii I tylko świętoszki Pierdzą inaczej i pró­ bują inaczej, Ale myślę, że trzeba jeszcze trochę do fil­ mu wrócić. Oni o partii trochę już słyszeli, a przyjecha­ li także posłuchać trochę o filmie, Jest to oczywiście film o partii. W tym sensie jest to oczywiście film o sy­ tuacji z wspłczesnej Polski. Ale jeżeli się zastanowić wę­ ziej, tak konkrietno, co to znaczy, że to jest film o par­ tii, to ja bym nie dokładnie twierdził, że jest to film o dwóch partiach w obrębie PZPR. W obrębie PZPR niestety jest bardzo dużo partii politycznych 1 nikt nie wie ile ich i nie wie po co, bo nawet sami promotorzy tych nieist- nle jącyah oficjalnie grup nie bardzo wiedzą o co im chodzi. Natomiast to nie jest film o dwóch /.../ Gdyby zachowawcza - niestety - komisja kontroli partyjnej chciała wywalić z partii Włodzimierza Iljlcza Lenina mającego dzisiaj powie­ dzmy 35 lat, byłby to film monumentalny o tym, jak sukinsy­ ny traktują komunistę i byłby to film do niczego nieprzyda­ tny, ponieważ istotnie nie odzwierciedlałby rzeczywistoś­ ci, Jhociaż zdarza się, że kryształowi komuniści są usuwa­ ni z PZPR. Zdarza się. Tylko że zawsze pod skórą tej spra­ wy tętni takie bogactwo złożonych i starannie ukrywanych motywów i problemów, że tego typu film, krótki 1 jednopłaszczyznowy, tej sprawy by nie potrafił rozwikłać. Tu jest wtedy potrzebny inny film, analityczny, retrospektywny i w ogóle o tym wariancie nie mówmy. Mówimy o wariancie kon­ kretnym. Jest zespół i jest robotnik. Oni są z tej samej partii, w obrębie PZPR, oni są po prostu z naszej narasta- jącej historycznie partii. -Tylko oni w różny sposób wras- 1

Strona 26

- 26 - tali w to dwumilionowe ciasto i naraz się okazało, że powstaje konflikt. Jaki? Ideologiczny, jedno myślą tak, a dru- dzy tak? Nie. Polityczny? Nie. Charakterologiczny? Nie. Porastaje konflikt sytuacyjny. Nawet nie moralny. On postę­ puje jak potrafi, własną głową, z kułacką córką się ożeni, nawet wbrew doktrynie i zaleceniom. Kto wie czy ja bym go wtedy nie próbowała usunąć z ZMP za to, cholerę kułacją. Jan Brzechwa taki wierszyk napisał przeciwko kułackim sy­ nom. Natomiast jak mu przestała pachnieć, już nie jako kułaczka, ale jako normalna kobieta, bo tow. Gomułka pozwo­ lił nawet kułackim córkom być normalnymi kobietami, to z nieokreśloną klasowo zaczął również, nie na długo. I on się nie uląkł ani biskupa, ani sekretarza, czy on ma z tą nieokreśloną, bo on sam wiedział, że ma. I on po prostu, będą/ jak towarzysze chleją i/cHiaJi truciznę, to on nie dzowni ani na milicję z donosem, ani do komitetu: radźcie towa­ rzysze, jak postąpić. Pewna część aktywu partyjnego uwiel­ bia to. Jest znana w Krakowie anegdota o tym, jak jeden z poprzedników Janka Bronka na stanowisku, któfe teraz on zajmuje, był wezwany, pilnie, na salę, w której po połud­ niu miała się odbywać akademia, żeby doradził, po której stronie ma być przejście: czy na środku, cza raczej po pra­ wej, czy raczej po lewej między krzesłami. Rozumie się, że przecież sam towarzysz Domagała miał tym przejściem prze­ chodzić. To było na miarę swojego charakteru. To przecież był poważny polityczny problem. Dlaczego to był poważny po­ ważny polityczny problem? Ponieważ istniała umowa o zacisku powiek. To znaczy my się umawiamy, że my poważniejszych problemów nie widzimy. My się umawiamy, że poważniejsze problemy mogą widzieć nasi przełożeni, a my o tyl^ I oile.

