Strona 1
WILIAM GIBSON DWOJE NA HUŚTAWCE PrzekładzKazimierz Piotrowski Bronisław Zieliński Adaptacja tv: K. Kieślowski
WILIAM GIBSON DWOJE NA HUŚTAWCE PrzekładzKazimierz Piotrowski Bronisław Zieliński Adaptacja tv: K. Kieślowski
teB£ia?st Sen pokój nalepy do aiwll Mosea. W statycznych planach Jest salonikiem w staraj koloni cy# dokładny# pedantyczny pokoju# Cichutko Panuj* w aia pr®yj«w nieład# sraj-w radio- •wysokiej właściwy alej®w ®wie#akałe®i klasy wykonanie* od dłuższego ©asm* 1 01011 uraczony jest niewybrednie# cechuj® go wygoda i przytulnotó. Po lewej stronie bu drwi wejściowe, po prawej jest wstuka aa kuchnią i drwi do łazienki* W pokoju jest duBo dwuosobowe łó&ko# nośny stolik s lampką i tel®lonea# Muraosko# krzesła# MMikin krwieoki^ W Mele omsyna <0 szycia. Ha biureesiot radio # która Glssla wychodząc MajSMAiata wył^esyć, Muzyka silknio# Dalej od centrm# > dosu Podobny jak wy^ejf cmynsaowya na Sasi SMa# staranny opis pokoju, w uboissej dzielnicy ciasta Kiedy ogWw stołek obok pełniony jest pokój JerryWo .kajmana w kadr od góry r., . ,,., . • wrażenie Mejsca B»ie®®kal«ga od nisdawat jeszcze nie* ursądzomgo. wchodzi Bawią®ywany widać przez kogoó krawat*
Trzos okno widać dachy Teras cały czas uzujemy sąsiednich doaaSw. Telefon’ esyJą# oboemid. siei aa gołej podłodze, Gwizd czajnika# W kadr obole wąskiego balsam i wchodzi Jerry. żnika toatwwmgo stołka#^ w głębi w ciemnej techni k wraca drzwi prowadzące do Miotani z filiżanki^ kawy, w drodze tak ciernej, że ale nodm próbuje aa gorącego napoju, dojrzeć jej wnętrza* krzywi się. Siada, Jak 2 kuchni prowadzą drwi na poprzednio widocznie klatką schodową. siedział na brzegu tapczanu, w spodniach, koszuli, krawacie 1 pijąc kar# przewraca kartki leżącym podłodze książki telefonie®* »J> ' ' •• ' ^ ■ ’ ' • 1 IÓB roFouwH# ■ ... ^ '» Jerry w tał dopiero eo s łóżka, wygląda 41© < Przytrzymuj© bosy®! stopa®! rozłożoną na podłodze ksi#k< telefoniczną i pije łyk kawy* Kwa nie jest - Jut gorąca, ule nie zastoje m^ Krzywi sią, Pr zwraca Jeszcze kartkę w książce telefonicznej /^krotnie grubszej alt warszawski i nakręca mmts
- 3 — Przez okno widać dachy Teraz cały czas czujemy czyjąś sąsiednich domów* Telefon obecność. stoi na gołej podłodze, Gwizd czajnika. W kadr wchodzi obok wąskiego tapczanu i Jerry. Znika w ciemnej kuchnią kuchennego stołka* V/ głębi wraca u filiżanką kawy, w drodze drzwi prowadzące do kuchni próbuje za gorącego napoju, tak cieniej, że nie można krzywi się. Siada, jak poprzednio dojrzeć jej wnętrza, widocznie siedział na brzegu Z kuchni prowadzą drzwi na tapczanu, w dpodniach, koszuli, klatkę schodową. krawacie i pijąc kawę przewraca kartki leżącej na podłodze książki te le fonicznej. Napis wkopiowany: WRZESIEŃ, PÓ^NE POPOŁUDNIEś Jerry wstał dopiero co z łóżka, wygląda źle. Przytrzymuje bosymi stopami rozłożoną na podłodze książkę telefoniczną i pije łyk kawy. Kawa nie jest już gorąca, ale nie smakuje mu. Krzywi się. Przewraca jeszcze kartkę w książce telefonicz nej /8-krotnie grubszej niż warszawska, i nakręca numer/zł Telefon w mieszkaniu Gizeli dzwoni. Cztery razy. Słychać dalszą część Brahmsa z radia. Dzwonek telefonu jest przykrym dysonansem.
— 4 — Jerry odkłada słuchawkę. Przyciąga do siebie rozłożoną na podłodze walizkę. Wyjmuje z niej i rozkłada na łóżku rzeczy. Osobno koszule, gainitur, marynarkę. Brudne koszule upycha spowrotem w przegrodzie walizki, Bierzemarynarkę i wyciąga z kieszeni niepotrzebne już i zapom niane stare bil®ty autobusowe, jakąś pogniecioną kartkę, kilka postrzępio nych zapałek, pognieciony papieros. Wywraca na drugą stronę kieszenie i wytrzepuje paprochy* Bilety i kartki drze, Bierze marynarkę i garnitur, wiesza na umocowanym w rogu pokoju pręcie. Kiedy wraca po buty i ustawia je pod garniturem, pręt spada z podpórka i ubrania spadają mu na głowę, Jerry idzie do kuchni, przynosi drewniany klocek i gwóźdź, przybija butem /uwaga: ściana w tym miejscu musi być na tyle mocna, żeby efekt uderzeń był taki jak przy wbijaniu gwoździa w mur, a nie w dekorację/. Zakłada pręt, trzyma się, wiesza ubranie. Wraca na tapczan, zapala papierosa, wykręca numer telefonu.