Strona 27

- 27 - C ile nasi przełożeni zlecą nam uchylenie lewej powieki. Ponieważ oto została przesłana nowa porcja wielkich za­ twierdzonych problemów do zobaczenia. To jest oczywiście rak partii, to jest rak komunistów, tak myślenia. Jestem przekonany, że partia zwolna, naprawdę zwolna i trochę wbrew sobie z tego wychodzi. Przecież to nie jest tak, że złe myślenie jest jakimś czadem, jakimś fosgenem, jakiMś skażeniem, które przychodzi nagle jak tuman a potem ustę­ puje, bo szczęśliwy wiatr objął na przykład /płody Hegla?/ i już teraz można myśleć po ludzku. Nie. Przecież sami je­ steśmy nosicielami tego wszystkiego. To nie znaczy, że ka­ żdy z nas jednakowo pośród dwóch milionów PZPR-owców jest równi i proporcjonalnie nosicielem 43 procent złego, 17 procent dobrego, reszta nieokreślona, 10 procent jak każą instancje. To tak nie jest. Jedni mają więcej racji, dru­ dzy mniej, ale wszystkie te i racje i nie-racje w obrębie PZPR są noszone przez konkretnych ludzi. Toteż przemisczanie się akcentów, górbwanie racji nad nie-racjami, albo nle-racji nad racjami dokonywa się w obrębie partii w dro­ dze starć i tarć pomiędzy żywymi ludami. I ten film jest właśnie o tym. On jest jaki jest. On podjął decyzję z tym alkoholem - sam bym taką podjął - trochę taką kmicicowską, nie pytał, bo nie wolno było, nie było czasu na pytanie, trzeba było zadecydować na zdrowy rozsądek i na odwagę ry­ zykanta i naciął się jak każdy porządny człowiek się naci­ na tych, którzy są chytrzy i zgodni, ale jednal^roehę chy­ trzej si i zaoczni. Bo przecież dzisiątki razy, każdy, kto wychowuje dorosłych, wie, jakie są konsekwencje, kiedy po­ wiedzmy profesor ze studentami rozmawia jak człowiek z człowiekieti. Zawsze osiąga więcej niż urzędnik, ale zawsze go

Strona 28

- 28 - gdzieś tam oszukają, ponieważ znają życie i wiedzą, że jak on jest porządny człowiek, to chyba na w tym jakiś interes. To my musimy być urzędnikami. Ale wystarczy ta­ kiego podsumowywać wyłącznie za jego błędy i wtedy leci z partii jak cholera, leci ze stanowiska jak cholera i co najwyżej może stać się takim, jak należy, to znaczy tro- chębardziej chronionym od prawdomówności, od podejmowania decyzji. Myślę, że wielu znas nacięłoby się dokładnie tak, jak ten na tych dwóch ukrytych butelkach alkoholu. Nie ja jeden na tej sali jestem związany ze środowiskiem teatral­ nym. Kiedyś brałem udział w długich bankietach alkoholo­ wych po każdej premierze w Teatrze Ludowym, kiedy tam nie było jeszcze antyalkoholowego kierownictwa i zawsze po­ dziwiałem rzecz następującą. Ja byłem przyjecielem dyrekc­ ji. Najpierw się piło dyrektorskie, a potem się piło ak­ torskie. A potem już w ogóle towarzystwo padało, tylko ta­ kie inteligenciaki zostawały® na placu i gdzieś tak koło drugiej - trzeciej w nocy przychodzili maszyniści i mówi­ li: panie magistrze, może do nas, my tu mamy za kaloryferom. Wcale to nie były koniaki, a jeżeli to była zwyczajna wód­ ka i stała 6 godzin za kaloryferem, to wtedy padali już najtwardsi. To jest ten właśnie sposób myślenia. To jest jak w życiu. Żaden statut tego nie przewidzi i żaden szty­ wny normatyw, jak powinien działacz członek partii, czy w ogóle taki wzorowiec, nie jest w stanie na to odpowiedzieć. wie/ To/^3Kdt ten, kto upił i kogo upili i szczerze mówiąc par­ tia powinna na takich stawiać. Ponieważ cała reszta jest /.../ papierowa. Teraz: co należało było zrobić z tym straj­ kiem? Ja kiedy indziej opowiem; tu jestem dokładnie w takiej samej sytuacji, jak Granat. Bo po pierwsze w ustroju socja-

Strona 29

- 29 - listycznym jak wszyscy wiemy nie strajkuje nikt, ale po drugie jeżeli dopuścić, że już ktoś strajkuje, nie tylko robotnicy, studenci także - miałem dokładnie taką samą sy­ tuację w marcu i to się prawie tak samo skończyło z tą ła­ skawością losu, że nie stawałem przed komisją kontroli partyjnej, czy tak trzeba było postąpić? Tak. Ponieważ w życiu rzeczywistym nie ma alternatywy między dobrem a złem. Jest alternatywa dla działacza, to znaczy dla kogoś , kto chce zmieniać życie, ingerować w rzeczywistość życia, w życie życia. Jest alternatywa między lepszym i gorszym, przy czym chodzi tu o w tej chwili i tutaj lepsze i w tej chwili i tutaj gorsze. Jeżeli w dniu 6 listoMpada, w dwa dni po drugim wejściu wojsk radzieckich do Budapesztu robi się pochód solidarności z Węgrami w Krakowie i lada kwandrans, lada narożnik dojdzie do tragedii, bo my nie w chmu­ rach tylko na ziemi żyjemy, to to, co można zrobić, to nie zamykam oczy i od tej pory nie ma manifestujących w Krako­ wie, tylko trzeba z tego zrobić pochód milczenia. I to mu- siał i tyle mógł zrobić komunista, który miał trochę ole­ ju w głowie. To była wielka i ważna sprawa. Jeżeli studen­ ci chcą ogłosić strajk, to trzeba wymyśleć dokładnie taką formułę, jak wymyślił Granat. Uczelnia, w której to prze­ żywałem, właśnie tak postąpiła, że zajęć nie ma, ale straj­ ku też nie ma. Bo my coś tam. Dzięki temu można było od­ rzucić formę strajku, dzięki temu można było zdyssymilować ich od pozostałych uczelni. Dzięki temu można było za parę dni użyć ich wszystkich jako aktywu, który poszedł - bardzo nieprzekonany do partii wtedy - poszedł realizować jednak politykę partii, bo był przekonany do własnej, już od paru dni istniejącej postawy. Jzy się za to potem dostaje ordę-

Strona 30

- 30 - ry? Nie. Za to się potem dostaje po łbie. Każdy z nas ma takie doświadczenia. W tym sennie jest to film o nas. W tym sensie Granat jest autentycznym kawałkiem tego par­ tyjnego ciasta. Nie lepszym i nie gorszym. Akurat w tej chwili pod wozem, a przepraszam - kto w partii był dłużej niż dwa lata i nie był jeszcze ani pod wozem ani na wozie? Natomiast ważniejsza jest ta strona druga. Bo jak się do- kładnie temu przyjreać, to to nie jest film o Granatach. Jest to expressis rerbis film o komisji kontroli partyj­ nej. Jest to trudna sprawa. Ponieważ istotnie dla człowieka uczciwego obraz tej komisji nie jest nader wysoki. Nie cho­ dzi o to, żeby film mówił o komisjach, jakie mają być, gdyż do tego celu służą powielane i kolportowane wytyczne z JKKP. Te wytyczne są optymalne 1 zawsze były optymalne. Wprawdzie PZPR zawsze miała sensowny statut a PRL sensowną Konstytu­ cję, a teraz ma jeszcze sensowniejszą, ale wszystko co nam dolega i kole w bok dzieje się pomimo istnienia bardzo do­ brych dokumentów i aktów normatywnych. I dlatego mówiąc o życiu nie należy mylić życia z dokumentami normatywnymi i nie warto papierowych tez normatywnego dokumentu jeszcze raz przenosić na taśmę filmową, chyba że rzeczywiście się robi film oświatowy* Ale od tego jest wytwórnia "Czołówka” i mnie to wystarczy. Oni chcieli zrobić film o komisjach kontroli filmu i technika filmu wskazuje, że właśnie świa­ domie tego chcieli aż do drobiazgów takich jak to, że jed­ nak wyłączywszy kamery zrobili to /spotkanie?/. I ja myślę, że w tym sensie film jest prawdomówny i jest niestety praw­ domówny. W związku z tym można by sformować pochód i wybić okna w Komisji kontroli partyjnej żałując, że się nie da wybić okien we wszystkich komisjach kontroli pertyjsnej w kraj