- 5 - Słucha kilku sygnałów, nikt nie odbiera słuchawki. Bezmyślnie trzyma swoją przy uchu /może z uporem?/ Telefon w mieszkaniu Gizeli dzwoni* Słychać otwieranie drzwi, wpada Gizela goniona dzwonkiem# Podbiega, chwyta słuchawkę# gizela; Halo, słucham# /czeka chwil/ Ha 11 o! Odkłada słuchawkę# Oddycha po pośpiechu. Siada na łóżku, poprawia się po biegu przez ostatnie półpiętro. Wyjmuje z torby z zakupami automatyczny notatnik telefoniczny# Wyjmuje go z opakowania i z przy je in nością naciskając odpowiednie litery patrzy jak odskakują na sprężynce strony notatnika. Kładzie go koło teiefonu# Wstaje z torbą w ręku, idzie do kuchni gasząc po drodze radio# Brahms mil# knie# Gizela wlewa pół butelki mleka do garnka i nastawia gaż a drgą połową napełnia mikser.
1 -6- ; X Wrzuca porcję dżemu i włącza mikser. Mikser .brzęczy głośno, tak głośno, że Gizela nie słyszy dzwoniącego w pokoju telefonu. Telefon dzwoni. Jerzy trzyma słuchawkę przy uchu z tym samym co przedtem wyrazem twarzy. v Ma już zawiązany krawat, cicho brzęczy elektryczna maszynka. Jerry się goli. Gizela wyłącza mikser i teraz słyszy dzwonek, chwyta za słuchawkę. $i££i2JŁ Halo, słucham. Jerzy wyłącza maszynkę do golenia. 4&&W Czy mogę prosić panią Gizelę Mosca? Gizelai Jestem przy telefonie. J&EEE* Mówi Jerry Ryan. Gizela. Spotkaliśmy się Wczoraj wieczór na przyjęciu u Oskara. Jestem $ego skromnym znajomym. Gizela: *s^<~-. Ach tnk 9 Gizela siada na łozku. •
- 7 ~ Jerry? Mówię skromnym, bo ważę 70 kilo, wzrost Jerry. metr siedemdziesiąt dwa/sucho/ Rudy zarost. Gizela; £ to pan jest tym Gizela. gościem w ciemnym kapeluszu, co się ani przez chwilę nie odezwali Jerry Jerry; Musi pani znać kilku nielichych gadulów. Słyszałem, że chce pani sprzedać lodówkę. Mógłbym wpuść rzucić okiem? Jer£Xl ■& Pani ęiyślała, że na co? Jerry patrzy na zegarek. Mógłbym u pani być za..... Gizela? Już się jej pozbyłam. Jerry^; /po pauzie z rozczarowaniom/ Gizela. Jerry# A to nieładnie#,. Gizela * Właśnie pomogłam temu facetowi zanieść ją do domu. Gość, którego nigdy nie widziałam na oczy. Przysłała go Lucy, więc oddałam mu lodówkę, żeby się pozbyt tego grata. Gizela
- 8 Gizela; /cd/ Czemu ni pan nic nie powiedział wczoraj wieczór? fey,* Wczoraj nie obciąłem się narzucać. Dziś się wszystko zmieniło, Wielki dzień w moim życiu. Pomyślałem sobie, że na Jerry ogląda z zainteresowaniem swoją maszynkę do golenia. Wyjmuje osłonkę i wydmuchuje maszynkę. Z przykrością patrzy na powstały obłoczek kurzu. początek wskoczę do pani, żeby sobie obejrzeć tą lodówkę, /pauza/ i[®122! Ano, właśnie słyszę. Gizela czeka na ciąg dalszy, Jerry nie wie co powiedzieć, No, to dziękuję pani. żeby przedłużyć rozmowę* Jerry czeka jeszcze chwileczkę i pierwszy odkłada słuchawkę, Sięga po leżąąą obok telefonu paczkę papierosów. Jest pusta. Rozgląda się. Podchodzi do zawieszonych ubrań i szuka w opróżnionych przed chwilą kieszeniach. Papierosów nie ma. Wkłada rękę do wewnętrzej kieszeni marynarki, do zawieszonych niewygodnie spodni.
- 9 Pręt wypada z podpórki i wszystkie ubrania zsuwają się do rąk Jerrego. Rzuca je na ziemię, wyrywa sterczący pręt, chce go złamać, ale nie jest łatwo, opiera na kolanie, pręt gnie się, chce go zgiąć jeszcze raz, pręt ustępuje. Jerry chwyta się za rękę, wkłada do ust. Pręt przeciął skórę nadgarstka, Jerry wyjmuje z ust rękę, cieknie trochę krwi. Siada na tapczanie, z dartych przedtem papierów wygrzebuje zmiętoszonego papierosa, zapala. Gizela stoi nad mlekiem. Z napięciem patrzy w tworzący się korzuch, nie chce tym razem przegapić momentu, kiedy zacznie kipieć. Słychać dzwonek telefonu, Gizela wacha się, drugi. Patrzy na mleko, jeszcze chyba chwilę wytrzyma. Biegnie do pokoju, chwyta słuchawkę, odkłada ją na stolik, biegnie do kuchni, zakręca gaz w chwili, kiedy mleko już kipi. Biegnie spowrotem do telefonu, przykłada słuchawkę do ucha. Gizela: Słucham?