Strona 31

- 31 - Tak. Tylko, że taka metoda, zresztą już stosowana, parę partyjnych gmachów spotkało się z żywym zainteresowaniem klasy robotniczej, nie tylko w zakresie okien, ta metoda do niczego nie prowadzi* Trzeba koniecznie wiedzieć dlacze­ go jest tak, jak jest. Ja miałem w swoim bogatym życiory­ sie różne takie epizody, ale nie byłem oskarżony przed ko­ misją kontroli partyjnej, chociaż się stykałem z nią i mu­ szę powiedzieć,że towarzysze, którzy ze mną rozmawiali, a rozmawiali w sposób godny członków partii, nie donosiłbym na nich, natomiast muszę powiedzieć, że pewne istotne rze­ czy rzeczywiście tutaj zostały uchwycone. Myślę, że to są rzeczy takie. Po pierwsze w ich zachowaniu, bohaterów te­ go filmu, w tym autentycznym zachowaniu, istnieje pewna ru­ tyna, Nie da się uniknąć rutyny, kiedy ktoś 1500 razy, przez całe lata robi to sami. I byłby głupim zatzut, że to jest sposób zrutynizowany. I stąd rada otwarta do obecnych tutaj towarzyszy. Trzeba świadomie walczyć z rutyną, trzeba mówić tym towarzyszom, że oni w najlepszej wierze muszą, paść ofiarą rutyny, jeżeli nie będą świadomie temu się prze­ ciwstawiać. "Słowo, nawet co najlepsze słowo ściera się w użyciu, jak ubiór, co sparciał”. Na to rady nie ma. Sprawa druga jest trudniejsza i inna od tej, OŁ towarzysze do swe- ich czynności wkładają partyjny koturn. I to jest sprawa typowa nie tylko dla komisji kontroli partyjnych, to jest sprawa typowa w ogóle dla naszej partii i dla bardzo róż­ nych aparatów władzy np. korpusu oficerskiego, np. admini­ stracji państwowej. Ja to ja, ale ja teraz tutaj sprawuję władzę, rozumiecie obywatele. Mogę ze swoim dzielnicowym chodzić na wódkę, ale on mnie dopadnie w przejściu - a pe- chowo mieszkam przy pomniku Lenina - to w chwilach, kiedy

Strona 32

- 32 - tam jest sam tow. Klasa czy tow. Drapich, to mnie do domu nie Iza i "pozwólcie obywatelu”. Trzy dni temu tutaj try­ umfowała Armia Radziecka na .tynku przeciwko podłemu Werma­ chtowi i w związku z tym nie wpuszczano do Kuźnicy. Zresz­ tą niesłusznie, bo tutaj był sztab NSDAP, a to nie całkiem ta sama partia. Natomiast kiedy jeden z naszych towarzyszy, który przyjechał do Krakowa i w ogóle nie wiedział, co się dzieje, przeraził się, ponieważ jak dotąd to milicja zamy­ kała Rynek z nierównie poważniejszych przyczyn, niż jakieś tam filmy na cześć przyjaźni polsko-radzieckiej. Tutaj zaj­ mowano się np. historią ran antycznej literatury w dawnych czasach. Więc kiedy zapytał przerażony, że nie może dojść, milicjanta, co się dzieje, dowiedział się: "Nie wasza spra­ wa, obywatelu". Przypomniała mi się scena z powieści Putra­ menta, kiedy bohater wraca z zagranicy, na lotnisku go are­ sztują, wysokiego funkcjonariusza partyjnego i on mówi: co jest do diabła, chyba przewrót faszystowski i w tym momen­ cie dostaje w twarz. To jest dokładnie ten sam psychologizm. Kożna by oczywiście zapisać numer milicjanta, żądać dla nie­ go upomnienia itd. To nic nie pomoże. To jest w nas wszyst­ kich. Ja jako ja sam rozumiem, że film się kręci 1 w ogóle mam właściwy stosunek, ale tutaj, rostaniecie obywatelu, tu we mnie jest duch narodu. Ja# jako ja psioczę na PRL, ale pozwólcie obywatelu o wasz bilet - występuje w tramwaju ja­ ko kontroler w imieniu MPK - nic mnie nie obchodzi, że nie działa automat, bo jest spieprzony, wy płacicie 50 złotych, nic mnie nie obchodzi, bo każdy może być złodziejem. Osobi­ ście się zetknąłem właśnie z taką repliką, że każdy może być złodziejem. I co miałem powiedzieć? Jestem lektor KO 1 chcę was pouczyć obywatelu, że nie każdy może być złodziejem w

Strona 33

- 33 - socjalizmie. To jest znowu doraźnie niepraktyczna sytuacja. Ta sprawa wkładania kotunrów/?/ do sprawowania czynności urzędniczych oczywiście nie jest wynalazkiem partii, cho­ ciaż uczciwy człowiek wie, skąd się to w piartii wzięto* Jest to /.../ peperowskl, młodej, niedoświadczonej partii, która naraz bierze władzę i musi sobie jakoś poradzić, mu­ si sprostać. To jest ten sam mechanizm psychologiczny, któ­ ry marcowemu docentowi mianowanemu karze wyglądać, jak inni naukowcy, jak prawdziwi naukowcy i on wtedy też tak samo przewraca oczami, żeby też był uważany za spadkobiercę ja­ giellońskich tradycji. To się musiało zdarzyć młodej, ama­ torskiej partii, która musiała sprawować władzę, a oprócz tego jest to przeniesione z pewnych radzieckich doświadczeń i znowu dobry wieczór można by opowiadać, jak to było. Jest to od dawna bardzo szkodliwe* I z tym się naprawdę trzeba poważnie liczyć i z tym naprawdę po cichu w środku partii, wcale nie jestem przekonany, czy na forum ogólno­ narodowym z tym naprawdę trzeba walczyć* W komisji kontro­ li jest to podwójnie szkodliwe* Jeżeli by spojrzeć na to, co tam się działo, oczyma prawnika, to trzeba by powiedzieć, że towarzysze sędziowie zaniedbują realizowanie obowiązku domniemania niewinności człowieka, który przed nimi stoi. Ponieważ oprócz tego, że wkładają komeżkę, jest jeszcze je­ dna konsekwencja wkładania tej partyjnej czerwonej komeżki. Oni stoją po stronie instancji. Instancja powiedziała, że winien, to oni wiedzą, że winien. Może być wyjątek. Może się okazać, że nie winien, Ale to wy nam udowodnijcie, że nie jesteście winien* Na razie działa mechanizm, z mecha­ nizmu wynika, że winien, my jesteśmy cząstką tego mechahiz- mu, my w zasadzie powinni bylibyśmy to zatwierdzić. Możemy

Strona 34

- 34 - odrzucić jeżeli się okaże jawna niesprawiedliwość. Jesteś­ my raczej nastawieni na bycie cząstką mechanizmu, niż na bycie po stronie /jednostki?/. Z punktu widzenia socjali­ zmu jest to oczywiście postawienie sprawy na głowie. Z pun­ ktu widzenia humanizmu jest to oczywiście postawienie spra­ wy na głowie. Z punktu widzenia partii, która wyrosła w os­ trej walce klasowej, z punktu widzenia partii, który przy­ jęła radzieckie doświadczenia i dołożyła do tego niemało własnych, stwierdzającej dowodnie, że kto nie przyjaciel, ten wróg, jest to historycznie uzasadnione i usprawiedli- wionę. .Ale od/xxxx^^ nas to kole pod żebrem a od czasu do ezzasu to się okazuje nawet nożem przez nas sa­ mych wpychanym pod nasze własne żebra. I z tym zjawiskiem psy oho logu cznym partia walczyć musi i ja sądzę, że w tym film ten mógłby wiele pomóa. Dzieło sztuki jest od tego, żeby było wspaniałym dziełem sztuki, żeby było Oklaskiwa­ ne. Ale każde dzieło sztuki funkcjonuje w społeczeństwie równocześnie na wiele sposobów? w wielu wymiarach i w wie­ lu aspektach. I niewątpliwie istnieją pośród tych aspektów praktycystycznie funkcjonaIne, utylitarne apsekty, np. ten uwielbiany przez komunistów i nigdy do końca nie rozu­ miany wychowawczy aspekt dzieła sztttkl, W tym sensie to dzieło nie musi wychowywać ekspedientek, ale to dzieło mu­ si wychowywać członków komisji kontroli partyjnej i bez obciachu, bez zastrzeżenia trzeba o tym także mówić. Jeżeli choecie naprawdę pełnić swoją dobrą robotę wobec partii, to pamiętajcie o niebezpieczeństwach, które wam grożą nie dlatego, że jesteście sukinsyny, tylko dlatego, że wchodzi­ cie w pewien dość stereotypowy obieg, użytek i trzeba się przed tym bronić, jak przed® chorobami zawodowymi, które

Strona 35

są 2 góry do przewidzenia. Przed tymi skrzywieniami, ja­ kie właściwe są temu rodzajowi piscy. A sam film jest do­ bry do wszystkiego. Obciąłem powiedzieć na koniec tylko jedno zdanie bez związku. Obolałem prosić towarzyszy au­ torów filmu, by przekazali dobre słowo autorowi muzyki. Ta muzyka jest naprawdę warta tego filmu, oszczędna, nowocze­ sna, skupiająca uwagę, bez żadnych tam Muzsorgskich, bez natrętnościł niezwykle intymna.

1 / 36